21. Wspomnienie wracało falami
Lena uniosła brew wyżej, w łuku pełnym niedowierzania i rosnącej fascynacji, jej spojrzenie przesunęło się po twarzy Emmy z tą mieszanką troski i ciekawości, która zawsze pojawiała się, gdy wyczuwała, że przyjaciółka balansuje na krawędzi czegoś zakazanego. Zapach kawy z jej kubka unosił się między nimi, mieszając się z resztkami tamtego, pierwotnego aromatu, który Emma wciąż czuła na skórze, pod ubraniem, w każdym oddechu.
– Cielesne? – powtórzyła Lena cicho, głosem, w którym brzmiała nuta zaskoczenia, jakby to jedno słowo otworzyło drzwi do czegoś, czego nie spodziewała się w ich poukładanym, korporacyjnym świecie.
Emma skinęła głową powoli, wciąż nie patrząc na nią, wzrok utkwiony w oknie, gdzie miasto poniżej zaczynało migotać pierwszymi światłami, a w szybie odbijała się jej własna twarz – rumiana, z lekkim drżeniem warg, jakby tamten wieczór wciąż trzymał ją w garści. Myśli jej wirowały wokół tego zapachu, wokół ciepła, które wróciło na wspomnienie, rozlewając się nisko w brzuchu, budząc wilgoć, której nie chciała przyznać nawet przed sobą.
– Tak – wyszeptała wreszcie, głosem ciężkim od wspomnień. – I wtedy go zobaczyłam. Stał kilka metrów dalej, oparty o ścianę, w półmroku baru, gdzie światło lamp padało na niego miękko, podkreślając linię ramion, zarys szczęki. Patrzył prosto na mnie. Nie uśmiechał się, nie mrugał, tylko… patrzył, spojrzeniem głębokim, spokojnym, jakby już wiedział wszystko, co miałam w głowie. I ja nie mogłam oderwać wzroku. Lena, ja naprawdę próbowałam. Powtarzałam sobie w głowie: „odwróć się, idiotko, to tylko jakiś facet, zwykły facet w barze”. Ale nie mogłam. Coś w tym spojrzeniu trzymało mnie, jakby nić niewidzialna ciągnęła moje oczy z powrotem do niego, jakby jego zapach już wtedy dotarł do mnie, ciepły i natarczywy, budząc drżenie, którego nie rozumiałam.
Przerwała, przełykając ślinę, gardło suche mimo kawy, którą piła wcześniej, a w pamięci wróciło to gorąco, które rozlało się po ciele tam, w barze, gdy tylko podszedł bliżej.
– Podszedł. Powoli. Jakby miał cały czas świata, jakby każdy krok był obliczony, jakby wiedział, że nie ucieknę. I kiedy był już blisko… Boże, to brzmi jak z tandetnego romansu, ale poczułam, że robi mi się gorąco. Dosłownie. Policzki zapłonęły, szyja, dekolt – wszystko, jakby ktoś podkręcił ogrzewanie tylko pod moją skórą. I… niżej też, natychmiast, bez żadnego powodu, wilgoć, która pojawiła się nagle, ciepła i natarczywa, jakby ciało zareagowało na samą jego bliskość, na zapach, który stał się intensywniejszy, na ciepło bijące od niego.
Lena zamrugała powoli, ale nie przerwała, tylko nachyliła się lekko bliżej, oczy szeroko otwarte, jakby sama próbowała wyobrazić sobie to, co Emma opisywała, jakby powietrze w biurze nagle stało się cięższe.
– Zamówił mi drinka, nawet nie pytając – kontynuowała Emma, głosem coraz cichszym, jakby bała się, że głośniejsze słowa przywołają go tutaj, do biura. – Po prostu postawił przede mną i powiedział: „Czerwone wino nie pasuje do twoich oczu. Spróbuj tego”. Głos miał niski, spokojny, jakby każde słowo ważył na języku, jakby wiedział dokładnie, jak brzmi w moich uszach. I wtedy się uśmiechnął – tylko lekko, jedną stroną ust, uśmiechem, który nie był wesoły, lecz obiecujący coś, czego nie umiałam nazwać. I ja… ja się roześmiałam. Nie wiem dlaczego. Nie żartował nawet, a jednak śmiech wyszedł ze mnie sam, nerwowy, ciepły, jakby jego słowa dotknęły czegoś głęboko wewnątrz.
Emma oparła czoło na dłoniach, palce zacisnęły się we włosach, jakby próbowała uchwycić się rzeczywistości, podczas gdy wspomnienie wracało falami – rozmowa, która trwała może pół godziny, lecz wydawała się wiecznością, słowa o niczym i o wszystkim, o jej pracy, o nienawiści do korporacyjnych imprez, o tym, jak lubi deszcz padający na szyby w nocy. A on słuchał. Naprawdę słuchał, patrząc w oczy tak, jakby nikt inny w barze nie istniał, jakby cały świat skurczył się do ich dwojga, do ciepła jego spojrzenia, do zapachu, który otulał ją coraz ciaśniej. I co chwilę dotykał – niby przypadkiem, palcami muskając ramię, gdy podawał serwetkę, przesuwając kosmyk włosów, który opadł na twarz, każdy dotyk jak prąd, rozlewający się po skórze, budzący dreszcze, wilgoć, gorąco, które nie chciało ustąpić. Lena, ja siedziałam tam z mokrymi majtkami, dosłownie, i nie mogłam nic na to poradzić – ciało reagowało na niego, jakby znało go od zawsze, jakby czekało tylko na ten zapach, na to spojrzenie, na to ciepło, które obiecywało więcej, o wiele więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz