Szukaj na tym blogu

3 listopada 2017

W PGR-erze.

29. To, czego chciałem.

Na sam koniec postawiła wisienkę na tym torcie. Mianowicie zrobiła coś, czego najmniej się spodziewałam. To mnie kompletnie zaskoczyło. Zacisnęła swoje słodkie usteczka na samej końcówce. Czułem jej wargi tuż za grubą żyłą. Nie pozwalała wydostać się żołędzi na zewnątrz. Trzymała, ssała, ciągnęła. Tymczasem jej zwinna rączka kołysała się ruchami wzdłużno-posuwistymi na pozostałej części mojego kutasa.
Tego wieczora dostałem, to czego chciałem. Byłem usatysfakcjonowany. Pozostało już tylko jedno. Teraz miałem już tylko otworzyć zawory mojej lokomotywy i pozwolić ciśnieniu, zgromadzonemu w jądrach wydostać się na zewnątrz, prosto w jej gorące usteczka. Ta część zadania należała do mnie. To nie było trudne, powiedziałbym, że nawet dziecinnie łatwe. Jednak, mimo wszystko, doskonale i perfekcyjne w swojej istocie. Czułem ssanie na mojej głowicy, a  na trzonie szybko poruszającą się w rękę. Byłem gotowy gotowy do zakończenia tej wspaniałej zabawy.
-Aaaaaaaaaaauuuuuuuu!!! - zawyłem przeciągle jak syrena.
Pozwoliłem sobie na kilka sekund kompletnego zapomnienia. Nie wiedziałem, gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Czułem tylko gigantyczne skurcze między moimi nogami. Czułem, jak moje jaja pozbywają się całego zapasu gorącego nasienia. Czułem, jak to wszystko, obfitymi seriami, strzela prosto w jej słodką buzię.
O tak… byłem jej… cały... moje ciało było jej, mój kutas był jej i moje nasienie też należało do niej. Wzięła to, co chciała. Była wspaniała. Od początku tworzyła i prowadziła tą grę, a ja czułem się z tym wspaniale. Byłem uwodzony w tak cudowny sposób, że bałem się, by to wszystko nagle się nie skończyło.
Nie wiem, co się działo z moją spermą. Zdaje się, że połykała wszystko, co ze mnie wypłynęło. Nie czułem ani jednej kropli spadającej na moje ciało. Najdziwniejsze, że w ogóle nie czułem się skrępowany z tego powodu. Ona zachowywała się tak naturalnie. Nie było w tym nic zdrożnego. Po prostu drewno moje pożądanie w jej słodkie usteczka.
-Oooooooch Ewelino, och... jak mi z tobą dobrze, - dyszałem, czując że wstępuję do raju.
-Ciiiiiii… nie mów nic, - szepnęła i wróciła do pracy na moim fiucie.
-Och, jesteś taka cudowna dziewczyno!
-Ciiiii… - odezwała się powtórnie, dając mi do zrozumienia, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Jeszcze przez długą chwilę leżeliśmy tak spleceni w ciasnym uścisku, jakby bojąc się od siebie oderwać, jakby bojąc się, że za chwilę któreś z nas zniknie. Po kilku minutach zasnąłem w jej miękkich i gorących ramionach.
Obudziłem się z niesamowitym uczuciem kompletnego zaspokojenia. Kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem, że śpi jeszcze wtulona w poduszkę. Na jej twarzy malował się uroczy uśmiech. Pod zamkniętymi powiekami, co chwilę, poruszały się gałki oczne. Coś jej się śniło. Patrzyłem i zastanawiałem się, gdzie teraz się znajduje, jakie obrazy tworzy w swojej głowie i o kim, lub o czym śni.
Po dwóch tygodniach wyjechała i nigdy się już nie spotkaliśmy. Później żałowałem, że nic więcej z tego nie wyszło. Czasami zastanawiałem się, jak mogłaby się potoczyć nasza znajomość, gdyby wszystko ułożyło się inaczej. No cóż, czasami spotykamy na swojej drodze wyjątkowych ludzi, którzy choć są z nami tylko przez chwilę, pozostają w naszej pamięci na długie lata. Taka właśnie była Ewelina.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...