Szukaj na tym blogu

23 kwietnia 2026

Zapach rozkoszy

26. To dość przyjemne


Dziewczyna o imieniu Clara zaczerwieniła się jak dojrzała róża w porannym słońcu – rumieniec rozlał się po jej policzkach falą gorąca, sięgając aż do uszu i dekoltu, gdzie skóra pod ciasnym swetrem nabrała głębokiego, żywego odcienia. Oczy jej, duże i jasne, spuściła natychmiast, rzęsy drżały lekko na policzkach, a całe ciało zadrżało subtelnie, jakby chłodny powiew przeszedł przez pokój, choć powietrze było ciężkie i ciepłe. Zapach jej perfum – delikatny, kwiatowy, z nutą jaśminu i wanilii – zmieszał się nagle z wilgocią potu, która perliła się na jej skroniach i karku, tworząc aurę słodką i cielesną, która unosiła się wokół niej jak mgła. Myśl jej wirowała w chaosie: „Dlaczego ja, dlaczego on wybrał właśnie mnie, co oni wszyscy zobaczą, co poczuję?”, a serce biło szybko, chaotycznie, jakby próbowało uciec z piersi.

– Nie, ja nie chcę – wyszeptała cicho, głos drżący jak struna harfy napięta do granic, słowa wychodzące z ust z trudem, jakby każde z nich ważyła na języku. – To zbyt… zbyt intymne, zbyt blisko, nie w tej grupie, nie teraz.

Lecz presja grupy rosła nieubłaganie, śmiechy i zachęty kaskadowały w morzu epitetów, głosy nakładały się na siebie, ciepłe i natarczywe, alkohol rozlewał się po ciałach falą rozluźnienia, wilgoć na wargach lśniła w świetle lampki, zapach mieszanki ciał – potu, perfum, piwa – gęstniał coraz bardziej, budując napięcie powoli, nieustannie, jakby wszyscy czuli, że coś się zaczyna, coś, co przekroczy granice zwykłej zabawy.

– No dawaj, dawaj, dawaj – wołali chłopacy, klepiąc się po ramionach, głosy głośniejsze, pełne podniecenia.

– Będzie zabawa, zabawa, zabawa – dodawały dziewczyny, chichocząc, oczy błyszczące, rumieńce na policzkach.

– Nie bój się, nie bój, nie bój – szeptała Zuza, nachylając się bliżej, jej rudawane włosy opadły na ramię Clary, ciepło oddechu musnęło ucho.

Ciepło alkoholu rozlewało się po ciałach głębiej, wilgoć na wargach lśniła w świetle, zapach mieszanki ciał gęstniał, budując napięcie powoli, nieustannie, aż Clara uległa – ramiona jej opadły bezwładnie, głowa skinęła lekko, dłonie drżały, gdy Alex wziął je w swoje, ciepłe i pewne, palce jego ślizgały się po jej skórze jak aksamit, muskając linie życia, ciepło przenikające natychmiast, zapach jego bliskości wdzierał się w jej zmysły, ciepły i pierwotny, smak powietrza stawał się słodszy, cięższy, a grupa, choć w rozgardiaszu śmiechu i szeptów, przyglądała się w napięciu – oczy błyszczące ciekawością, oddechy przyspieszone, ciała pochylone bliżej, jakby wszyscy czuli, że to, co się dzieje, jest czymś więcej niż żartem, czymś, co wciąga ich wszystkich w tę samą mgłę.

Z początku nic się nie działo, pozornie – ich dłonie splecione jak w tańcu miłości, palce przeplatane, ciepło przenikało powoli od jego skóry do jej, drżenie ledwie wyczuwalne, jak delikatny prąd pod powierzchnią, wilgoć na jej dłoniach mieszała się z jego, lekka i ciepła, zapach ich bliskości gęstniał w powietrzu, otulając tylko ich dwoje w tej chwili, choć reszta grupy patrzyła, czekała, oddychała szybciej. A oni pytali ją, głosami pełnymi podniecenia, nachylając się bliżej, oczy błyszczące w półmroku:

– Jak się czujesz, Clara? Opowiedz nam, opowiedz dokładnie o swych odczuciach, o każdym drżeniu, o każdym cieple – szeptała Anita, głos niski i ciekawy.

– Tak, mów, mów wszystko – dodawał Tomasz, uśmiech na ustach, lecz oczy poważne.

A ona odpowiadała cicho, głos drżący jak liść w wietrze, oczy półprzymknięte, oddech płytki:

– Jestem zrelaksowana… to dość przyjemne, przyjemne jak ciepła kąpiel, jak objęcia morza… przez moje ciało przepływają jakieś dreszcze, dreszcze jak prądy, prądy delikatne i słodkie, budujące napięcie powoli, nieustannie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

58. Z echem tego dotyku Z drugiego końca autobusu patrzył na nią mężczyzna. Wysoki, o idealnie wyrzeźbionym ciele, które czarna koszul...