19. Orgazm eksplodował
Długi, twardy penis wchodził w nią głęboko bez najmniejszego problemu, sunąc z płynną, nieubłaganą pewnością, jakby jej rozpalona kobiecość czekała na to od zawsze, jakby była stworzona dokładnie dla niego, dla tego ciepła, dla tej twardości, dla tego pulsowania, które wypełniało ją całą. Jej wnętrze szalało z radości, zaciskając się wokół niego rytmicznie, wilgotne i gorące, jakby już nie było jej, jakby miało własne życie – niezależne, pierwotne, domagające się więcej, głębszego, szybszego. Czuła każdy ruch, każde pchnięcie – ciepło rozciągające fałdy, głowica muskająca najczulsze miejsca wewnątrz, żyły pulsujące na ściankach, wilgoć spływająca obficiej przy każdym wysunięciu i wniknięciu, mlaśnięcia ciche i mokre wypełniające kabinę, zapach ich wspólnej esencji gęstniejący w powietrzu, ciepły i cielesny. Czuła, jak jej najczulsze miejsce płonie w ekstazie – punkt głęboko wewnątrz, muskany raz za razem, wywołujący skurcze, fale ciepła rozlewające się po brzuchu, po udach, po piersiach, sutki napięte boleśnie, drżenie w kolanach, choć nogi oplatały jego biodra mocno. Chciała więcej – myśli jej, chaotyczne i gorące, błagały: „Głębiej, mocniej, nie przestawaj, rozedrzyj mnie tą rozkoszą”, a silne dłonie jego zaciskające się na jej pośladkach z taką precyzją, palce wpięte w miękką skórę, unoszące i opuszczające, sprawiały, że ciało jej poruszało się w rytm, poddane całkowicie, wilgotne i drżące.
W pewnym momencie stało się to, czego jednocześnie się obawiała i czego tak bardzo chciała, pragnęła każdą komórką swojego ciała, każdą myślą tonącą w gorącej mgle – to spadło na nią nagle i niespodziewanie, jak burza, która zgromadziła się wewnątrz, czekając na wyzwolenie, i zabrało jej oddech w jednej chwili. Orgazm eksplodował falą, niepowstrzymaną i wszechogarniającą, skurcze zacisnęły się wokół niego mocno, rytmicznie, wnętrze pulsowało w ekstazie, ciepło rozlało się po całym ciele jak lawa, wilgoć spłynęła obficiej, gorąca i lepka, po udach, po jego męskości, sutki zapulsowały boleśnie, oddech zamarł w gardle, oczy zamknęły się w uniesieniu. Tak jak do tej pory miała kontrolę przynajmniej nad swoim oddechem, wzrokiem i słuchem – czuła chłód powietrza, słyszała odległy szum, widziała jego twarz – tak teraz i to przepadło, zabrał wszystko, zostawił tylko piorunującą rozkosz, czystą i absolutną, falę za falą, która wstrząsała ciałem, sprawiając, że drżało w jego ramionach, że jęki wychodziły z gardła bezwiednie, ciche i bezradne, że myśli rozpłynęły się w bieli ekstazy.
Uniosła głowę powoli, z wysiłkiem, jakby ciężar rozkoszy przygniatał ją do ziemi, i niewidzącymi oczami patrzyła w sufit kabiny – jarzeniówki rozmazywały się w białej mgle, światło blade i odległe, a szeroko otwarte usta usilnie próbowały złapać choćby haust powietrza, wargi drżały, oddech urywany i płytki, jakby płuca zapomniały rytmu. Serce tracąc rytm, zdawało się stawać na chwilę, waląc chaotycznie w piersi, a mimo to chciała tego jeszcze więcej – ciało jej, choć wyczerpane falą, domagało się kontynuacji, wnętrze zaciskało się wokół niego wciąż, biodra poruszały się mimowolnie, szukając głębszego wniknięcia, a w umyśle jej tylko jedno, powtarzające się jak mantra: „Nie przestawaj, więcej, zabierz mnie całą”. Nie była już sobą, nie potrafiła czuć inaczej – wstyd, rozum, codzienność rozpłynęły się całkowicie, zostawiając tylko to drżenie, tylko to ciepło, tylko jego wewnątrz, posiadającego, dającego i zabierającego zarazem.
Wiedział – spojrzenie jego, głębokie i spokojne, przesuwało się po jej twarzy, po otwartych ustach, po drżeniu ciała, z tą chłodną pewnością, która nie zdradzała pośpiechu. Nie spieszył się, ruchy bioder pozostały precyzyjne, powolne, konsumował to, co mu dawała – energię płynącą falami z jej orgazmu, ciepło skurczów, wilgoć soków, drżenie mięśni, westchnienia wychodzące z gardła – czerpał z niej szerokim strumieniem, szeroko i głęboko, zostawiając ją prawie bez życia, wyczerpaną i zdezorientowaną, na granicy, gdzie rozkosz mieszała się z pustką. Ale to już go nie obchodziło – ona była ofiarą, dawczynią, jej ciało, jej esencja należały do niego w tej chwili, w tej kabinie, gdzie zapach ich bliskości wypełniał wszystko, gdzie dźwięki z zewnątrz stawały się odległe, nierealne, a on brał, brał wszystko, co mogła oddać, z tą mroczną, spokojną satysfakcją, która kryła się pod powierzchnią jego piękna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz