4. Szeroko rozłożyła uda.
Najwyraźniej nie zamierzała tego zrobić.
-Boże jak ja potrzebuję porządnego kutasa!
Głowę ciągle trzymała na jednym ramieniu. Widziałem, że cała drży.
-Nie mogę tego słuchać.
-Słuchaj!
-Idę!
-Zostań, - prosiła.
Opadła na stopy. Walczyłem ze sobą, a może tylko udawałem, może potrzebowałem tej walki, by się usprawiedliwić. W każdym razie, zamierzałem się podnieść.
-Idę.
Jej głos stał się aksamitny.
-Proszę.
Czułem, że w mojej głowie pojawia się panika.
-Kobieto, czego ty ode mnie chcesz?!
Odchyliła się do tyłu zatrzymując się na oparciu ławki. Kusiła, a ja, jak ćma leciałem do płomienia.
-Powiedz mi…
-Co?
-Czy ty lubisz…?
-Ale co???
-Taki typ… dziewczyn?
Położyła dłonie na rozporku spodni. Powoli odpięła metalowy guzik. Napięty materiał rozjechał się na boki, odsłaniając lekko wypukłe podbrzusze. Wiedziałem, że oto kolejna granica właśnie została przekroczona. Nie dawała mi spokoju, całym swoim ciałem wzywała do siebie.
-Czy ci się podobam? - spytała.
O mało nie podskoczyłem do góry.
-Daj spokój!
Obserwowała każdy mój ruch.
-Jestem sporo starsza od ciebie. Czy jestem dla ciebie atrakcyjna?
Przełknąłem ślinę.
-Nic już nie mów, co?! Wypięła do góry piersi . Należało ją normalnie wyruchać i byłby spokój ale nie, nie mogłem, przecież to żona kolegi mojego ojca.
-No wiesz… ciemna skóra… skośne oczy… - wymieniała.
-Jesteś bardzo atrakcyjną kobietą? - przerwałem jej.
-Podobam ci się?
Pokiwałem głową.
-Bardzo.
-Czy cię podniecam? - zadała kolejne, prowokujące pytanie.
Przez chwilę milczałem. Jeszcze raz się uniosła . Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Czułem się coraz bardziej dziwnie, coraz bardziej rozkosznie i nieziemsko podniecająco.
-Oczywiście, - odpowiedziałem spokojnym, stanowczym głosem.
Przesłuchiwała mnie dalej.
-Czy twój kutas staje na mój widok?
Znowu nastała chwila ciszy.
Wsunęła kciuki za pasek spodni i pociągnęła je do dołu. Spod niebieskiego dżinsu wyłoniły się białe delikatne majteczki. W końcu zrozumiałem, że tak musi być.
-Jest wielki jak rakieta, - stwierdziłem nieukrywaną dumą.
-Sztywny?
-Sztywny, jak kij bejsbolowy.
Czułem mrówki na całym ciele. Usiadła bardziej swobodnie. Jakby mi ulżyło. Stopniowo przestawałem walczyć, najpierw wewnątrz siebie.
-No widzisz.
-Co?
-Jarkowi już nie staje.
-Nie staje mu?! Niemożliwe.
-Na mój widok… mu nie staje.
-Aha.
-Nie podniecam go.
-Nie sądzę, to pewnie coś innego.
-Tak? Co?!
-Alkohol?
-No, może masz rację, ale efekt ten sam.
Byłem jedynym skutecznym lekarstwem na tą, niecodzienną, pełną niemocy sytuację.
-Więc?
Jedną nogę zrzuciła na podłogę, drugą ugięła w kolanie i, chwytając dłonią za łydkę, podciągnęła pod siebie. Mój opór był coraz słabszy.
-Pomożesz mi?
-Boję się.
Odchyliła się do tyłu. Spod koronki fig prześwitywał czarny, gęsty zarost. Odczuwałem niebywałą przyjemność z poddawania się.
-Ja też.
-Tak?!
Drugą rękę wyrzuciła za siebie i oparła o ławkę. Była gorąca, egzotyczna i słodka.
-No więc?!
-Tak?!
-To nie jest takie trudne.
-Tak mówisz?
-Jestem o tym przekonana.
Byłem tak blisko, że czułem ciepło jej ciała. Jej mąż leżał pijany, jak bela a ona siedziała tu, obok taka podniecona. Wystarczyło tylko się zgodzić.
-Zróbmy to.
Położyła się. Nie mogłem i nie chciałem się dłużej opierać, a jednak rzekłem:
-No co ty?!
-Zróbmy.
Szeroko rozłożyła uda. Jej majtki zaczęły wjeżdżać w rowek psitki. Nie mogłem się oszukiwać, chciałem tego. Mimo wszystko odczuwałem skrępowanie.
-Tutaj?!
-Tak.
-Przecież on tam śpi?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz