5. Ściągnęła z siebie majtki.
Wsparła się na łokciu, tą samą dłonią chwyciła się za biust, masowała i ugniatała, kusiła, jej ciało mówiło własnym głosem.
-No i co?
-Jak to co?!
-I tak nic nie słyszy.
-A jak się obudzi?
-Sądzisz?
-A ja wiem?
Pokręciła głową. Drugą ręką trzymała się oparcia ławki.
-Piotrze?
-Tak?
-Piotrze?
-No co?!
-Ja…
-Co?
-… sikam…
-Boże, nie!
-… sikam po nogach, kiedy ciebie widzę.
Położyła brodę na obojczyku. Drżałem. Mój kutas pulsował, jakby za chwilę miał eksplodować.
-Przestań!
-Podoba ci się taka kudłata cipa?
-Na litość boską, przestań!
Dygotałem, kurczyłem się w słodkich spazmach rokoszy.
-Podoba ci się?!
Patrzyła na mnie. Po chwili pozbyła się stanika. W mojej głowie wirowało.
-Podoba ci się ten zarost? Te kędziory?
-Matko Boska!
-A te cycki ci się podobają?
-Dość!
Ułożyła się w poprzek ławki, przodem do mnie. Tak bardzo chciałem wziąć wszystko, co mi dawała, ale tam, obok spał jej mąż.
-Zobacz, jakie mam ciemne brodawki.
Włożyłem rękę w spodnie i poprawiłem szarpiącego się fiuta. W jej oczach ujrzałem prawdziwą satysfakcję.
-Stamtąd skąd pochodzę wszystkie dziewczyny takie mają.
-Poważnie?!
Pokiwała głową.
-Zobacz, jakie mam twarde sutki.
-Przypuszczam.
-Chcesz sprawdzić?
-Może nie?
-Zobacz.
-No wiesz…
-Dotknij.
-Nie.
-No dotknij!
Wyciągnąłem rękę, chwyciłem i ścisnąłem. Były nie tylko twarde ale też sztywne i chropowate.
-I jak?
-Noooo…
Kiedy chciałem zabrać dłoń, chwyciła mnie za palce i przytrzymała.
-Nie musisz się tak spieszyć. Sprawdź dokładnie.
-Myślę, że już starczy, - zaprotestowałem nieśmiało.
W odpowiedzi jeszcze szerzej rozłożyła swoje nogi. Wszystko we mnie pulsowało.
-Nie! - uniosła głos.
-Co?
Zapadła chwila ciszy.
-No… musisz mnie wyruchać! - odezwała się w końcu.
Myślałem, że źle usłyszałem, wstrzymałem oddech. Lewą dłonią chwyciła się za udo.
-Co???
-Zerżnąć! - powiedziała dobitnie.
Kciukiem mieliła majtki odgarniając je raz z boku, raz z góry. Ciągle trzymałem ją za pierś. Myślałem tylko o tym, że robię źle, że grzeszę, że, co gorsze, wcale się tego nie wstydzę. Mimo wszystko zaprotestowałem.
-Nie mogę!
-Bo?
-Bo…
-No, powiedz mi!
-Zdaje się, że mam dziewczynę?
Prawie całowała własne ramię.
-Co?!
-Dziewczynę, - powtórzyłem niepewnie.
Skrzywiła się, a ja czułem złość.
-Ach, tą młodą siksę?!
Skinąłem.
-To wy jesteście razem?!
Zawahałem się.
-Nooo… i tak, i nie.
-To: tak, czy nie?!
-Tak. No… tak.
-I co?! Czy to w czymś przeszkadza?
Spojrzałem na nią srogim wzrokiem.
-No wiesz!
Nie przejęła się.
-Przecież możesz mieć… i mnie… i ją.
Patrzyła na mnie spod przymkniętych powiek. Czułem, że całkiem tracę zmysły.
-Tak. Nie!!! Co ja mówię?!
Anielski szatan przyzywał mnie, a ja szedłem, jak po sznurku dalej i dalej.
-To tak, czy nie? - spytała ze szczerym uśmiechem.
Patrzyła.
-Chyba… ją kocham, - wydukałem.
Roześmiała się.
-Kochasz?!
Pokiwałem głową.
-No, kochaj, kochaj… tylko…
-Co?
-Ja nie wymagam od ciebie… aż takich poświęceń.
Szybko ściągnęła z siebie majtki. Jej psita była powalająca: duża, napęczniała buła, z prawie czarnymi, płatkami, porośnięta gęstym, kędzierzawym chwatem. Po prostu oszałamiająco piękna. Moje serce łomotało jak oszalałe.
-Ja… ja… ja… - jąkałem się.
Patrzyła i uśmiechała się.
-Dobrze, dobrze…
Złapałem haust powietrza. Ciągle przykuwała mnie wzrokiem.
-Chcę tylko…
-Tak? - spytałem w oczekiwaniu.
-… twojego fiutka, - dokończyła.
Opierałem się.
-Nie!
-Dlaczego?
-Nie.
Ciągle atakowała.
-Tak. Właśnie, że tak.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz