33. Jestem tu dla niego
Dwa dni później gorąca letnia noc otulała Łazienki Królewskie ciężkim, wilgotnym płaszczem, powietrze gęste od zapachów kwitnących lip, wilgotnej trawy i odległej Wisły, która niosła swoją słodkawą, ziemistą woń przez park. Opuszczona oranżeria – stara szklana klatka pełna cieni i zapachów, z szybami zaparowanymi od wewnątrz, z roślinami tropikalnymi, które rosły dziko w półmroku, pnącza oplatające żelazne konstrukcje, liście ciężkie i wilgotne – stała się sanktuarium tajemnicy, do którego
Alex przyprowadził swoją wybraną, krokami cichymi po żwirowej ścieżce, dłoń jego na jej talii ciepła i pewna, prowadząc przez tylne drzwi, gdzie powietrze wewnątrz było jeszcze cięższe, duszne, przesycone zapachem gnijących powoli liści, ziemi wilgotnej i kwiatów, które kwitły w nocy, słodko i upajająco.
Gdy Clara weszła przez uchylone drzwi – drżąca, jakby letni wiatr niósł w sobie lodowate ostrze, choć noc była gorąca i lepka, ciało jej pamiętało chłód oczekiwania, wilgoć na skórze od potu i podniecenia – Alex już wiedział, że się nie pomylił, spojrzenie jego przesunęło się po niej powoli, oceniając, delektując, oczy zielono-złote błyszczące w półmroku oranżerii, gdzie światło księżyca sączyło się przez zaparowane szyby, rzucając srebrne smugi na liście i na jej twarz. Nie w głośnym, ognistym śmiechu Zuzy, nie w prowokacji Anity szukał tej nocy – one były zbyt jawne, zbyt szybkie, ich energia płonęła jasno, lecz krótko. Szukał jej. Jednej jedynej – spokojnej na powierzchni, z oceanem pod spodem, głębokim, ciemnym, pełnym prądów o nieznanej sile, które wyczuwał od pierwszej chwili w akademiku, w jej drżeniu, w zapachu, w sposobie, w jaki ciało reagowało na jego bliskość.
Wyczuwał to od pierwszej chwili w akademiku: pod spokojną, niemal nieruchomą powierzchnią – ocean, czekający na burzę, na falę, która uwolni wszystko. Teraz, gdy stali sami wśród ciężkiego, dusznego powietrza przesyconego zapachem tropikalnych kwiatów – ciężkich, słodkich, z nutą gnicia – wilgotnej ziemi i gnijących powoli liści, które szeleściły lekko pod ich stopami, czytał ją jak otwartą księgę zmysłów – księgę napisaną językiem, który tylko on rozumiał w pełni: drżenie oddechu, wilgoć na skórze, pulsowanie w miejscach ukrytych, zapach jej podniecenia unoszący się powoli, mieszający się z jego własnym, tworzący mgłę, w której świat zewnątrz przestał istnieć.
Jasne włosy, zwykle splecione w staranne warkocze, które nadawały jej wygląd spokojnej, niemal szkolnej dziewczyny, opadały tej nocy swobodnie na ramiona i plecy, tworząc miękką, lśniącą zasłonę, niemal platynową w księżycowym świetle wpadającym przez zakurzone szyby oranżerii. Kosmyki, wilgotne od letniego upału i lekkiej mgły unoszącej się znad ziemi, przylegały do karku, do skroni, do delikatnej linii żuchwy, podkreślając każdy ruch głowy, każdy drżący oddech. Kilka pasm przykleiło się do policzków, wilgotnych od potu i rosnącego podniecenia, tworząc subtelne, srebrzyste linie na skórze, która w blasku księżyca nabierała odcienia perłowego, niemal nierealnego. Clara czuła ich ciężar na ramionach, czuła, jak muskają skórę przy każdym poruszeniu, jakby same włosy pamiętały dotyk jego palców z tamtej nocy, jakby czekały na powtórzenie, na wplątanie się w dłonie, które wiedziały dokładnie, jak je pociągnąć, jak sprawić, by drżała cała.
Oczy jej, duże i jasnobłękitne, niemal wodniste w tym półmroku, patrzyły na niego z mieszaniną lęku i nieodpartego przyciągania, rzęsy długie i ciemne drżały przy każdym mrugnięciu, jakby próbowały ukryć to, co działo się wewnątrz – głębokie, gorące pragnienie, które mieszało się z resztkami wstydu, z pytaniami, których nie śmiała zadać na głos. W źrenicach odbijał się jego obraz, wysoki i spokojny w cieniu pnączy, a ona czuła, jak spojrzenie jego wnika w nią, rozbiera warstwę po warstwie, jakby już dotykał skóry pod sukienką. Myśl jej wirowała:
„Dlaczego ja, dlaczego znowu tu jestem, dlaczego nie mogę odwrócić wzroku, dlaczego chcę, żeby podszedł bliżej, żeby wziął mnie teraz, tutaj, wśród tych zapachów, wśród tej ciszy?”.
Usta pełne, lekko rozchylone, wilgotne od nerwowego przełykania śliny, dolna warga drżąca delikatnie, jakby czekała na muśnięcie, na pocałunek, na słowo, które rozpuści resztki oporu.
Lekka letnia sukienka, biała, lniana, prawie przezroczysta w srebrzystym blasku księżyca sączącym się przez szyby, przylegała do ciała wilgotna od potu i wieczornej mgły, materiał miękki i cienki opinał krągłości, podkreślając wszystko, co zwykle ukrywała pod luźnymi swetrami i szerokimi bluzkami. Wiatr z zewnątrz, lekki i ciepły, przyssał tkaninę do skóry, rysując linie bioder, brzucha, piersi, które unosiły się szybko z każdym oddechem, ciężkie i pełne, sutki napięte, odznaczające się wyraźnie pod lnem, pulsujące w rytm serca, które biło głośno w ciszy oranżerii. Talia wąska, niemal dziewczęca, biodra szerokie i kobiece, pośladki okrągłe, jędrne, falujące lekko przy każdym kroku, gdy wchodziła głębiej w szklaną klatkę, uda pełne i gładkie, lekko rozchylone, jakby ciało już podświadomie szukało oparcia, bliskości, wypełnienia.
Cała jej figura była harmonijna, miękka, stworzona do dotyku – skóra oliwkowa w księżycowym świetle, bez jednej skazy, lśniąca delikatnie od potu, który perlił się na obojczykach, w zagłębieniu między piersiami, na wewnętrznej stronie ud, gdzie wilgoć gromadziła się obficiej, ciepła i lepka, przypominając o tym, co działo się w jej wnętrzu, o pulsowaniu, o oczekiwaniu.
Clara czuła każdy podmuch powietrza na skórze, każdy muskający liść pnącza, które ocierało się o ramię, każdy zapach tropikalnych kwiatów i wilgotnej ziemi, który mieszał się z jego zapachem unoszącym się w oranżerii, ciepłym, pierwotnym, wdzierającym się w nozdrza, w myśli, w pragnienia. Myśl jej tonęła w tym:
„Jestem tu dla niego, tylko dla niego, ciało moje już wie, już pamięta, już chce”, a drżenie przeszło przez nią całą, lekkie i niepowstrzymane, gdy spojrzała na niego znów, czekając na pierwszy gest, na pierwsze słowo, na pierwsze ciepło dłoni, które wiedziało dokładnie, jak ją rozpuścić, jak sprawić, by oddała wszystko w tej mrocznej, gorącej szklanej klatce, gdzie noc była tylko ich dwojga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz