32. Smog.
Teraz dopiero zaczynało do mnie docierać to, w jakim zespole przyjdzie mi spędzić najbliższe trzydzieści sześć godzin i zaczynało mnie to przerażać. Brzęk butelek w siatkach i reklamówkach tworzył coś w rodzaju koncertu. W autobusie zaczęły się tworzyć się grupy wzajemnej adoracji. Nim zdążyliśmy ruszyć z miejsca, usłyszałem pierwsze otwierane piwa. Oczywiście, na początku po kryjomu.
Zanim kierowca zapuścił silnik, do autobusu weszła nasza przewodniczka, która wiedząc, co się święci, odezwała się poważnym tonem:
-Proszę państwa, chciałam zaznaczyć, że w pojeździe obowiązuje całkowity zakaz palenia oraz spożywania alkoholu. Będziemy zatrzymywać się na krótkie postoje i wtedy będzie czas, aby wypić piwo, czy zapalić papierosa. Bardzo proszę teraz tego nie robić. Ja także palę, ale zdaję sobie sprawę, że prócz palących, jadą z nami też ludzie, którzy nie życzą sobie dymu tytoniowego autobusie.
Oczywiście po tych słowach rozległy się nieprzyjemne pomruki i śmiechy. Powiedziałbym, że słowa pani instruktorki, zbyt wielkiego wrażenia na podróżujących nie zrobiły.
W końcu ruszyliśmy. Krajobraz za oknami szybko zaczął się zmieniać. Opuściliśmy naszą miejscowość i wkrótce wyjechaliśmy poza obręb województwa. Towarzystwo zebrane w autobusie oczywiście za nic miało jakiekolwiek zakazy, wydawane przez naszą przewodniczkę. Mimo, że kilkakrotnie podnosiła się ze swojego miejsca i kategorycznie zwracała uwagę, nikt specjalnie się tym nie przejmował.
Po jakimś czasie autobus wypełnił się dymem z papierosów i mimo otwartych okien, ciężko się oddychało. Do tego jeszcze dochodził zapach piwa, które spożywano w dużych ilościach.
W pewnym momencie Hania podniosła się ze swojego fotela i powiedziala:
-Zobacz, tam na tyle jest o wiele mniej nakopcone.
Kiedy to zobaczyłem, odpowiedziałem:
-No to chodźmy.
Rzeczywiście, smog, który rozchodziły się w całym autokarze, w jakiś dziwny sposób, tutaj nie docierał, no przynajmniej w takich ilościach, jak na środku pojazdu. Dało się wytrzymać. Świadomość, że mam ma obok siebie tą właśnie dziewczynę, nieco poprawiała mi humor.
Po drodze moja koleżanka zdjęła kurtkę. Pod spodem miała luźną, cienką bluzeczkę. W pierwszej chwili nie zauważyłem niczego specjalnego dopiero. Dopiero, kiedy zajęliśmy nowe miejsca, dotarło do mnie, że przecież nie włożyła stanika. Nie biorąc już pod uwagę całej duchoty, panującej w pojeździe, temperatura (tak mi się przynajmniej zdawało) jeszcze bardziej poszybowała w górę.
Hanna miała nieduże, ale ładne, jędrne i sterczące piersi. “Uch”, - pomyślałem sobie, - “to będzie naprawdę ciekawy wyjazd”. Jej cycuszki bez najmniejszego problemu odbijały się pod cienkim materiałem. Wydawało się, że chcą się stamtąd wydostać. Mimo wszystko, to jeszcze nie było nic zdrożnego. Ot, po prostu piersi, nawet nie jakieś szczególne i moja wyobraźnia, która tworzyła podtekst do tego wszystkiego. Dopiero, kiedy towarzyszka podróży pochyliła się w moją stronę, mogłem zobaczyć jej cycki w całej okazałości. Wyglądały niczym dwie dorodne gruszki.
Zakręciło mi się w głowie, ale nie dałem tego po sobie poznać. Starałem się zachowywać się normalnie, tak jakbym niczego nie widział. Ona także, mimo iż miała świadomośc całej sytuacji, zachowywała się dość poprawnie. Staraliśmy się zachować pozory dobrego wychowania i kultury osobistej.
Co z tego, kiedy przy każdym ruchu, przy każdym skłonie widziałem te jej dwa piersiątka. Co tu dużo mówić, zadziałało to na mnie piorunująco. Kutas w moich spodniach, który w tamtym okresie i tak już przeważnie sterczał jak głupi, teraz wyprężył się jeszcze bardziej i, za cholerę, nie chciał opaść. Na pewno było to widać przez moje jeansy. Miałem wrażenie, że za chwilę rozerwie. Byłem zły na siebie, że nie włożyłem na drogę luźniejszych. Niestety, nie wziąłem pod uwagę takiej właśnie okoliczności i teraz cierpiałem z tego powodu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz