25. Ten jebaka był biały.
Mały, różowy kutasik wciąż wspierał się na materacu, a ona ciągle poruszała biodrami. Stanik napiął się i powoli zaczął zjeżdżać z jej cycków. Wąchałem. Szczerze zwariowałem na punkcie jej zapachu. Był niesamowity.
-Tak, ale ten też jest dobry, - dyszała, - och powiem więcej… jest zajebisty, boski!
Robiło mi się gorąco z podniecenia.
-No, no… wyobrażam sobie, że to na mnie się tak nadziewasz, koleżanko.
Teraz to ona się roześmiała.
Przysunąłem się bliżej, by móc mocniej czuć jej egzotyczny ogród miłości, by lepiej widzieć tą wspaniałą akcję. Oderwała paluszki od łechtaczki i całą uwagę skupiła na rozciąganiu elastycznych grubych warg. Ciemno różowa pizdeczka, ciasnym chwytem obejmowała dożo jaśniejszego sztucznego fiuta. Poruszała biodrami w górę i w dół. Biustonosz całkiem zsunął się z cycków odsłaniając brązowe brodawki.
-Och, jak mocno mnie szturmuje! - jęknęła.
-Widzę, widzę, - odpowiedziałem.
-Och, och, nie wytrzymam. Moja cipka szaleje!
Śmiałem się.
-Szalej mała, szalej… uwielbiam to!
Uniosła nogi do góry, chwyciła je pod kolanami i zacisnęła uda.
Różowy fallus, wyginając się, siedział w jej cipce i zapierał okrągłymi jajami o prześcieradło. Zsunąłem się na podłogę. Wjechałem jej aromat i patrzyłem z coraz większym podnieceniem.
-O tak, tak… jeszcze, jeszcze… Boże frunę! - wyrzucała z siebie z coraz większym podnieceniem.
Po chwili wtrąciłem:
-Niesamowite… ten kolor, te jaja… jak żywy!
Jakiś czas później stałem już na materacu i obserwowałem ją z góry. Mocniej zaciskała uda. Jej cipka pulsowała. Wdychałem cudowny aromat.
-Och, patrz, patrz, już dochodzę! Aaaaaach!
-Nie przerywaj, nie przerywaj. Jesteś niesamowita! - dopingowałem.
-Lubisz? Lubisz to? Powiedz!
-O tak, tak, lubię, uwielbiam. Zajebisty pokaz.
Rozsiadłem się wygodnie, pochyliłem w jej stronę i patrzyłem. Obserwowałem, jak delikatnie porusza biodrami. Różowy, sztuczny penis wchodził w nią, przeciskając się przez mocny uścisk nierównym użebrowaniem sztucznych naczyń krwionośnych. Oszałamiająca, wielka dupa, wydawała mi się jeszcze potężniejsza, niż wcześniej. Ze wszystkich sił chłonąłem mniej zapach. Raz, za razem, głęboko się zaciągałem.
-Ooooch, jeszcze trochę, och tak, tak… ach, ach! - wzdychała.
-Twoja cipeczka wspaniale się ślini, - powiedziałem z podziwem.
Położyła się wygodnie, wysunęła ze swojej jęzorki tego różowego fiutka, a spod poduszki, jak czarodziej królika z kapelusza, wyciągnęła jeszcze inny. Powiem szczerze, byłem w szoku.
-Popatrz! - westchnęła z triumfem.
-Och! - wytrzeszczyłem oczy. - Cóż to za potwór?!
Ten jebaka był biały, prosty i pozbawiony anatomicznego kształtu. Posiadał za to końcówkę do drażnienia łechtaczki.
Pomyślałem sobie: “Teraz to ona rozjebie swoją pizdeczkę na amen”
Specjalistyczna drażniąca końcówka przypominała dużą fasolkę. Całe urządzenie wyposażone było w pokaźny mechanizm napędowy.
-To jest mój kombajn. Zerżnie mnie do nieprzytomności, - wyjaśniła spokojnie.
Przyznam się szczerze, że trochę się wystraszyłem. Nie wiedziałem, czy dobrze ją zrozumiałem.
-Kombajn? - zapytałem z niedowierzaniem.
-No… to znaczy że, robi wszystko.
-Aha… wszystko… - westchnąłem, a po moich plecach przebiegł dreszcz.
Uniosła się wyżej na poduszce i od razu, nie czekając na dalsze słowa zachęty, sobie go włożyła. Wszedł w jej cipkę z głośnym mlaśnięciem i wyrzutem intensywnej porcji zapachu.
-No młody, teraz przypatrz się uważnie, - powiedziała tak, jakby za chwilę, rzeczywiście, miało stać się coś niesamowitego.
Od wewnętrznej strony małego wyrostka, przeznaczonego do drażnienia jej wisienki, znajdowało się kilka rzędów drobniutkich wypustek. Podobne, chociaż nieznacznie mniejsze wyrastały z samego trzonu w jego rozwidleniu.
Byłem w coraz większym szoku.
-O rany! To się do tego nadaje? Nie zrobisz sobie krzywdy?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz