Szukaj na tym blogu

5 kwietnia 2022

Instrument.

1. To było szalone.


To było szalone. Co ja sobie wyobrażałem. Przecież nie mogłem wykorzystać nieletniej córki swoich zleceniodawców. 


Jestem monterem urządzeń elektronicznych i specem od monitoringu. W ciągu roku odwiedzam wiele bogatych domów. Dbam o bezpieczeństwo i wygodę gospodarzy, zapewniając im najnowsze zdobycze techniki. W willi Witkiewiczów bywałem dość regularnie. To bardzo piękna, chociaż stara posiadłość. Pomimo to, właściciele byli bardzo nowocześni i życzyli sobie, by wszystkie nowinki techniczne jak najszybciej mieli do ich dyspozycji. 

Witkiewiczowie byli rodzicami siedemnastoletniej Joanny, która uczęszczała do szkoły muzycznej. Była to śliczna, dobrze wychowana dziewczyna. Codziennie kilka godzin poświęcała na grę na fortepianie. Zawsze, kiedy u nich bywałem, z salonu na pierwszym piętrze rozbrzmiewały przyjemne akordy. 

Tego dnia, przyjechałem naprawić system alarmowy. Andrzej Witkiewicz telefonicznie poinformował mnie, że razem żoną musiał pilnie wyjechać.

-Panie Krzysiu, wie pan, co ma pan robić?

-Tak, oczywiście, postaram się, by zajęło to jak najmniej czasu. Pewnie jak państwo przyjadą, mnie już nie będzie. 

-Posłucha pan, w domu będzie Joasia, ale proszę się nią nie przejmować. Cały wieczór będzie pewnie ćwiczyć, więc nie powinna przeszkadzać.

Kiedy wszedłem, od razu usłyszałem dobiegającą z góry muzykę. Wcale nie zamierzałem wchodzić, ale fragmenty grane przez ich córkę były tak piękne, że postanowiłem, po cichu zakraść się i chwileczkę posłuchać. Krok po kroku pokonałem kamienne, szerokie schody i stanąłem tuż za nieznacznie uchylonymi drzwiami. Nie patrzyłem, słuchałem. Ślicznie grała, aż dech zapierało. Kiedy na momencik przerwała postanowiłem pogratulować, wychyliłem się i stanąłem jak wryty. Była bez spódniczki i, co gorsza, bez majtek. Zatkało mnie. 

Siedziała przy czarnym, lśniącym fortepianie na, tak samo czarnym, lśniącym taborecie. Pochylała się nad klawiaturą i zwinne przebierała paluszkami. Góra jej stroju była w porządku: biały mundurek z dużą szkolną tarczą. Stopy też nie odbiegały od normy: białe podkolanówki i czarne pantofelki na niskim obcasie. Środek, jednak budził wiele kontrowersji dlatego, że nie było tam nic. 

Na blacie błyszczącego, czarnego stołka spoczywał nagi, niczym nieodziany tyłeczek. Muszę zaznaczyć, że bardzo ładny. Nie za duży, okrąglutki i jędrny. Gapiłem się, a kutas stanął mi, praktycznie, w ciągu kilkunastu sekund.   “Dlaczego nie założyła spódniczki i majteczek?” - myślałem. 

W tamtej chwili to pytanie kołatało się w mojej głowie i, w żaden sposób, nie mogłem znaleźć konkretnej odpowiedzi. Chociaż odpowiedź, wcale, nie była taka skomplikowana i bardzo zaskakująca. 

Wróciła ze szkoły, była zmęczona i postanowiła się wykąpać. Kiedy już częściowo się rozebrała, jakieś takty wpadły jej do głowy i postanowiła zagrać. Ot, cała filozofia. Tyle tylko, że w międzyczasie, to ja musiałem się napatoczyć. No cóż, wcale tego nie żałuję. Widok był nieprzeciętny. Młodziutka panienka siedząca przed fortepianem, bez spódniczki i majteczek. Warto było skraść ten obraz. 

Grała, muzyka płynęła, a ja stałem z wytrzeszczonymi oczami i otwartą gębą. 

“Ja też chciałbym być bez gaci, tak sobie połazić, hm… przy niej”, - pomyślałem sobie. 

Patrzyłem i podziwiałem, to rzeczywiście była śliczna dziewczynka. Miała cudowny, dziecięcy jeszcze, profil i kruczoczarne, spięte gumką włosy. Co kilka sekund rytmicznie naciskała pedały pod spodem. 

Dłużej nie mogłem znieść tak cudownego widoku i cicho zbiegłem po schodach. To było szalone. Co ja sobie wyobrażałem. Przecież nie mogłem wykorzystać nieletniej córki swoich zleceniodawców. Jednak, kiedy znalazłem się w holu, jak jakiś idiota zrobiłem kółko i z powrotem pobiegłem na górę. Straciłem kontrolę. To było silniejsze ode mnie. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...