Szukaj na tym blogu

15 lipca 2021

Kopia.

21. Jestem zaklinaczem snów.


Patrzyła na niego i milczała.

-Jestem zaklinaczem snów, - odpowiedział cicho.

-Niemożliwe.

-Ależ tak. Uważaj, o czym marzysz, bo jutro mogę przyjść do ciebie. 


-Raczej nie. 

Milczał, więc zadała kolejne pytanie.

-Nie boisz się, że będę cię szukać?

Miała nadzieję, że wytrąci go to z równowagi, ale on się tylko skrzywił.

-Szukać?

Patrzyła mu w oczy.

-Tak. 

Jakby nie miał pojęcia, o co jej chodzi.

-Gdzie?

Miała nadzieję, że przyciska go do muru.

-W realnym świecie, - stwierdziła. 

-Ach, tam. Tam mogę być każdym. Mogę być zwykłym Kowalskim.

Uśmiechnęła się z triumfem. Nie miała zamiaru się poddawać. 

-Tak mówisz? Ale zwykłych kowalskich też można znaleźć. Prawda? 

Nie wystraszył się. Jeżeli jej o to chodziło, nie wydawał się być z łapany w pułapkę. 

-Powiedz, nawet gdybyś mnie znalazła, to co ci to daje?

Czuła, że zyskuje nad nim przewagę.

-Jak to co?

W jego oczach nie było ani odrobiny lęku. Był pewny swego. 

-Wiesz, tak naprawdę, nawet cię nie dotknąłem. 

Czuła, że zostaje z pustymi rękami. Była zła na siebie. 

-Jak to? Musiałeś mnie chociaż widzieć.

Nie był nawet zaskoczony.

-Nie musiałem.

Nie dawała za wygraną.

-Musiałeś mnie przecież jakoś wybrać. Musiałeś mnie obserwować. To mało prawdopodobne, żeby nie znając mnie w ogóle…  

Nie dobrze. Wymykał się jej.

-Nie wiem kim jesteś naprawdę. Do ostatniej chwili nie wiedziałem gdzie mieszkasz. Znalazłem jedynie twoje myśli, twoje sny. W nocy jesteś jak latarnia morska. Nadajesz na tysiące kilometrów. 

Teraz to ona była coraz bardziej zdziwiona.

-Moje myśli, moje sny? - rzuciła w próżnię. 

Był spokojny i bardzo pewny siebie.

-Są bardzo głośne. Ich echo rozchodzi się daleko, bardzo daleko. Masz niesamowite pragnienia. Tego nie da się stworzyć w komputerze. 

Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy.

-Moje myśli, moje sny?

Z pobłażaniem pokiwał głową.

-Jesteś pełna marzeń i sprzecznych pragnień. Tylko razem możemy je zrealizować. 

Znowu była w punkcie wyjścia. Jak to było możliwe?

-Ja? - spytała bezradnie. 

Bawił się nią, jak lalką. Nie tylko w sensie fizycznym. Czuła, że wykorzystuje ją również psychicznie. 

-Jesteś ciekawa, niesłychanie charakterystyczna. Można powiedzieć taki unikat na skalę światową. 

Na powrót wpadła do tego samego dołka, ale w jakiś dziwny sposób ją to nakręcało. Co jeśli rzeczywiście wszystko, co mówi jest absolutną prawdą? Jeżeli i tak nic nie ma znaczenia ponad to, co tu i teraz?

-Niemożliwe, przecież jestem taka zwykła.

Czuła się rozbierana, gwałcona duchowo. Na dodatek chciała tego, coraz bardziej chciała. 

-Twoje sny są, jak potężna latarnia morska. Wyróżniają się na oceanie ludzkiej świadomości, - mówił a ona coraz bardziej miękła. Czyżby to ona sama tego chciała?

-Nic nie rozumiem.

Był jak ciepły nauczyciel, który wyjaśnia skomplikowane meandry świata.

-To nie ja. Nie ja cię znalazłem a ty mnie. Tak musiało się stać. W końcu musiałaś kogoś przyciągnąć.

Nie wiedziała nic, mogła tylko podejrzewać, co tak naprawdę się stało. 

-Przyciągnąć? Kim ty jesteś?

Patrzyła na niego i milczała.

-Jestem zaklinaczem snów, - odpowiedział cicho.

-Niemożliwe.

-Ależ tak. Uważaj, o czym marzysz, bo jutro mogę przyjść do ciebie. 

KONIEC



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...