40. Jak para zakochanych.
Szliśmy tak dalej w milczeniu, a ona po chwili położyła nadgarstek na moim ramieniu. To było niezwykle rozczulające. Tak naprawdę, to do tego wyjazdu, między nami nic nie było. Nic. Była moją sąsiadką, może trochę przyjaciółką, chociaż raczej koleżanką. Teraz po tym gorącym, szalonym seksie, szliśmy tak w środku nocy, zamiast spać. Zamiast odpoczywać w swoich łóżkach, szliśmy tak w blasku księżyca, objęci, przytuleni jak para zakochanych.
To było dziwne, ale jednocześnie wspaniałe. Czułem wilgotny piasek pod swoimi stopami, fale, z delikatnym pluskiem, rozbijały się o brzeg. Chciałem powiedzieć: “kocham cię”, lecz nie mogłem, bo nic takiego nie czułem. Więc co to było?
W końcu dotarliśmy do owej dziwnej konstrukcji. To był, rzeczywiście, falochron. Poukładane na brzegu ogromne elementy z żelbetonu. W miejscu tym znajdowało się też nieco więcej roślin. Jakieś krzaki, zarośla. Kiedy tu dotarliśmy, odruchowo i, zupełnie naturalnie, przycupnęliśmy na tych wielkich niby głazach.
-Wiesz, - odezwała się cicho, - wykąpałabym się, ale nie wzięłam kostiumu.
Uśmiechnąłem się do niej, chociaż pewnie tego nie widziała.
-Ja też mam na to ochotę. Szkoda, że nie pomyśleliśmy o tym wcześniej.
Siedzieliśmy tak przez długą chwilę, jakby rzeczywiście było problemem nie do rozwiązania. W pewnym momencie ona się odezwała pierwsza:
-Chyba i tak to zrobię.
-Jak? - spytałem. - Jak później będziesz wracać?
-Normalnie, - odpowiedziała, - wejdę do wody bez ubrania. Kąpałeś się kiedyś nago?
Znów po moich plecach przebiegł dreszcz.
-Boże! - westchnąłem.
-Co? - rzuciła. - Wiesz, że tutaj, podobno gdzieś w pobliżu jest plaża naturystów? Czytałam o tym. Chciałbyś się na taką plażę wybrać?
-Jezu nie! - odpowiedziałem, a po chwili milczenia, dodałem, - wiesz... właściwie to tak. Tak, chciałbym pójść na taką plażę, tylko nie wiem jaka byłaby moja reakcja.
Uśmiechnęła się do mnie. Było ciemno, ale i tak widziałem ten ciepły i serdeczny uśmiech.
-Więc co, kąpiemy się?
W pierwszym odruchu już chciałem ściągać koszulkę, a później spodnie, ale nagle uświadomiłem sobie, że przez ten cały czas, gdy spacerowaliśmy, mój kutas sterczał jak szalony, próbując rozerwać spodnie. Było mi ciężko się przełamać. Musiałbym teraz to pokazać. Chociaż, właściwie, to nie było żadną moją winą, a nawet, wydawało mi się, że powinna być zadowolona, widząc mój gruby, twardy i sterczący oręż.
Mimo wszystko, była we mnie jakaś wewnętrzna blokada. Krępowałem się tego, mimo, iż miałem świadomość, że tak niedawno ona w miejscu publicznym ściągnęła majtki i, po prostu, mnie dosiadła.
Teraz stała na przede mną, patrzyła i próbowała odgadnąć, co myślę.
-No to co, - powiedziała w końcu, - rozbierasz się, czy nie?
Nie czekając na moją odpowiedź, chwyciła brzeg swojej sukienki i ściągnęła ją przez głowę. Oczywiście nie miała stanika. Była tylko w samych majtkach, które po chwili także zdjęła.
W tej samej chwili, jakby na moje życzenie, wielki księżyc, który skrywał się częściowo za chmurami, wyłonił się za nich i oświetlił jej piękne, zgrabne ciało.
Drżałem. Patrzyłem na nią i dygotałem z podniecenia. Właściwie, po raz pierwszy widziałem ją nago całkowicie nagą. Była bardziej zgrabna, niż mi się na początku zdawało.
-No dobra, ściągaj ciuchy, - ponagliła mnie.
Jednym pociągnięciem zdjąłem koszulkę, a później spodnie. Pod slipami prężył się, gotowy do akcji, penis. Byłem przekonany, że w tej chwili usłyszę jakiś komentarz, zobaczę uśmiech, albo coś w tym rodzaju. Nic, jednak, takiego nie nastąpiło. Kompletna cisza. Więc, po chwili wahania, powoli ściągnąłem siebie spodenki. Mój fiut przybrał pozycję bojową. Wyglądał jak harpun, jak kil statku, ustawiony pod kątem czterdziestu pięciu stopni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz