23. Wieczór na kampusie
Wieczór na kampusie rozlewał się jak gęsty, aksamitny syrop, otulając akademik ciepłym, pulsującym oddechem młodzieńczej energii, która unosiła się w powietrzu niczym niewidzialna mgła, ciężka od niewypowiedzianych pragnień i lekkiego szumu krwi w żyłach. Powietrze w pokoju na drugim piętrze przesycone było zapachem świeżej wilgoci po popołudniowym deszczu, który wciąż osiadał na szybach kroplami lśniącymi w świetle ulicznych latarni, zmieszanym z nutami piwa – gorzkiego, pienistego – słodkich perfum unoszących się z ciepłych szyj dziewczyn, i rozgrzanej skóry młodych ciał, które tłoczyły się blisko siebie na podłodze usłanej poduszkami i kocami. Oświetlenie było skąpe, mdłe – tylko lampka biurkowa rzucała bursztynowy blask na twarze, podkreślając rumieńce na policzkach, błysk w oczach, migotliwe odbicia świateł miasta za oknem tańczące na ścianach jak odległe gwiazdy. W tle dudniła cicho muzyka z głośnika, rytmiczna i natarczywa, bas wibrujący w piersiach, melodia niska i zmysłowa, jakby bicie serca w przededniu tajemnicy, która dopiero miała się objawić, powoli, nieubłaganie.
Grupa studentów – ludzi inteligentnych, pełnych życia, z pierwszego i drugiego roku – zebrała się tu na to spotkanie towarzyskie, które zaczęło się niewinnie, od śmiechów i butelek, a teraz pulsowało czymś głębszym, czymś, co czaiło się pod powierzchnią rozmów. Kilku chłopaków o ostrych rysach twarzy i roześmianych oczach, z koszulkami przylegającymi do spoconych torsów, gestykulowało żywo, opowiadając anegdoty z wykładów, ich głosy niskie i pewne, przerywane wybuchami śmiechu. Obok nich kilka dziewczyn, każda inna, lecz każda kusząco piękna w tym półmroku – Anita o kruczoczarnych lokach opadających na ramiona jak wodospad nocy, lśniących w świetle lampki, z ustami pełnymi i lekko rozchylonymi w śmiechu; Zuza o rudawych falach płonących w blasku jak jesienne liście, z piegami na nosie i dekoltem, który unosił się szybko od przyspieszonego oddechu; Janka o delikatnych, kasztanowych puklach framugujących twarz anioła, z oczami dużymi i błyszczącymi, pełnymi ciekawości. Wszystkie one, w obcisłych dżinsach i luźnych bluzkach, które opinały piersi i ramiona, emanowały ciepłem młodości, drżeniem podniecenia, które alkohol tylko potęgował, i wilgocią potu na skroniach, na karkach, gdzie włosy przylegały lekko do skóry. Alkohol krążył w butelkach i kubkach, rozluźniając języki, rozpalając śmiechy, prowokując do przechwałek, wygłupów, tych słodkich, dekadenckich wyzwań, co miały urozmaicić wieczór – „A ja potrafię…”, „A ja raz…”, słowa płynęły falami, budując napięcie powoli, krok po kroku, jak fala przypływu liżąca brzegi pożądania, które czaiło się w spojrzeniach, w przypadkowych dotykach ramion, w zapachu ciał tak blisko siebie, że powietrze między nimi gęstniało od niewypowiedzianego głodu.
Każdy z chłopaków, siedząc w luźnym kręgu na podłodze usłanej miękkimi poduszkami i pogniecionymi kocami, opowiadał o swych ukrytych talentach, a słowa płynęły coraz śmielej, coraz bardziej koloryzowane, przesycone epitetami przesady, które sprawiały, że powietrze w pokoju gęstniało od śmiechu i lekkiego, wspólnego podniecenia. Alkohol rozgrzewał gardła, rozluźniał mięśnie, a ciepło ciał tak blisko siebie – kolana ocierające się o kolana, ramiona muskające ramiona – budowało napięcie subtelne, lecz nieustanne, jakby wszyscy czuli, że wieczór zmierza ku czemuś, co jeszcze nie miało nazwy.
Młody mężczyzna o imieniu Tomasz, z bicepsami napiętymi pod obcisłą koszulką, która podkreślała każdy ruch, chełpił się głośno, że potrafi żonglować pięcioma butelkami piwa naraz, wirując nimi w powietrzu z precyzją akrobaty w cyrku rozkoszy – uniósł ręce, demonstrując gesty, butelki wyobrażone wirowały w jego opowieści, a pot na jego czole lśnił w świetle lampki, zapach jego skóry – słony, męski – mieszał się z goryczką chmielu unoszącą się z kubków. Wszyscy wybuchli gromkim śmiechem, głowy odchyliły się do tyłu, gardła odsłonięte, a w tym śmiechu brzmiała nuta czegoś głębszego, jakby słowa Tomasza dotknęły ukrytego pragnienia popisu, pokazania siły, przyciągnięcia spojrzeń dziewczyn siedzących naprzeciw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz