15. Prawdziwa egzotyka.
Znowu stanęła w szerszym rozkroku. Wsunąłem się między jej nogi. Ułożyła dłonie po obu stronach swojej szparki. Palcami rozgarnęła płatki na boki. Nacisnęła powyżej łechtaczki, zmuszając ją, by, jak ślimak, wyszła ze swojego ukrycia. Zmrużyła oczy i znowu się uśmiechała. Całymi płucami chłonąłem jej zapach.
-Ładna, co?!
-Prawdziwe dzieło sztuki.
-Twoja.
-Moja?
-Tak. Dziś jest twoja.
-Twoja cipka to, po prostu cudo!
Cieszę się, że tak sądzisz.
-Bardzo chętnie się z nią zaprzyjaźnię.
-Patrz teraz!
Z dwóch stron, palcami wskazującymi ścisnęła swoją słodką wisienkę.
-Uf! - ciężko wypuściłem powietrze z płuc.
Płatki jej róży napęczniały jeszcze bardziej i zrobiły się jeszcze ciemniejsze. Tak słodko pachniała. Zdawało mi się, że jestem w najlepszej, markowej perfumerii. Jej uśmiech stał się jeszcze bardziej szerszy i serdeczny.
-Podoba ci się mój dzyndzelek? - spytała zaczepnie.
Znów zadrżałem.
-Och, nie tylko on!
Patrzyła na mnie bardzo słodko.
-Tak?!
-Twoja szparka jest jak cukierek.
Uniosłem się jeszcze wyżej. Byłem blisko, bardzo blisko jej pizdeczki. Wewnętrzne płatki wciąż były zwarte, ale soczyście napęczniałe i mocno pomarszczone, porośnięte pojedynczymi, rzadkimi włoskami, jakby przez nieuwagę pozostawionymi na swoim miejscu. Wykonałem dwa bardzo głębokie wdechy i za trzecim zatrzymałem powietrze w płucach.
-Och, prawdziwa egzotyka, co?! - powiedziała ze śmiechem.
-Pierwsza klasa! Towar z importu, można powiedzieć.
Odwróciła się tyłem, lekko pochyliła do przodu, a później położyła dłonie na swoich pośladkach, rozwierając ich połówki i prezentując mi swoją gorącą brzoskwinkę.
Tym razem rozjechała się do samego dna. Uwydatniając wszystkie swoje kanaliki i zakamarki. Płatki wyglądały jak dwie połówki tłustego, mokrego małża wysuwające się ze swojej muszli. W moją stronę buchnęła gorąca, odurzająca fala.
-A teraz z drugiej strony, - wyjaśniła.
-Ooooooo! - westchnąłem.
-Ależ, śmiało, patrz, - zachęcała.
-Och!
-No, patrz!
-Przestań!
-No co ty?!
-Przestań, bo się spuszczę!
W tej chwili, zdawało mi się, że rzeczywiście może się to stać. Trudno było mi powstrzymać wciąż narastające podniecenie.
Pochyliła się jeszcze bardziej, jeszcze mocniej wypinając tyłek.
-Ha, ha, ha! - roześmiała się w głos.
Cały dygotalem z wrażenia.
-Jesteś szalona!
Wcale się tym nie przejęła. Dłonie opuściła poniżej pośladków. W połowie cipki przesunęła je na wewnętrzną stronę ud i rozciągnęła skórę na boki. Jej czeluść ziała głęboką rozpadliną, błyszcząc i lśniąc, wyciekającymi już obficie sokami. Oddychałem głęboko, popadając w coraz większe oszołomienie.
W końcu odezwała się:
-Och, fajnie by było, gdybyś go tam włożył.
-Chcesz mnie…? - spytałem, jakby z niedowierzaniem.
-Uhu… - mruknęła.
Wypiłem wzrok w samo sedno sprawy.
-… tam, w środku?
-Mmmmmm… - jeszcze raz westchnęła z uśmiechem.
Tego było aż nadto.
-Och!
Swoją twarz przysunąłem na odległość około pół metra.
Okolice jej norki były ciemniejsze od reszty skóry, ciemnobrązowe, tworzące, koncentrycznie rozbiegające się smugi. Widziałem głęboki kanał wejścia do jej jaskini. Miałem wrażenie, że intensywny, słodki i odurzający zapach docierał bezpośrednio do mojego mózgu.
-Zauważ… - zaczęła poważnym tonem.
-Tak? - spytałem niepewnie.
-… że taka dziura… - kontynuowała.
-Tak?? - oczekiwałem w napięciu na każde, kolejne słowo.
-… to dla takiego chłopaka, jak ty… - mówiła.
-Tak???
-… jak wygrana na loterii…
Miałem wrażenie że odgadnęła wszystkie moje myśli.
-Taaaak!
-Rozumiesz?
-Jak najbardziej. To kunszt najwyższego sortu, droga pani. Czyż nie?!
-Doskonale!
-Ja też się cieszę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz