33. Lubisz ją?
-Janusz? - zapytała w pewnym momencie.
Odwróciłem głowę w jej stronę.
-Tak?
-Czy ty z tą Agą… no wiesz z tą spod 109, to na poważnie?
Zadając takie pytanie w tym momencie, dolała tylko oliwy do ognia. Byłem zmieszany, rozkojarzony i bardzo podniecony. Nie bardzo wiedziałem, co mam jej odpowiedzieć.
Agata, to zupełnie inna historia. Piękna, delikatna blondynka, jak się później później, okazało skrzywdzona przez los i bardzo chora. Była moją najlepszą koleżanką. Traktowała mnie jak swojego przyjaciela, kogoś, komu można się wygadać i wypłakać w rękaw. Wydaje mi się, że większość ludzi z hotelu tak uważała. Chyba z tego względu, że równie często u niej przesiadywałem. Czasami miałem wrażenie, że coś między nami jest, że tworzy się jakiś rodzaj silniejszego związku. Jednak nigdy do niczego nie dochodziło. Zwykle kończyło się na długich i szczerych rozmowach do późna w nocy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o jej chorobie i o problemach rodzinnych. Jednak już w tym momencie zaczynałem rozumieć, że czuję do niej coś więcej, niż tylko przyjaźń.
-Nie... tak... właściwie, to nie wiem, - odezwałem się niezrozumiale.
Uśmiechnęła się w taki sposób, że po moich plecach przebiegł dreszcz. Miałem wrażenie, że za chwilę się na mnie rzuci i mnie zgwałci.
-No to jak? Jesteś z nią, czy nie? - powiedziała z naciskiem.
Nie chciałem brnąć w tą dyskusję.
-Nie, - wyrzuciłem z siebie.
-Akurat. Widzę, że spędzasz u niej bardzo dużo czasu. Z daleka widać, że coś między wami się dzieje - odezwała się, a jej oczy rozbłysły dzikim blaskiem.
Czułem się bardzo niekomfortowo, a jednocześnie nie potrafiłem wycofać się w tej sytuacji. W jakiś dziwny sposób mnie to nakręcało.
-Kurczę, tak?! - spytałem zaskoczony.
Pokiwała głową.
-Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym.
Nie odpuszczała i postanowiła dalej drążyć temat.
-Przestań. Widzę, jak na nią patrzysz. Podoba ci się?
Zastanawiałem się, dlaczego nie dawała mi spokoju. Chociaż, tak naprawdę, podświadomie czułem, o co jej chodzi.
-Tak. Podoba mi się. Bardzo, - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Lubisz ją? - ciągnęła.
Wciągnąłem głęboko powietrze do płuc. Czułem się coraz bardziej rozdarty. Z jednej strony miałem ogromną potrzebę rozmowy na ten temat, z drugiej zaś czułem, jakbym dokonywał profanacji na osobie, która mogła być tą jedyną w moim życiu.
-Tak, - odpowiedziałem krótko.
-Z tego, co widzę, jesteście jesteście dobrymi przyjaciółmi.
To było prawdą, więc pokiwałem głową.
-Wydaje mi się, że chyba ją kochasz?
Nic nie odpowiedziałem. Miałem wrażenie, że stoję pod murem, a ona celuje do mnie z karabinu. Stuknęła mnie w bok.
-No powiesz, czy nie?!
Byłem coraz bardziej skrępowany.
-Nie wiem.
-Jak to?! Nie wiesz, czy ją kochasz?!
Zmarszczyłem brwi. Chciałem by dała mi spokój.
-Nie chcę o tym mówić, - rzuciłem.
Gdy zapadł zmrok, nasza przewodniczka poległa całkowicie. Jednej z biesiadujących grup dała się namówić na strzemiennego, niby to na przełamanie lodów, po którym był w następny i jeszcze jeden. W końcu została wciągnięta dobrze bawiące się towarzystwo na przodzie autobusu. Od tej pory panowała już wolnoamerykanka. Na pierwszy rzut oka wyglądało na to, że trzeźwy jest tylko kierowca, a właściwie dwóch, bo miał zmiennika.
Jednak, kiedy się lepiej przyjrzeć, okazywało się, że wcale tak nie było. Nie piłem ja, moja koleżanka oraz jeszcze kilka innych osób siedzących obok. Wszyscy którzy byli trzeźwi, przenieśli się na tył autobusu, aby odizolować się od nieprzyjemnej atmosfery alkoholu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz