12. Pokażę ci coś.
Trzymałem ją, już tylko, samymi palcami za pośladki. Unosiła się, a jej buzia rozjaśniła się serdecznym, promiennym uśmiechem. Po chwili zalotnie zakręciła swoim tyłeczkiem, powoli opuszczając się na mojego wiotczejącego już kutasa. Dostał się pod jej ciało i zaczął ponownie pęcznieć. Kiedy to wyczuła, jej uśmiech stał się jeszcze bardziej słoneczny.
-Aaaaaa-ach! - westchnąłem z zadowolenia.
Pochyliła się i jeszcze raz pocałowała: gorąco, słodko i głęboko. Teraz ja się uśmiechnąłem. Spojrzała i dała jeszcze jednego całusa.
Zarzuciła stopy na moje uda i całowała dalej.
Cmok, cmok, mlask…
Wiedziałem, że ciężko będzie wrócić z tego raju do mojej rzeczywistości. Tego dnia po raz pierwszy spróbowałem egzotycznego, zakazanego owocu. Jego smak okazał się być nieziemsko słodki.
***
Pod koniec tego lata Jarek znowu musiał wyjechać w delegację. Tym razem na drugi koniec świata i to na cały miesiąc. Jego żona, Rowena po raz kolejny musiała zostać sama. Mój ojciec, jak to zwykle bywało, obiecał, że zaopiekuje się ich obejściem.
Przed samym wylotem spotkaliśmy się na krótkiej pogawędce w jego ogrodzie.
-Ruszaj śmiało, nie myśl o niczym, twoja posesja jest w dobrych rękach.
-Naprawdę, nie wiem jak ci dziękować…
-Daj spokój, nie ma sprawy.
-Rowena, no wiesz… ona czasami jest taka bezradna…
-Oczywiście, jeśli tylko czegoś będzie potrzebowała…
-Jesteś niezastąpiony.
-Twoja żona zawsze może do nas zatelefonować.
-Jeszcze raz ci dziękuję.
-Jakby co, przyjedziemy i pomożemy. Sfinalizuj ten kontrakt, bo jest bardzo ważny.
-Postaram się tego nie schrzanić.
-Uważaj na siebie.
Następnego dnia już go nie było. Tego, co zaszło tamtej, pamiętnej nocy, nikt się nie domyślał. Oficjalnie sprzątaliśmy po imprezie, a później doprowadzaliśmy Jarka do “stanu używalności”. W dużej mierze było prawdą.
W czasie, kiedy pieprzyliśmy się w jego sypialni zarzygał się i zeszczał w spodnie. Leżał nieprzytomny na trawniku. Nie było łatwo, musieliśmy rozebrać go, wepchnąć do wanny, a później do łóżka. Teraz, nawet słowem, o tym nie wspominał. Ojciec dowiedział się wszystkiego ode mnie.
Rowena, oczywiście, zadzwoniła już pierwszego dnia. Pretekst był na tyle banalny, że ojciec nie pofatygował się sam, tylko postanowił wysłać mnie.
Kiedy wjechałem na jej posesję, na dworze panował nieznośny upał.
-Schowajmy się, - powiedziała, całując mnie w policzek.
Weszliśmy do niewielkiego pomieszczenia.
-Co to za pokój? - spytałem ze zdziwieniem.
Machnęła ręką.
-Służy za tymczasowe biuro.
Głęboko zaczerpnąłem powietrza.
-O, jak tu przyjemnie.
-Tutaj poprawnie działała klimatyzacja.
-Chłodno.
Spojrzała na termometr.
-Dwadzieścia stopni.
Jakiś metr od okna stała leżanka przykryta białym kocem w różowe wzory. U wezgłowia, ktoś, starannie ułożył miękki jasiek w biało czerwoną szachownicę. Pomieszczenie wypełniał landrynkowy, słodki zapach.
-Pokażę ci coś, - uśmiechnęła się tajemniczo.
-Co? - zaciekawiłem się.
-Coś, czego jeszcze nie widziałeś.
-Tak? A, co to takiego?
Usiadła na posłaniu z nogami podwiniętymi pod pośladki i ramionami opuszczonymi wzdłuż tułowia. Dłonie wcisnęła między uda.
-Zobaczysz, bądź cierpliwy, - szepnęła, puszczając do mnie zalotne oczko.
-No wiesz, przy tobie trudno o cierpliwość.
Miała na sobie różową bluzkę z elastycznej dzianiny i czarną mini spódniczkę, która w tej chwili podciągnięta była tak wysoko, że odsłaniała majtki. Na jej nogach znajdowały się czarne pończochy, sięgające nieco powyżej kolan.
-Spróbuj, nie pożałujesz.
-Jeśli tak mówisz…
Swoje krucze, lśniące włosy przerzuciła przez ramiona na piersi. Wpatrywała się we mnie skośnymi, ciemnymi jak węgiel oczami i uśmiechała się. W tle rozbrzmiewała cicha, orientalna muzyka.
-Czy chcesz mnie lepiej poznać…?
-Hm?
-… obejrzeć, poczuć?
-No jasne!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz