Szukaj na tym blogu

9 lipca 2017

Filipinka.


18. Czy jestem godzien?

-No, co się tak martwisz?
-Nie martwię się, tylko…
-No, co?! Jeszcze wszystko przed tobą. Głowa do góry.
-Tylko boję się.
-Czego?
-Aby się w tobie nie zakochać.
Zsunęła się na łóżko i samą głowę wspierała na ścianie.
-Zakochać się?!
Najpierw uniosła kolana: powoli, wysoko do góry. Później rozłożyła je, jak stara kurwa szeroko na boki. Myślałem, że oszaleję.
-Mhu…
Pośrodku wielkiej, jak globus, dupy ziało czeluścią bagniste piździsko. Buchało od niej jak od garnka gorącej zupy. Płatki skleiły się na górze, na dole rozjeżdżały się, pozostawiając na wierzchu głęboki otwór. Tymczasem, na szczycie wzniesienia piętrzył się pióropusz czarnych włosów. Przetrzymywała rękoma kolana, aby jak najlepiej wyeksponować swój majątek.
Roześmiała się.
-We mnie?!
Poczułem się nieswojo.
-Mmmm…
Spoważniała, ale po chwili znowu się uśmiechała.
-A może w niej? - dodała.
Wystarczyło tylko położyć się, wsadzić kutasa i ruchać. W tym momencie jednak wolałem patrzeć.
-Eeeee… - zaciąłem się.
-Może jednak w niej?
-No wiesz…
-Tylko popatrz, no tylko popatrz.
-Patrzę.
-Czyż nie jest piękna?
-Najcudowniejsza na świecie, - zgodziłem się.
-Patrzysz? - zapyta po raz kolejny.
-Patrzę.
-Ale patrzysz?!
-Nie mogę oderwać od niej oczu.
Położyłem się w drugim końcu, pół metra dalej.
-Czyli jednak? - stwierdziła.
Patrzyła na mnie między rozchylonymi nogami.
-Co?
Wdychałem jej zapach, głęboko, mocno, bardzo intensywnie.
-To ona.
-Co?
-No… zawróciła ci w głowie?! Byłem tak blisko, że na języku czułem jej smak.
-Przyznaję się, - powiedziałem z rezygnacją.
Skrzywiła się słodko.
-Erotomanie ty!
-Tak, och tak!
Podziwiałem delikatnie rozchyloną cipę z pomarszczonymi grubymi wargami.
-Och, mój kotku! - westchnęła uśmiechając się.
-Tak?
-Poliż ją.
-Chcesz?
-No poliż.
-Językiem?
-Tak. Proszę!
-Och!
-Proszę.
-Nie wiem, czy mogę?
-Możesz.
-Czy jestem godzien?!
-Och, jesteś!
Przysunąłem się jeszcze bliżej widziałem tylko jej pizdę.  
-Więc chcesz. Mam wylizać cię?
Moja twarz była na kilka długości języka. Boże, co za doznanie. Ogromna psiocha wypełniała całe pole widzenia.
-Tak, och, tak!
Oddychałem tylko jej zapachem.
Przy każdym ruchu wielkie, mięsiste płatki przechylały się raz w jedną, raz w drugą stronę. Otwór na dole zachęcał, by poznać jego zakręty. Wzniesienie nad łechtaczką zdawało się być wyżyną pokrytą przedziwnymi zaroślami.
-Włożę ci język.
-No, włóż.
-Wepchnę do samego końca.
Uniosłem głowę i spojrzałem na jej twarz. Zmrużyła powieki.
-Nie dasz rady.
Znowu ujrzałem te oczy i ten szczery, szeroki uśmiech. Jakby miała niezwykły ubaw z tego, że podziwiam jej słodkości. Przez krótką chwilę poczułem się nieswojo.
-Jestem twoją zabawką? - spytałem niepewnie.
Roześmiała się.
-Powiedz?!
-Nieźle namieszałam ci w głowie, co?!
-Przestań!
Znowu się śmiała.
-Och, moja ty zabaweczko!
Zmarszczyłem brwi.
-Bo zmienię się w potwora.
Kąciki jej ust pozostawały w górze.
-Poważnie?!
-Twoja cipka doprowadza mnie do obłędu.
Spoważniała, a później skrzywiła usta w grymasie udawanego niezadowolenia. Jakby chciała powiedzieć: długo tak jeszcze będziesz się przyglądał?
-No… dalej!
Wsunęła ręce pod kolana, chwyciła dłońmi za pośladki i rozciągnęła je. Jej cipa wyglądała teraz, jak nora lisa .
-Och!
Nie zważałem na nic, zaciągałem się.
-Mniam, same smakowitości, co?!
-Mmmmm, och! - mruknąłem.
-Bierz, nie krępuj się.
-Och!
-Bierz mnie!
Przysunąłem się bliżej, głowę położyłem bardzo nisko.
-Nie widzę nic więcej…  
-Pozwalam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...