Szukaj na tym blogu

21 lipca 2017

Filipinka.


6. Słodki grzech.

Jej uśmiech stał się rozbrajający. Ciągle próbowałem udawać, że się bronię.
-Nie możesz, - mówiłem mając nadzieję, że jeszcze utrzymam ostatnie szańce.
Jej ofensywa była bezkompromisowa.
-Mogę.
-Nie.
-Jesteś moim przyjacielem.
-Jestem, ale…
Siedziała z szeroko rozstawionymi nogami. Nagle dotarł do mnie zapach jej kobiecości i myślałem, że mnie poderwie do góry. W mojej głowie miotał się obraz wytrwale pracującego języka i mojego atakującego zaganiacza. Minuta po minucie zabierała mnie coraz dalej w zakamarki swojego mrocznego świata.
-Nikomu nie powiem.
-Nie…  
-To będzie taka nasza tajemnica.
-Ale…
-Słodka tajemnica, - powtórzyła.
W końcu złamałem się.
-Dobrze, ale…
Skrzyżowała ręce i chwyciła się za cycki. Nie były jakieś ogromne, ale też nie były malutkie. Obydwie wspaniałe i podniecające, zwieńczone grubymi, sztywnymi antenkami i ciemnymi, brunatnymi kółeczkami. Trzymała je, jak dwa najcenniejsze skarby. Tak cudownie byłoby się w nich zatracać.
-Raz na jakiś czas? Co?
Była bardzo otwarta i bezpośrednia, a ja czułem się niezręcznie.
-Rowena!
Nie przejmowała się, ciągnęła tak, jakby mnie nie słyszała.
-Powiedzmy… raz na tydzień.
Nie wiedziałem, czy rzeczywiście jestem zgorszony, czy tylko mi się tak wydaje.
-Jak tak możesz?!
-Przyjedziesz do mnie i mnie zerżniesz.
Czułem się osaczony.
-Boże!
Nie odrywała ode mnie wzroku.
-Dobrze, już dobrze! - uspokoiła.
Odwróciła się tyłem. Jeszcze chwila, jeszcze jedna sekunda. Och, była tak blisko i nagle ostatni przebłysk.
-Jarek! - wyrzuciłem z siebie, wskazując na sąsiedni pokój.
-Przestań…
-No, co?!
-Nie widzisz, w jakim jest stanie?
Opadła do przodu i wystawiła w moją stronę swój tyłek. Nie mogłem już dłużej wytrzymać, wstałem, pochyliłem się i wciągnąłem jej zapach całymi płucami. Był odurzający. Zakręciło mi się w głowie. Z trudem łapałem oddech.
-Nie zrobisz niczego złego.
-Jak to?!
-Po prostu…
Teraz to ja się przyglądałem.
-… spełnisz dobry uczynek…
-Dobry uczynek, mówisz?
-… wobec przyjaciółki.
Skrzywiłem się kwaśno.
-Więc teraz… to się tak nazywa?
Nie dawała za wygraną i wyciągała kolejne karty.
-Jak chcesz, zapłacę ci.
-Cooo?!
Dopiero teraz dotarło do mnie, jak bardzo jest zdeterminowana.
-Ile?! - spytała poważnie.
Położyła dłoń na pośladkach i dotknęła swojej szparki. Ciemne płatki powoli zaczęły się wynurzać. Miałem ogromną ochotę klęknąć między jej nogami i lizać, lizać, lizać…
-To jakiś sen…
-Ależ Piotrze?!
-… to nie dzieje się naprawdę.
-Ależ tak.
-Co?
-Uszczypnąć?!
-Słucham?
-Mam cię uszczypnąć?
-Że co???
-Zaprzecz, jeśli o tym nie marzyłeś.
“Grzech, grzech, grzech…” - kołatało w mojej głowie. Spojrzałem w podłogę.
-Więc jednak.
“Słodki grzech, słodki grzech…”
-No wiesz… - błąkałem.
Nie mogłem skończyć, trzęsłem się. Już sama myśl sprawiała, że byłem, jak galareta.
-Tak?
-Chcesz ze mnie zrobić męską dziwkę?! - wyrzuciłem w końcu.
Wtedy, już widziałem się w tej roli: rucham ją, spełniam jej zachcianki a ona, na koniec, wyjmuje kilka banknotów i mi je wręcza. Czułem się, jak szmata, ale właśnie to było tak podniecające, że pociemniało mi przed oczami.
Podniosła się i odwróciła przodem. Jakby od niechcenia, czubkami palców unosiła swoje piersi. Nie umiałem się powstrzymać, cokolwiek bym powiedział i tak zrobiłbym to samo.
-Przepraszam, - zreflektowała w końcu.
-To ja przepraszam.
-Ty, za co?!
-Zrobię to.
-Tak?
-Wyrucham cię.
-Jednak.
-Ale nie chcę pieniędzy.
That's Thai bombshell Xanny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...