Szukaj na tym blogu

22 kwietnia 2026

Zapach rozkoszy

25. A ja umiem dawać orgazm


Wśród nich siedział również Alex, ten tajemniczy przybysz, który pojawił się w grupie jakby z cienia, bez wielkiego wejścia, bez opowieści o sobie – tylko usiadł w kręgu, cicho, z lekkim uśmiechem, który nie zdradzał niczego. Twarz jego była anielsko piękna, rysy ostre, lecz miękkie w świetle lampki, wysokie kości policzkowe rzucały delikatne cienie, a oczy głębokie jak leśne jeziora w nocy, z nutą złotawego blasku, który błyskał, gdy światło padało pod odpowiednim kątem, przyciągając spojrzenia mimo woli. Ciało wysportowane, lecz nie ostentacyjne, ruchy płynne i oszczędne, jakby nie zużywał energii na zbędne gesty, emanujące ciepłem, które zdawało się wdzierać w zmysły innych powoli, subtelnie, jakby powietrze wokół niego było cieplejsze, cięższe. Jego zapach – subtelny i pierwotny, jak wilgoć ziemi po burzy zmieszana z ciepłem skóry, z nutą czegoś głębszego, co nie miało nazwy – unosił się ledwie wyczuwalnie, lecz budował napięcie w tle, powoli, nieustannie, sprawiając, że dziewczyny siedzący bliżej poruszały się niespokojnie, że chłopaki spoglądali z lekką zazdrością, nie wiedząc dlaczego. Siedział milczący, obserwując, słuchając przechwałek z lekkim uśmiechem, jakby wiedział coś, czego oni jeszcze nie odkryli.

Gdy kolej padła na niego – śmiechy ucichły na chwilę, oczy zwróciły się ku niemu z oczekiwaniem, powietrze w pokoju stało się cięższe, jakby wszyscy czekali na coś wyjątkowego – Alex robił uniki, kręcił głową z udawaną nieśmiałością, która wyglądała tak przekonująco, że kilka dziewczyn uśmiechnęło się współczująco. Głos jego, cichy i melodyjny, jak szmer strumienia w nocy, brzmiał: 

– Nie, naprawdę, nie chcę, to nie dla mnie te wygłupy, wolę milczeć, obserwować, smakować atmosferę wieczoru w ciszy. 

Lecz grupa, rozochocona alkoholem, przesycona ciepłem i wilgocią bliskości, ciałami tak blisko siebie, że pot na skroniach lśnił, a oddechy mieszały się w powietrzu, naciskała mocniej – śmiechy wybuchały falami, epitetami przesady. 

– No dawaj, dawaj, dawaj! 

– Opowiedz, opowiedz, opowiedz! 

Głosy nakładały się na siebie, ręce klepały po ramionach, spojrzenia błyszczały ciekawością i lekkim wyzwaniem, a zapach piwa, perfum, potu gęstniał, budując napięcie, które sprawiało, że skóra drżała lekko, że serca biły szybciej. Aż w końcu uległ, westchnął cicho, uśmiechnął się jedną stroną ust, a jego głos zabrzmiał niepewnie, drżąc lekko jak liść na wietrze: 

– A ja umiem dawać orgazm przez dotyk.

Konsternacja rozlała się po pokoju jak gęsta, ciepła mgła, pomimo wypitego alkoholu, który powinien rozproszyć wszelkie zahamowania – śmiechy zamarły na chwilę, oczy otworzyły się szerzej, oddechy zatrzymały się w gardłach, a potem wybuchły na nowo, głośniejsze, nerwowe, pełne niedowierzania. Zdziwienie malowało się na twarzach jak rumieniec na policzkach, zaskoczenie drżało w powietrzu, niedowierzanie mieszało się z zapachem piwa i perfum, z ciepłem ciał gęstniejącym jeszcze bardziej, wilgoć na skroniach perliła się obficiej, jakby temperatura w pokoju podskoczyła nagle. Chłopaki rechotali, klepiąc się po ramionach, głosy ich brzmiały głośno, lecz pod spodem czaiła się nuta niepewności, dziewczyny chichotały, rumieniąc się głębiej, oczy ich błyszczały ciekawością, smak alkoholu na językach dodawał pikanterii, a napięcie budowało się powoli, nieustannie, jak fala ciepła rozlewająca się po skórze, po brzuchach, po udach, sprawiając, że ktoś poruszył się niespokojnie, że oddech stał się cięższy.

– No to pokaż, jak to robisz, cwaniaku, – odezwała się Zuza, o rudawych falach włosów opadających na ramiona, głos jej melodyjny i prowokujący, pełen śmiechu i wyzwania, oczy błyszczące figlarnie, usta rozchylone lekko w uśmiechu, który obiecywał więcej. 

– Zrób to ze mną, pokaż nam wszystkim tę magiczną sztukę, niech ciepło i drżenie ogarną mnie całą, –dodała, nachylając się lekko do przodu, dekolt jej bluzki odsłonił się odrobinę, ciepło skóry lśniące w świetle. 

Alex pokręcił głową powoli, oczy jego błysnęły złotawym blaskiem, zapach wokół niego zintensyfikował się ledwie wyczuwalnie, jak ciepła wilgoć w powietrzu przed burzą, wdzierająca się w nozdrza, budząca lekkie mrowienie: 

– Nie z tobą, – powiedział spokojnie, głos jak aksamit muskający skórę, – z nią, – i wskazał palcem na dziewczynę siedzącą naprzeciw, niepozorną w porównaniu z resztą, o jasnych włosach splecionych w luźne warkocze jak złote nici, twarzy delikatnej i rumianej, z lekkimi piegami na nosie. 

Jej duże, kształtne piersi odznaczały się wyraźnie pod ciasnym swetrem, falując lekko z każdym oddechem, emanując ciepłem i miękkością, które budziły w otoczeniu subtelne drżenie pożądania, jakby wszyscy nagle zauważyli to, co wcześniej umykało – krągłości ukryte, ciepło bijące od ciała, wilgoć na wardze, gdy przełykała ślinę nerwowo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

58. Z echem tego dotyku Z drugiego końca autobusu patrzył na nią mężczyzna. Wysoki, o idealnie wyrzeźbionym ciele, które czarna koszul...