4. Z chujem w ręku.
Stałem z chujem w ręku i gapiłem się na nią, jak wół na malowane wrota.
Położyłem dłonie na jej plecach i, jeszcze raz, nachalnie zacząłem się w nią wpychać. Była, młoda, ciasna, gorąca, ale z pewnością, nie robiła tego po raz pierwszy. Jej doświadczenie dorównywało mojemu, a nawet było większe.
-Aaaaaaach… jak mi dobrze!!! - jęknęła przeciągle, gdy dobiłem do samego końca.
Ta zabawa dopiero się zaczynała. Wyszedłem i znów się pchałem. Tym razem szybciej i jeszcze gwałtowniej. Nie zamierzałem niczego przegapić. Zdawałem sobie sprawę z ryzyka, ale jak to mówią: jak już spadać to z wysokiego konia. Trudno było mi zapanować nad swoimi emocjami.
-O matko, Joasiu, ale masz ciasną cipkę! - wyrzuciłem głośno, ledwie trzymając moje podniecenie w ryzach.
Brnęliśmy w to na całego i do samego końca. Mój fiut zrobił się śliski od jej, aromatycznego nektaru, w podbrzuszu czułem rwące pulsowanie, ale nie przerywałem. Posuwałem ją dalej.
-Ach, ach, ach… - wzdychała za każdym uderzeniem.
Plask, plask, plask… - strzelałem biodrami o jej pośladki.
Uklękła na stołku, jeszcze mocniej się wypinając. Brałem ją od tyłu, jak starą kurwę, a ona była tego świadoma i nie protestowała.
-Uf, uf, uf… - sapałem, bo myślałem, ze zaraz stracę przytomność. Zaciskała dłonie na krawędzi fortepianu, a ja waliłem ją bez opamiętania.
-Już, już! - jęknęła, podnosząc się niespodziewanie.
Znowu się wystraszyłem.
-Co się stało, zrobiłem coś źle? - spytałem zaskoczony.
Myślałem, że zwariuję, byłem na skraju wytrysku. Mój fiut domagał się zakończenia zadania, a ona stała naprzeciw mnie, bez spódniczki, bez majteczek, ale w przepisowych pantofelkach i podkolanówkach i z delikatnym uśmiechem przyglądała się, jak ciężko oddycham.
-Baw się, - powiedziała jak gdyby nigdy nic.
-Co? - spytałem, nic nie rozumiejąc.
-Chcę, żebyś się bawił, patrząc na mnie.
Ja stary koń, nic nie pojmowałem.
-No coś ty?! Jak?
Uśmiechała się słodko.
-Nie udawaj, że nie wiesz. Chwyć za swojego kutasa.
Jej słowa nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Ująłem w garść mojego drąga i jęknąłem. W oczach mi pociemniało, a serce o mało nie wyskoczyło z piersi. Była lepsza, niż mogłem sobie wyobrażać.
-Bardzo dobrze. Tylko się nie spuść, - uśmiechnęła się serdecznie.
Rozsiadła się wygodnie na stołku, oparła plecami o fortepian i, jak gdyby nigdy nic, zaczęła przeglądać partytury. Stałem z chujem w ręku i gapiłem się na nią, jak wół na malowane wrota. “Kurwa, co ona wymysliła”, - kołatało się w mojej głowie, ale bałem się zapytać.
-Yyyyy… Joasiu… ale… och, och…
Czułem się jak skończony dureń, jednak moje podniecenie wystrzeliło do samego nieba. Jakaż ona była piękna! Wszystko, co robiła, tak bardzo mnie kręciło.
-Hej, no co jest! - zawołała, a mnie ścięło.
Byłem coraz bardziej speszony, ale nie mój kutas nawet na trochę nie opadł. Zdrajca jeden!
-Yyyy… noooo… - dukałem, jakbym nagle stracił głos.
Uniosła głowę i, jakby w przelocie, spojrzała na mnie.
-No walisz tego konia, czy nie?! - powiedziała uniesionym tonem.
“Ja pierdolę, to się nie dzieje naprawdę!” - myślałem. Stałem nieco z boku, patrzyłem i trzepałem sobie gruchę. To była prawdziwa rozkosz. Czułem się dziwnie, ale i, nieziemsko, dobrze.
-Mmmm… - mruknęła zadowolona.
Wyprostowała się, zdjęła żakiecik tylko po to, by pozbyć się spod spodu bluzeczki i z powrotem go założyć. Nie wiem, po co to zrobiła, ale wyglądała cudownie, niebiańsko i porywająco. Biła od niej słodycz i młodzieńczy erotyzm. Coraz mocniej zaciskałem dłoń i coraz szybciej nią poruszałem. Patrzyła w nuty, ale co chwilę, ukradkiem zerkała w moją stronę.
-Och Joasiu, Joasiu… - pojękiwałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz