Szukaj na tym blogu

2 stycznia 2018

Wampir.


11. Ostatni raz.

Zrezygnowana, opuściła bezwładnie ręce. W poddańczym geście uniosła głowę i uchyliła usta. Czekała na ten ostatni raz, na tą ostatnią porcję rozkoszy, którą zamierzała mi dać.
Chociaż wiedziałem, jakie będą tego efekty, nie byłem w stanie jej odmówić. Była taka niewinna, bezbronna. Zachowywała się jak skazaniec przed egzekucją. Popatrzyłem na nią i zrobiłem to, co do mnie należało. Łagodnie wjechałem w jej gardło.
Wykonałem to, bez pośpiechu. Wchodziłem powoli, z pełną premedytacją. Czerpałem niewyobrażalną przyjemność i siłę z jej młodego delikatnego ciała. Miałem całkowitą świadomość tego, że to co wzbogaca moje, zubaża jej istnienie.
Kiedy dotarłem do samego końca, poczułem, jak moja twarda głowica przedziera się przez jej ciasny przełyk. Nie szarpała się, nie krztusiła. Spokojnie oddychała przez nos.  Dolną wargą i brodą dotykała moich jąder.
Zastygłem w bezruchu, czując, jak moim podbrzuszem szarpią coraz intensywniejsze skurcze. W jej delikatnej  buzi było gorąco, mokro i bardzo przyjemnie. Czułem jak, z każdą upływającą sekundą, staję się coraz silniejszy.
Nagle ożywiła się. Bardzo nisko chwyciła dłonią za moją fujarę i ssała sam jej czubek. Później złożyła usta w dziubek i poruszała nimi wokół twardej żyły. Z uniesioną w górę twarzą, bez przerwy mi się przyglądała.
-Ooooooch, oooooch… - wzdychałm z przejęciem.
Niespodziewanie znów mnie pochłonęła. Tym razem jeszcze głębiej i jeszcze bardziej dokładne. Czułem ją na samych jajkach. Z ochotą zacząłem poruszać biodrami. Za każdym razem przedzierałem się przez jej migdałki.
Kiedy na nią spojrzałem, zobaczyłem,  jak jej śliczne oczy znów zachodzą płaszczem mgły. Zachowywała się jak lunatyk, jak zombie.
Po krótkim czasie, jeszcze raz cofnęła swoją śliczną buzię i zajęła się samą głowicą. Pracowała nad nią z wyjątkową starannością. Po kilku minutach zaczęła lizać mój korzeń od spodu. Poruszała się raz przy razie, pozostawiając po sobie wilgotny ślad. Następnie dokładnie to samo zrobiła po obydwu jego stronach.
Nagle zachwiała się, traciła równowagę. Była coraz słabsza. Nie powinienem być zaskoczony, ale byłem. Czułem się z tym dziwnie. To było okropne podniecało mnie jeszcze bardziej. Powinienem był natychmiast przestać tą dziwną grę, lecz nie mogłem. Starałem się ze wszystkich sił, mimo to, w żaden sposób, nie mogłem tego powstrzymać. Stałem się potworem, bestią. Kierowany wyłącznie samymi instynktami, rozmawiałem jej resztki energii. Zabijałem.
W końcu upadła jak kłoda. Nie była w stanie się poruszyć. Leżała przede mną na podłoże z wyciągniętymi za głowę ramionami, z lekko rozchylonymi udami. Patrzyła na moją twarz, ale jej oczy były nieprzytomne, pozbawione blasku. Mimo to, a może właśnie dlatego była piękna. To było takie nierzeczywiste. Wyglądała jak lalka: naga, blada, z podkrążonymi oczami. Była zabawką w moich rękach, z którą mogłem zrobić wszystko.
-Och, tak mi dobrze. Proszę, kochaj się ze mną. Chcę więcej, chcę jeszcze więcej, - szeptała ledwie słyszalnym głosem.
To brzmiało, jak prośba narkomana ostatni, złoty strzał.
Drżałem. Pochyliłem się nad nią. Widziałem jak jej brodawki robią się ciemniejsze, bardziej chromowane, a sutki wypiętrzają do góry, niczym anteny.
Wziąłem ją delikatnie na ręce. Była lżejsza i bardziej drobna, niż mi się na początku wydawało. Aż trudno było uwierzyć,  że to żywy człowiek. Mimo wszystko, jej skóra była bardzo gorąca.
Skuliła się w moich objęciach jak małe dziecko. Ostrożnie ułożyłem ją na skórzanej sofie. Nie stawiała najmniejszego oporu. Bezwolnie poddawała się moim ruchom. Jej głowa opadła na bok, a oczy patrzyły gdzieś w pustą przestrzeń. Nie uśmiechała się. Jej twarz wydawała się smutna.
Ukląkłem obok starego, skórzanego posłania i pochyliłem się nad nią. Niby nie wiedziałem, co mam robić, a jednak działałem bardzo precyzyjnie.
Wąchałem. Jak dziki zwierz, wdychałem zapach jej młodego, niewinnego ciała. Drżąc i dygocąc, napawałem się nim.
-Kochaj się ze mną… proszę, - odezwała się jeszcze ciszej, niż poprzednio.
W pewnym momencie zesztywniała. Naprężenia całe ciało, mocno odchyliła głowę do tyłu, zacisnęła powieki, włożyła dłonie między uda i tak została.
-Malutka moja. Och! Tak bardzo cię pragnę, - westchnąłem, niczym krokodyl, wylewający łzy nad swoją ofiarą.
Raz przy razie zacząłem całować całe jej wątłe ciało.
Otworzyła oczy i szepnęła:
-Wejdź we mnie.
Patrzyła na mnie. Jej spojrzenie nie pozostawiało wątpliwości. Chciała tego całą swoją istotą, niezależnie od tego, co później miałoby się z nią stać.
Mój kutas odpowiedział pierwszy. Naprężył się tak, że o mało nie pękł. Wyglądał jak kawał grubej kaszanki. Palił tak, jakby był skąpany w ukropie. Nie wiedziałem, co mam z nim zrobić. Chciałem go wepchać, nie tylko w jej cipkę, ale w każdą dziurkę, którą posiadała. Pragnąłem się z nią kochać do szaleństwa, do utraty ostatniego tchu: mojego lub jej.
W tym samym momencie odwróciła się powoli na brzuch i wystawiła w moją stronę swój zgrabny, jędrny tyłeczek. W szczelinie między pośladkami i udami majaczyła słodka, wilgotna cipeczka.
Ostrożnie wszedłem na łóżko, rozsunąłem jej uda i usadowiłem się między nimi. Chwyciłem ją za biodra i uniosłem do góry. Kiedy puściłem, o dziwo, nie opadła, tylko tak została.
Ująłem mojego, szarpiącego się z rozkoszy, fiuta i, jednym, zdecydowanym pchnięciem, wysunąłem w jej ciasną jaskinię miłości.
Stęknęła tylko cicho, zacisnęła dłonie na skórzanym obiciu materaca i ciężko dyszała. Pchałem się w nią powoli do samego końca. Z wielkim trudem przedzierałem się przez zaciśnięte pierścienie jej norki.

So love it!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...