28. Ciężki dzień.
Podniosłem się i bez namysłu ruszyłem. Pociągnąłem za rączkę. Okazało się, że jest to nie tylko barek, ale też dobrze wyposażona lodówka. Wziąłem dwie szklanki i spojrzałem na nią.
-Ja napiję się soku, a ty?
-Ja też poproszę, - powiedziała drżącym głosem.
Wziąłem dobrze schłodzony kartonik i nalałem. Z nieukrywaną ochotą wróciłem do niej i wręczyłem napitek.
-Ciężki dzień dziś miałaś, co? - odezwałem się, zajmując miejsce obok niej.
-No. Niestety, - mruknęła.
-Spotkanie integracyjne?
-Nie, prośba o podwyżkę.
-I co, udało się?
-Jeszcze nie wiem? Mam nadzieję, że tak.
Miałem ochotę jej dotknąć, ale nie zrobiłem tego. Dyskretnie ją obserwowałem. Wypiła do połowy i odstawiła literatkę na podłogę.
-Przepraszam, że pytam? Ile, właściwie, masz lat? Wyglądasz młodo, ale trudno stwierdzić.
Uśmiechnąłem się.
-Nic nie szkodzi. Trzydzieści pięć, - odpowiedziałem.
-Jesteś kawalerem? Masz rodzinę?
Nerwowo podrapałem się po głowie.
-OK, w porządku. W takim razie powiedz mi, dlaczego jesteś tak dziwnie ubrany? Przecież to nie Halloween.
Musiałem coś naprędce wymyślić.
-Dwa dni temu napadli mnie jakieś zbóje. Dostałem w głowę, od tamtej pory nic nie pamiętam. Ocknąłem się kompletnie goły. Ten płaszcz, to jedyne odzienie, jakie udało mi się zdobyć.
Spojrzała na mnie z czułością.
-Och, biedny, - powiedziała, wyciągając dłoń i głaszcząc mnie po głowie. - Pewnie jesteś głodny?
“Bingo!” - pomyślałem.
-No właśnie, - mruknąłem.
-Chętnie bym ci zrobiła coś na gorąco, ale… sam widzisz… cholera jasna, po co ja tyle piłam!? Przepraszam. Zwykle taka nie jestem.
Rozczulała mnie coraz bardziej.
-Nie ma sprawy, poradzę sobie sam, jeśli oczywiście pozwolisz…
-Jasne. W kuchni masz jeszcze jedną lodówkę, taką prawdziwą, z normalnym jedzeniem. Są jajka, bekon… Usmaż sobie. Dasz radę?
Roześmiałem się w głos.
-Myślę, że sobie poradzę. Pozwolisz, że na jakiś czas, zostawię cię samą?
Teraz to ona się roześmiała.
-Dobra, idź już. Zrób trochę więcej, może ja coś zjem?
Od samego początku, w jej mieszkaniu, czułem się jak u siebie. Po kilku, może kilkunastu, minutach intensywnego krzątania się po kuchni, dwa talerzyki pysznej jajecznicy wylądowały na dużej tacy. Obok nich znalazły się jeszcze bułeczki, jakieś owoce i dwie filiżanki gorącej herbaty. Kiedy to wszystko wniosłem do salonu, spała już. Leżała z głową na oparciu i oddychała spokojnie.
-Hej, księżniczko, obudź się! Śniadanie przyniosłem, - odezwałem się rezolutnie.
Otworzyła oczy i uśmiechnęła się.
-Jakie śniadanie, przecież to kolacja? - stwierdziła spokojnie.
Byłem tak głodny, że zjadłem wszystko w mgnieniu oka. Na koniec wytarłem talerzyk pieczywem i także je skonsumowałem. Ona zrobiła to samo.
Kiedy po wszystkim, piliśmy gorący napój, odezwała się niepewnie:
-Rzeczywiście, jest tak, jak mówisz?
Zerknąłem na nią, zaskoczony.
-To znaczy? - spytałem.
-Naprawdę, napadli cię?
Uśmiechnąłem się.
-Nie. Jestem wampirem? Seksualnym wampirem? Uprawiam seks z kobietami i pozbawiam je wszelkiej energii, - powiedziałem zupełnie poważnie.
-Hahaha… dobre. Ze mną planujesz zrobić to samo? O, już nie mogę się doczekać!
Wiedziałem, że nie potraktuje tego poważnie.
-Jeszcze nie wiesz, jakie atrakcje cię czekają, - dodałem spokojnie.
Zaczęła śmiać się jeszcze bardziej.
-I co, rzucisz się teraz na mnie i wyruchasz jak starą kurwę? - powiedziała, rechocząc.
Cała ta sytuacja zaczynała bawić także i mnie.
-Morze? - stwierdziłem lakonicznie.
Objęła mnie za szyję i pocałowała w policzek.
-Niezły bajkopisarz z ciebie, - powiedziała żartobliwie.
-No… - mruknąłem, - ale jaki sprawny w działaniu.
Wciąż się śmiała.
-Powiedz mi jeszcze jedno…
-Tak?
-Czy pod tym brudnym płaszczem, rzeczywiście, nic nie masz?
Objęła mnie za szyję i przytuliła się.
-Rzeczywiście. Chcesz sprawdzić?
Zamiast odpowiedzi, powoli zaczęła rozwijać połówki mojego ubrania. W jej oczach było widać prawdziwą ciekawość.
Kiedy odsłoniła klatkę piersiową, westchnęła:
-Boże, Nie wiem dlaczego to robię. Jestem taka niepoprawna.
-Nie czuj się winna. Wszystkie kobiety przy mnie tak się zachowują, - wyjaśniłem.
Znów zaczęła się głośno śmiać. Najwyraźniej mówienie prawdy, wprawiało ją w coraz lepszy nastrój. Widocznie traktowała to jako świetny żart.
-Och ty żigolaku mój. Powiedz mi, dlaczego cała drżę? - szepnęła, przytykając usta do mojego ucha.
-Bo wdychasz moje feromony, - stwierdziłem.
-Ach tak, feromony… - powiedziała, rozsuwając płaszcz jeszcze dalej i odsłaniając mój brzuch.
Już była moja. Nie musiałem się nawet specjalnie starać. Pochyliła się, przesuwając twarz bliżej mojego ciała.
-Spokojnie, powoli… nie spiesz się… nikt cię nie goni, - mówiłem łagodnie, starając się jak najbardziej rozciągnąć w czasie wszystkie zdarzenia, które po sobie następowały.
Uniosła głowę i spojrzała mi w oczy.
-Wampirku? - odezwała się zdrobniale.
-Słucham, - odpowiedziałem nieco oschle.
-Mogę zobaczyć twoją długą ssawkę?
Uśmiechnąłem się.
-Nawet, gdybym ci nie pozwolił, pewnie i tak byś ją zobaczyła.
-Co prawda, to prawda, - zgodziła się ze mną, starając się rozsupłać węzeł na pasku mojego płaszcza.
Kiedy jej się to udało, materiał swobodnie rozjechał się na dwie strony, ukazując potężną, sterczącą pod kątem czterdziestu pięciu stopni, pałę.
-No proszę, - odezwała się z zachwytem, - a ja myślałam, że ta twoja gadka, jest tylko po to, by nadrobić niedostatki w naturze.
Roześmiałem się w głos.
-No widzisz, jak bardzo można się pomylić w pierwszej ocenie, - powiedziałem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz