2. Molestowanie uczennicy.
Robiła wszystko, aby ta jednoznacznie ukierunkowana gra wyglądała na molestowanie niewinnej, porządnej uczennicy.
Z szybko bijącym sercem spojrzałem na dół. Nie mogłem uwierzyć, wciąż tam była. Grała tak jak wcześniej, ale tym razem była już poprawnie ubrana. “Cholera, chyba mam jakieś pieprzone zwidy”, - pomyślałem. Ciężko było mi zrozumieć to co się stało. Chyba usłyszała moje kroki. Przez chwilę zastanawiałem się co mam teraz zrobić. W końcu podszedłem i usiadłem obok tuż niej na podobnym taborecie.
-Och, przestraszył mnie pan, - westchnęła, ale wiedziałem, że tak nie było.
Patrzyła na mnie jakoś tak dziwnie, ni to z przekorą, ni podejrzliwie. Trudno było ocenić jej prawdziwe zamiary. Jej biała bluzeczka znajdująca się pod mundurkiem była rozpięta i lekko rozchylona. Budziło się we mnie dzikie zwierzę. Była zdobyczą, której nie mogłem wypuścić ze swoich łap.
-Ładnie grasz, Joasiu, - powiedziałem, kładąc rękę na jej delikatnej dłoni.
Ku mojemu zaskoczeniu, a jednocześnie zadowoleniu nie wyrywała się, tylko pozwalała mi się dotykać.
-Ćwiczę, - powiedziała jakby machinalnie.
Czułem, że cała drży. Uśmiechnąłem się ciepło.
-Masz talent.
-Skąd pan wie? Przecież się pan na tym nie zna.
-Ale mam słuch, - odpowiedziałem bez zająknięcia.
-Ale przecież nie jest pan muzykiem, prawda?
-Tak, ale czy jedno przeczy drugiemu?
Patrzyła mi w oczy. W tej chwili zrozumiałem, że nie była zwierzyną łowną. Ona była drapieżnikiem i też była na polowaniu.
-Pewnie nie, powiedziała, - Zagrać coś dla pana?
-Poproszę, - rzekłem, dociskając jej palce.
Z instrumentu rozległ się zdublowany dźwięk. Wiedziałem, że zabawa właśnie się rozpoczęła. Cofnąłem dłoń, a ona zagrała… jeszcze piękniej niż poprzednio. Byłem zachwycony.
W końcu przestała.
-Podobało się panu? - spytała cicho z tym samym uśmiechem.
-Och, bardzo, - westchnąłem, - Co jeszcze potrafisz, Joasiu?
Była szybka. Szybsza niż mogłem się spodziewać. Nie dała mi czasu na zastanowienie się i na obranie odpowiedniej strategii. Jej drobniutka rączka od razu powędrowała między moje spocone uda. Poczułem słodki nacisk na swoim nabrzmiałym, podnieconym kutasie.
-Jak pan chce, mogę panu pokazać, - powiedziała grzecznie, a ja nie byłem w stanie zaprotestować. Rozsunąłem tylko szerzej nogi i czekałem na ciąg dalszy. Jej doświadczenie coraz bardziej mnie zaskakiwało. Poruszała paluszkami, uważnie badając kształt i wielkość mojego narzędzia.
Co tu dużo ukrywać, podejrzewałem, że jest bez majtek. Czułem zapach jej spoconej, podnieconej pizdeczki. Musiałem pójść na całość. Dotknąłem kolanem jej uda, wyczułem, że jeszcze mocniej drży.
-Bardzo chętnie, Joasiu. Chciałbym, żebyś zagrała na innym instrumencie.
-Tak? Na jakim? - odpowiedziała z dobrze ukrywaną niewinnością.
Wciągnąłem głęboko powietrze.
-Hm, na przykład na flecie. Potrafisz?
Uchyliła usta w szerokim uśmiechu.
-Uwielbiam grać na flecie, panie Krzysiu.
Jednak miała na sobie majteczki. Wiem to, bo w następnej sekundzie moja dłoń siedziała już pod jej mini spódniczką. Odwróciła się tyłem i oparła o moje biodro, a ja zachłannie grzebałem w jej majtkach, nurzając palce w jej ciasnej gorącej cipce.
-Och, co pan robi?! - próbowała udawać zawstydzoną.
-Och, no co się tak dziwisz, ja też muszę wiedzieć, jaki masz instrument. Razem będziemy grać, prawda?
Podjęła wyzwanie. Szeroko rozstawiła swoje zgrabne uda. Jej granatowa, plisowana spódniczka podjechała wyżej, odsłaniając śnieżnobiały trójkąt fig. Mój organizm był już na najwyższych obrotach. Robiła wszystko, aby ta jednoznacznie ukierunkowana gra wyglądała na molestowanie niewinnej, porządnej uczennicy. Zresztą nie miałem gwarancji, że tak rzeczywiście nie jest. Właśnie dlatego to wszystko było tak niesamowicie podniecające.
-Och, ale panie Krzysztofie, no co pan?! Przecież…
Z moich ust płynęła ślina.
-Cicho bądź mała suko! Nie przeszkadzaj! - warknąłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz