7. Kutas jak pies myśliwski.
Uśmiechnęła się słodko.
-Jesteś pewny?
-Tak. To dla mnie też będzie wielka przyjemność.
-Świetnie.
-Ale…
-Tak?
-Tylko ten, jeden raz.
-No dobra.
-Jeden raz!
-Od czegoś trzeba zacząć.
-Jeden raz!!
-Dobrze, już dobrze. Boże, co za chłop?! -prychnęła cichym śmiechem.
Jedną nogę opuściła na podłogę, a na drugiej usiadła swoją cipką, rozgniatając ją niczym świeżo wypieczony bochen chleba. Wyobraziłem sobie, że przykładam tam swojego kutasa. Byłem coraz bliżej i bliżej i duszą i ciałem. Słowa, które wypowiadałem były już tylko pustymi frazesami, mającymi na celu usprawiedliwienie tego, co zamierzałem zrobić.
-Tylko ten jeden raz.
Odchyliła się do tyłu i bawiła swoimi cycusiami.
-Oczywiście Piotrusiu, oczywiście…
Usiadłem na podłodze między jej nogami i gapiłem się na jej broszkę. Rozwarła się, jak zarośnięty krzakami rów. Powoli traciłem nad sobą kontrolę.
-Kiedy?
-Teraz.
-Gdzie?
-W naszej sypialni.
Roześmiałem się.
-Masz wyobraźnię.
-A co?!
Chwyciła się za piersi i patrzyła na mnie z zainteresowaniem. Sekundy stawały się wiecznością.
-Co z nim?
-Nic.
Przysunąłem się jeszcze bliżej, by móc dokładniej obejrzeć jej pizdę. To była wielka, buchająca gorącem buła. Ta kobieta już mnie posiadała, niezależnie od tego, co bym powiedział.
-Jak to: “nic”?
-Nim się nie przejmuj.
-Nie przejmuj się?!
-Tak.
-Tak po prostu?
-Tak po prostu. Będzie spał do rana.
Odsunąłem się, ale wciąż pozostawałem między jej nogami. Wiedziałem, że teraz pozostał już tylko seks.
-Aha, - mruknąłem. Kiwnęła głową.
-No to jak?!
Czułem się tak, jakbym wpadł w chwilowy letarg.
-Idziesz?
Palcami rozwarła płatki swojej różyczki. Ku mojemu zaskoczeniu pod czarnymi mięsistymi wargami znajdowało się różowe bardzo delikatne wnętrze. Tak bardzo pragnąłem, by zabrała mnie do raju.
-Idę! - odpowiedziałem z radością.
Pchnąłem drzwi i zrobiłem dwa kroki. Duże małżeńskie łóżko przykryte było kremowym, miękkim prześcieradłem. Na środku leżały dwie niedbale rzucone kołdry: jedna biała w jasnofioletowe kwiaty, druga czarna pokryta różowym, podobnym ornamentem.
“Więc, nawet kołdry mają osobne”, - pomyślałem.
Po chwili, spomiędzy tych dwóch przykryć powoli wynurzyły się zgrabne nogi a po później oszałamiające, nagie pośladki.
-Och! - westchnąłem, wykonując jeszcze jeden krok.
Weszła dwie minuty wcześniej, schowała się i udawała, że śpi, a ja niby, miałem skradać się, niczym romantyczny kochanek. Czy nim byłem? Nawet zastanawiałem się nad tym, ale zdaje się, że nie mogłem znaleźć żadnej odpowiedzi. Chyba, raczej czułem się, jak żigolak spełniający zachcianki bogatej, starszej kobiety. Chociaż, być może, czułem się też kolegą starającym się pocieszyć zawiedzioną przyjaciółkę. Być może, czułem się wszystkim tym po trochu. Na pewno byłem bardzo podniecony i pragnąłem, jak najszybciej rozładować zgromadzone w moich członkach napięcie.
Potarła łydkami o siebie, a później podciągnęła jedno kolano pod brzuch. Między jej pośladkami utworzyła się dziurka prowadząca wprost do, mocno napęczniałej, cipeczki. Nie widziałem jej dokładnie, ale czułem ten słodki, odurzający zapach.
Obserwując ciemną karnację jej skóry, wykonałem kolejne dwa kroki. Z drugiej strony wystawała głowa. Rzeczywiście wyglądała, jakby spała w najlepsze, ale wiedziałem, że jest to tylko część gry, którą od samego początku prowadziła.
Wszedłem na łóżko i, na czworakach, zbliżałem się do niej. Mój, sztywny jak rakieta, kutas zachowywał się, jak pies myśliwski, poruszający się tropem zwierzyny, unosił i opuszczał swój łeb.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz