25. Tylko jeden wygrany.
Uniosła powieki i spojrzała na mnie nieobecnymi oczami. Wiedziała już, że przegrywa tą walkę. Nie prosiła, jednak o litość. Sama, z ochotą szła na stracenie. Byłem pewny, że nie mogę okazać jej miłosierdzia. W tej bitwie mógł być tylko jeden wygrany.
Przesunąłem tors do przodu i, opierając dłonie na stole, pochyliłem się nad nią. Objęła mnie swoimi ramionami i, wzdychając, poddawała się posuwisto-wzdłużnym ruchom.
Wchodziłem w nią raz za razem, szybko, zręcznie i precyzyjnie. W tym momencie w ogóle nie czułem zmęczenia. Działo się wręcz coś odwrotnego. Im dłużej i mocniej to robiłem, tym więcej energii posiadałem. W pewnej chwili przestałem już nad tym panować. Z każdą minutą rosło moje podniecenie. Mój kutas zrobił się jeszcze twardszy i jeszcze grubszy. Wyglądało na to tak, jakby sama, z oddaniem i wdzięcznością, pozbywała się całego zapasu swojej witalności, jakby sama prosiła się o śmierć.
-Oh tak, tak… bierz mnie! Oooooch taaaaak!!! - krzyczała, szeroko otwierając usta.
Nagle zrozumiałem, że coś jest nie tak. Zbyt łatwo mi szło. Dotarło do mnie, że był to podstęp. Ponownie spojrzałem w jej oczy. Jeszcze się nie poddała. Wciąż walczyła.
Zachowywała się jak jaszczurka, wymykająca się z moich silnych objęć. Wyprężyła całe swoje ciało, zgięła się w łuk. Po chwili podparła się na czubku głowy i unosiła plecy do góry. Nie wiedziałem, co się dzieje.
Ona, tymczasem, położyła dłoń na cipce, tuż obok mojego kutasa i bawiła się swoją wisienką. Skutkowało to jeszcze silniejszymi i częstszymi skurczami. W jednej sekundzie zrobiło mi się bardzo błogo. Szybko zacząłem odpływać, straciłem kontrolę nad sytuacją.
Uciekała z moich szponów. Powoli przechodziła na prowadzenie. Zamknęła oczy, uchyliła buzię, wysunęła język i zwilża nim swoje usta. Wpadała w, inny niż dotychczas, trans.
Czułem, jak wynika swoim umysłem w moją świadomość. Wbrew własnej woli, zacząłem przypominać sobie różne rzeczy z mojego życia. Wspomnienia zaczęły pojawiać się samoczynnie. Miałem wrażenie, że ktoś przejmuje nad nimi kontrolę.
Coś mi mówiło: nie stawiaj oporu, rozluźnij się, wszystko będzie dobrze. Byłem pewny, że wcale tak nie będzie. Z każdą chwilą traciłem coraz więcej sił. Z każdą chwilą moje szanse na wyjście z tej sytuacji, były coraz mniejsze. Nakaz, który nade mną górował, był coraz bardziej obezwładniający.
Znów byłem słaby, ledwo trzymałem się na nogach. Wiedziałem, że jeśli chcę przeżyć, natychmiast, muszę przejść do kontrofensywy. Zacząłem zbierać w sobie wszystkie siły, wszystko to, co jeszcze we mnie zostało.
Kiedy patrzyłem na nią, widziałem, że i ona jest na granicy wyczerpania. Jej oczy zdawały się być coraz bardziej oddalone, nieobecne.
Zacisnąłem zęby i zacząłem poruszać biodrami jeszcze szybciej. Musiałem ją mieć. Czułem, że ten wysiłek mi się opłaci, że nagroda będzie sowita. Jej cipka była taka słodka, tak mocno i sprężyście obejmowała mojego fiuta, że chwilami, to przejmujące uczucie, odbierało mi wzrok i słuch. Chciałem jej, tak bardzo chciałem pochłonąć jej istotę, to, kim była. Musiałem walczyć.
Do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu… szybko, gwałtownie, raz za razem. Trzymałem ją za uda. Jej drobne, delikatne ciało, przesuwało się po gładkiej powierzchni stołu. Jeszcze chwila, jeszcze moment, wiedziałem, że już mi nie ucieknie. To była najcięższa, ale i najsłodsza, najbardziej przyjemna walka w moim życiu.
Niemal w tym samym momencie zobaczyłem jej wspomnienia. Była naga w zielonym gęstym lesie. Poruszała się między wysokimi zaroślami zwinnie, niczym dzikie zwierzę. Zachowywała się zupełnie naturalnie. Poszukiwała kolejnej ofiary.
Oto właśnie chodziło. Była moja. Nie przerywałem, nie zwalniałem. Poruszałem i się w niej szybko, mocno, namiętnie. Kolejne wspomnienia pojawiały się coraz gwałtowniejszymi falami. Wreszcie pokonałem ją.
Znów czułem się coraz silniejszy. Wiedziałem jednak, że nie mogę odpuścić. Nie mogła wyjść z tego starcia cało. Dobrze mi szło, była coraz słabsza, jej ciało stało się wiotkie. Nie krzyczała już, oddychała coraz wolniej i płycej. Wygrałem.
Wraz z napływającą energią, zbliżał się kolejny, potężny wytrysk. Czułem jak moje podbrzusze szarpie się w coraz bardziej gwałtownych, niekontrolowanych skurczach.
W końcu nie wytrzymałem i strzeliłem jej cipkę kilkakrotnie. Napełniłem ją po brzegi swoim gorącym nasieniem.
Kiedy oszałamiające uczucie minęło, powoli się z niej wysunąłem. Była jak rzecz, nie ruszała się. Chwyciłem ją za nadgarstek, uniosłem do góry i puściłem. Opadł bezwładnie.
Jeszcze przez chwilę się jej przyglądałem. Wyglądała jak śpiąca królewna. Było po wszystkim, nie miałem to już nic do roboty.
Po kilku minutach, narzuciłem na plecy swój czarny płaszcz i stanąłem na parapecie. Niebo zaczynało jaśnieć. Miasto budziło się do życia. Nadchodził jeszcze jeden dzień i wiedziałem, że muszę znaleźć jakąś kryjówkę, by przetrwać do kolejnej nocy.
Spojrzałem w górę, przysiadłem na ugiętych kolanach i mocno się odbiłem. Poszybowałem długim łukiem na dach kamienicy stojącej po przeciwnej stronie ulicy. Przyszło mi to bez najmniejszego trudu, tak, jakby to był naturalny sposób mojego poruszania się.
Rozpierała mnie potężna energia. Czułem, że posiadam nowe, fascynujące umiejętności. Miałem ochotę, przynajmniej część z nich, wypróbować od razu. Czasu było jednak coraz mniej. Wszystko wskazywało na to, że dziś będzie słonecznie i upalnie. W moim przypadku, nie wróżyło to niczego dobrego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz