21. Jestem zaklinaczem snów.
Patrzyła na niego i milczała.
-Jestem zaklinaczem snów, - odpowiedział cicho.
-Niemożliwe.
-Ależ tak. Uważaj, o czym marzysz, bo jutro mogę przyjść do ciebie.
-Raczej nie.
Milczał, więc zadała kolejne pytanie.
-Nie boisz się, że będę cię szukać?
Miała nadzieję, że wytrąci go to z równowagi, ale on się tylko skrzywił.
-Szukać?
Patrzyła mu w oczy.
-Tak.
Jakby nie miał pojęcia, o co jej chodzi.
-Gdzie?
Miała nadzieję, że przyciska go do muru.
-W realnym świecie, - stwierdziła.
-Ach, tam. Tam mogę być każdym. Mogę być zwykłym Kowalskim.
Uśmiechnęła się z triumfem. Nie miała zamiaru się poddawać.
-Tak mówisz? Ale zwykłych kowalskich też można znaleźć. Prawda?
Nie wystraszył się. Jeżeli jej o to chodziło, nie wydawał się być z łapany w pułapkę.
-Powiedz, nawet gdybyś mnie znalazła, to co ci to daje?
Czuła, że zyskuje nad nim przewagę.
-Jak to co?
W jego oczach nie było ani odrobiny lęku. Był pewny swego.
-Wiesz, tak naprawdę, nawet cię nie dotknąłem.
Czuła, że zostaje z pustymi rękami. Była zła na siebie.
-Jak to? Musiałeś mnie chociaż widzieć.
Nie był nawet zaskoczony.
-Nie musiałem.
Nie dawała za wygraną.
-Musiałeś mnie przecież jakoś wybrać. Musiałeś mnie obserwować. To mało prawdopodobne, żeby nie znając mnie w ogóle…
Nie dobrze. Wymykał się jej.
-Nie wiem kim jesteś naprawdę. Do ostatniej chwili nie wiedziałem gdzie mieszkasz. Znalazłem jedynie twoje myśli, twoje sny. W nocy jesteś jak latarnia morska. Nadajesz na tysiące kilometrów.
Teraz to ona była coraz bardziej zdziwiona.
-Moje myśli, moje sny? - rzuciła w próżnię.
Był spokojny i bardzo pewny siebie.
-Są bardzo głośne. Ich echo rozchodzi się daleko, bardzo daleko. Masz niesamowite pragnienia. Tego nie da się stworzyć w komputerze.
Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy.
-Moje myśli, moje sny?
Z pobłażaniem pokiwał głową.
-Jesteś pełna marzeń i sprzecznych pragnień. Tylko razem możemy je zrealizować.
Znowu była w punkcie wyjścia. Jak to było możliwe?
-Ja? - spytała bezradnie.
Bawił się nią, jak lalką. Nie tylko w sensie fizycznym. Czuła, że wykorzystuje ją również psychicznie.
-Jesteś ciekawa, niesłychanie charakterystyczna. Można powiedzieć taki unikat na skalę światową.
Na powrót wpadła do tego samego dołka, ale w jakiś dziwny sposób ją to nakręcało. Co jeśli rzeczywiście wszystko, co mówi jest absolutną prawdą? Jeżeli i tak nic nie ma znaczenia ponad to, co tu i teraz?
-Niemożliwe, przecież jestem taka zwykła.
Czuła się rozbierana, gwałcona duchowo. Na dodatek chciała tego, coraz bardziej chciała.
-Twoje sny są, jak potężna latarnia morska. Wyróżniają się na oceanie ludzkiej świadomości, - mówił a ona coraz bardziej miękła. Czyżby to ona sama tego chciała?
-Nic nie rozumiem.
Był jak ciepły nauczyciel, który wyjaśnia skomplikowane meandry świata.
-To nie ja. Nie ja cię znalazłem a ty mnie. Tak musiało się stać. W końcu musiałaś kogoś przyciągnąć.
Nie wiedziała nic, mogła tylko podejrzewać, co tak naprawdę się stało.
-Przyciągnąć? Kim ty jesteś?
Patrzyła na niego i milczała.
-Jestem zaklinaczem snów, - odpowiedział cicho.
-Niemożliwe.
-Ależ tak. Uważaj, o czym marzysz, bo jutro mogę przyjść do ciebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz