22. Jestem uzależniona.
W końcu podniosła się. Wstałem i ja. Spojrzała mi w oczy. Spoważniała.
-Nie wierzyłam, czy kiedykolwiek jeszcze spotkam któregoś z was, - powiedziała to tak spokojnie i z takim przekonaniem, że nie miałem wątpliwości, iż kiedyś rzeczywiście zetknęła się z kimś podobnym do mnie.
-Miło mi, - odezwałem się trochę niepewnie.
Na chwilę sparaliżowała mnie swoim wzrokiem.
-Jestem uzależniona, - powiedziała cicho.
Nie wiedziałem jak zareagować.
-Bierzesz coś? - zadałem głupie pytanie, chociaż, tak naprawdę, czułem, o co jej chodzi.
Patrzyła.
-Przede mną nie musisz udawać, - powiedziała po chwili.
-Że co? - spytałem, starając się wybrnąć jakoś z tej sytuacji.
-Jesteś wampirem. Kiedyś spotkałam jednego z was. Nie mam pojęcia, dlaczego jeszcze żyję. To było cudowne i niesamowite, ale dziś, dziś…
-Tak?
-Nie wiem… to chyba jest gorsze od śmierci.
-Nie rozumiem.
-No tak, jesteś jeszcze młody. Masz prawo.
-Młody?
Pominęła moje zaskoczenie milczeniem.
-Jaki on był?
-Piękny… wysoki, dobrze zbudowany… Kochałam się z nim kilka razy.
Spojrzałem na nią jeszcze bardziej zaskoczony.
-Wiem, że powinnam już nie żyć.
-Ale żyjesz.
-Żyję… i co z tego… zawieszona między życiem, a śmiercią. Nie wiesz, jak bardzo cierpię. Muszę to zrobić teraz, z tobą.
Patrzyłem na nią.
-Ale… - zacząłem i nie skończyłem.
Uśmiechnęła się smutno.
-Boisz się, że to mnie zabije, - stwierdziła.
Pokiwałam głową.
-Nie chciałbym być tego przyczyną.
-Nie wiesz, co teraz czuję. Znasz tylko myśli tych, które już nie żyją.
Pokiwałam głową.
-Właściwie, tak.
-Może ja tego chcę?
Nie wierzyłem. Rozczuliła mnie. Pierwszy raz, po przemianie, chciałem się kochać, nie dlatego, że tego potrzebowałem, że byłem tym, kim byłem, ale dlatego, że zrobiło mi się jej żal. W jakiś sposób, była podobna do mnie.
-Nie czekajmy, - powiedziała patrząc w podłogę.
Objąłem ją. Była ciepła, miękka, delikatna i… Tak bardzo mi bliska.
Powoli osuwałem się coraz niżej i niżej, aż w końcu, jeszcze raz, znalazłem się na kolanach.
Miała cipkę, jak u wróżki: delikatny, gładki wzgórek, z wąskim paskiem czarnego zarostu.
Uniosłem głowę i spojrzałem na jej twarz. Jej oczy zdawały się pogrążać w subtelnym, osobistym marzeniu. Wielkie, węgliste źrenice patrzyły na mnie nieruchomo, hipnotycznie. Bardzo przyjemnie było zmierzyć się z nimi, a jednocześnie, im dłużej się w nie wpatrywałem, tym trudniej było mi się od nich oderwać. Były, niczym oczy bazyliszka, wyglądały, jakby były sztuczne.
Zdałem sobie sprawę, że ten akt, będzie dużo bardziej przejmujący, niż poprzednie. To było coś, co przenikało mnie na wskroś swoją istotą. Energia płynęła od niej nawet wtedy, kiedy jej nie dotykałem.
-Baw mnie, pieść tak długo, jak tylko się da. Nie spiesz się, - odezwała się ciepłym, czułym głosem.
Jedną dłonią ugniatała piersi, a drugą pieściła własne usta. Była jak mała, niewinna dziewczynka, a jednak, tak bardzo dorosła i wyuzdana. Drżałem, czując, że każdy ruch na jej delikatnym ciele, wprawia mnie w niesamowitą ekscytację.
Chwyciłem ją za pośladki i zacząłem całować jej brzuch. Składałem pocałunki gęsto, raz przy razie, starając się nie pozostawić wolnego miejsca. To było jak magia, jak jakiś czarodziejski rytuał. To, co się działo, bardziej kojarzyło mi się z poezją, niż z seksem.
Pachniała inaczej, niż te wszystkie pozostałe kobiety. Upajała mnie swoim aromatem. To był rajski ogród miłości, feria zapachów niespotykanych nigdzie indziej. Chłonąłem je całymi płucami, doświadczając niebywałego szczęścia.
Dłońmi rozczesywania moje włosy, gładziła moje plecy. Woda, obfitymi strumieniami, lała się po naszych ciałach.
Mógłbym wziąć ją już teraz, ostro i gwałtownie, ale nie chciałem. Pragnąłem delektować się jej ciałem, jak najlepszym winem, bez pośpiechu, pieścić i doprowadzić na sam szczyt. Była taka wyjątkowa, była moja i tylko moja. Chciałem być blisko jej ciała, blisko jej skóry, tak blisko, by czuć jej obecność każdą swoją komórką.
Po kilku minutach zamieniliśmy się rolami. Ja wstałem, a ona przysiadła na podłodze, by muskać ustami moje podbrzusze. Robiła to lepiej, niż mógłbym sobie wyobrazić. Nie składała tradycyjnych pocałunków, tylko wodziła ustami po całej powierzchni skóry. Była cierpliwa, dokładna i bardzo delikatna.
-Spokojnie. Rozluźnij się, - odezwała się łagodnie, a ja myślałem, że za chwilę eksploduję.
Mój rumak rwał się jak szalony, wyczyniał dzikie harce, starając się zmusić mnie, bym poszedł za jego podpowiedziami. Im bardziej, nie pozwalałem mu na to, tym bardziej wściekły się robił, a, im bardziej wściekły się robił, w tym cała zabawa stawała się bardziej elektryzująca. Wszystko, co się działo, miało tak wielki potencjał energetyczny, że iskrzyło na każdym połączeniu między nami. Wszystko było magią, która rozgrywała się na pograniczu jawy i snu.
-Teraz cię wezmę, - powiedziała cicho, unosząc twarz i spoglądając mi w oczy.
W jej spojrzeniu był niezwykły spokój, łagodność i pewność siebie.
-Nie rozumiem, - powiedziałem zaskoczony.
-Po części, jestem taka jak ty, więc możesz chwilami czuć się nieco dziwne.
-Słucham?
Milczała. Pochylona do przodu, podparta na dłoniach, klęczała przede mną na posadzce. Uniosła głowę i uchyliła usta. Czekała. Chodź woda była gorąca, na jej ciele pojawiła się gęsia skórka.
Chwyciła go. Był tak gruby, że w jej drobnej buzi mieścił się zaledwie sam wierzchołek napęczniałej głowicy. Obejmowała go mocno i sprężyście. Wydawało się, że nie ma już możliwości, aby wsunął się dalej.
Przymknęła powieki i zaczęła ssać. Zakręciło mi się w głowie tak mocno, że ledwo trzymałem się na nogach. W jednej chwili poczułem jak płynie do mnie jej energia, a jednocześnie z mojego ciała ucieka moja. Mimo, że było to zaskakujące, dziwne, nie chciałem tego zmieniać. Tworzyliśmy organizm zespolony. Byliśmy w symbiozie, jak grzyby i drzewo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz