16. Lizać, czy wsadzić kutasa?
Nie mogłem wytrzymać nadmiaru wrażeń i odsunąłem się trochę dalej. Jej dłonie prześlizgnęły się po spoconej skórze, ukośnie, poprzez pośladki. Patrzyłem i widziałem, nie jeden, a dwa, otwory. Jeden nieco z przodu, drugi odsunięty trochę do tyłu. Ciągle, bezwstydnie ją wąchałem. Byłem jak pies, gotowy pójść za tym zapachem dosłownie wszędzie.
-Prawdziwa, dzika pizda, co?! - odezwała się prowokacyjnie.
-Dzika i niewyżyta, - kontynuowałem jej myśl.
-Tak… masz rację, - westchnęła z przejęciem.
-Jak rasowa klacz pośród głuszy, - ciągnąłem, wciąż podkręcające atmosferę.
-Świetnie to ująłeś, zboczku…
Opadłem jeszcze niżej i całkowicie bezwstydnie patrzyłem na nią bardziej z dołu.
-Cały drżę! - jęknąłem, jakby ktoś robił mi krzywdę.
Nie odrywając rąk od swojego ciała przesunęła je wyżej.
-O to mi chodziło, - powiedziała z satysfakcją.
-Ooooooch! - wydobyło się z mojego gardła.
Jej muszelka zwarła się do wąskiej, słodkiej szczeliny. Między szeroko rozstawionymi nogami, rysował się krągły, lekko opuchnięty wzgórek. Na chwilę moją uwagę przykuło jej kakaowe oczko. Tworzyło jakby symetryczny, błyszczący od potu i jej soków, lejek.
“Co za cudowna woń!” - przemknęło mi przez myśl.
Wykonałem kilka kolejnych wdechów i potwornie zakręciło mi się w głowie.
-Tylko mi nie zemdlej, młody! - odezwała się, widząc moje podniecenie.
-Och, postaram się… - wyrzuciłem z siebie.
-No… ja myślę…
-… nie umrzeć… - ciągnąłem na jednym wydechu.
-No! - uśmiechnęła się.
…na zawał serca, - skończyłem wreszcie.
Uniosłem się jeszcze raz i, jeszcze raz, zbliżyłem się do jej słodkiej cipeczki. Jej szparka wykonywała ledwie zauważalne ruchy, otwierała się i zamykała, wypuszczając z siebie bąbelki. Wewnętrzna część płatków układała się ukośnie, na kształt kadłuba statku i była intensywnie różowa. Teraz jej zapach stał się jeszcze mocniejszy, wypełnił się złożonym bukietem przeróżnych odcieni. Czułem się jak koneser w najlepszym domu wystawowym.
-Twój fiut… - zaczęła po jakimś czasie.
-Tak? - zapytałem, nie wiedząc o co chodzi.
-… idealnie, by do niej pasował, - dokończyła, rozwiewając moje wątpliwości.
-Hm? - uśmiechnąłem się tylko.
-Co o tym sądzisz? - zapytała.
Chciałem powiedzieć coś bardzo mądrego.
-Jest, jakby…
Roześmiała się, przerywając mi..
-… dla niego stworzona, - dokończyłem wreszcie.
Przysunąłem się znacznie bliżej. Byłem jakieś trzydzieści centymetrów od niej. To znaczy pod jej cipki.
-Poznaj ją bliżej, - zachęcała, - na pewno się polubicie.
Swoje dłonie opuściła w krocze, przyłożyła palce, mocno docisnęła i pociągnęła na boki.
-Och, nie wątpię. Już czuję do niej szczerą sympatię.
Jej śliczna szparka otworzyła swoją buzię i uśmiechnęła się do mnie “od ucha do ucha”.
-Przysuń się, - zachęcała coraz bardziej, - zdaje się, że chce ci coś powiedzieć!
Cała jej wewnętrzna powierzchnia oblepiona była perlistym, gęstym nektarem. Na ten widok mój organizm zareagował błyskawicznie. Oddech zwariował, serce oszalało, pod moją czaszką biły się dwie myśli: lizać, czy wsadzić kutasa?!
-Mówi coś, ale bardzo cicho, - jęknąłem, przyciszonym głosem.
-Tak?! Co? - powiedziała, chcąc, bym jeszcze bardziej zmniejszył dystans.
-Nie wiem, - szepnąłem.
-Posłuchaj jeszcze.
-Coś niewyraźnie, muszę przyłożyć do niej swój stetoskop, - odezwałem się, mając nadzieję, że w następnej chwili przejdę do bardziej konkretnych rzeczy.
Grube płatki, zrośnięte tuż za łechtaczką, jak magnes ciągnęły mnie do siebie. Były, jak nowoczesna rzeźba, mięsistymi schabowymi rozchodziły się na boki. Wyglądały, jak niedopieczone, grillowane mięso uwiecznione przez jakiegoś zwariowanego artystę. I jeszcze, jakby na deser, na samym końcu kanalik, śliski, od strony wisienki uformowany na kształt zjeżdżalni, prowadzący prosto od anusika przesłonięty do połowy czymś w rodzaju kotary. No i ta perspektywa: im głębiej tym ciemniej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz