Szukaj na tym blogu

11 stycznia 2018

Wampir.

20. Czarownice.

Odwróciła się tyłem do mojej twarzy. Położyła dłonie na bocznych oparciach fotela. Zsunąłem się jeszcze niżej. Połową mojego ciała leżałem na podłodze. Mój kutas sterczał pionowo do góry i wyglądał niczym średniowieczny pal, na który nadziewano czarownice.
Bardzo szeroko rozstawiła nogi, robiąc doskonały szpagat. Powoli zaczęła opuszczać swoje biodra. Moja głowica dotknęła jej gorącej cipki, a później, z mokrym mlaśnięciem, bez pomocy rąk, wsunęła się w nią do samego końca.
-Uch, uch, ah… - stękała, a jej słodka muszelka, od samego początku, kurczyła się, przyprawiając mnie o kolejne zawroty głowy.
Nie czekając na dalsze zaproszenie, zaczęła unosić się i opadać w bardzo szybkim tempie. Wsunąłem dłonie pod jej uda i zacząłem pomagać jej w tej zabawie.
Była niesamowita. Już po kilku chwilach czułem, że zbliżam się do kolejnego orgazmu.
-Uh, uh, uuuhhh… - sapała, unosząc się i opadając.
Siłą grawitacji spadłem na podłogę. Tak leżąc, podparty o krawędź fotela, próbowałem skupić się na tym, co się ze mną dzieje. Niestety, było to bardzo trudne. Czułem, że za kilka chwil, zaleję jej norkę, obfitą ilością gorącej spermy.
Chwyciłem ją dłońmi w talii. Była miękka, zgrabna i seksowna. Upajałem się tym, co mi z siebie dawała. Brałem tyle, ile tylko mogłem wziąć.
-Oooooch proszę, zabierz mnie do raju. Teraz! - wyrzuciła z siebie, bardzo podnieconym głosem.
Drżałem na całym ciele. Wiedziałem, że spełnienie jej życzenia, oznaczać będzie też jej koniec. Bardzo niewiele już brakowało. Czułem silne szarpnięcia w moim podbrzuszu. Ich częstotliwość i siła z każdą sekundą gwałtownie rosły. Była taka słodka, tak bardzo gorąca, wilgotna i ciasna, że, w żaden sposób, nie byłem w stanie powstrzymać, napływającej wemnie rozkoszy.
-Spokojnie mała. Niech się stanie, tak jak chcesz. Za chwilę będziesz tam, gdzie pragniesz, - wyszeptałem coś w rodzaju pożegnania.
Nie musiałem się specjalnie napinać. Spokojnie i płynnie wszedłem w głęboką, przejmującą rozkosz. Stopniowo traciłem poczucie rzeczywistości. Przed moimi oczami pojawiła się ciemność, słyszałem monotonny dudniący szum, moje ciało zdawało się lewitować w przestrzeni. Czułem, że wypełniam jej cipkę po same brzegi.
-Oooooch, oooooch, yyyyhhhh… taaaaak! - dyszała.
Strzelałem raz po raz, a moje podbrzusze szarpało się w gwałtownych skurczach. Zostawiałem w jej ciele swoje nasienie, a w drugą stronę płynęła jej energia. Dawałem i brałem. Chciałem, by trwało to wiecznie.
Wciąż unosiła się i opadała, lecz czułem, że z każdą chwilą, jej ruchy stają się bardziej powolne, miękkie i pozbawione animuszu.
W końcu, upadła na mnie swoimi, mokrymi od potu, plecami. Leżała tak, coraz wolniej oddychając. Miałem wrażenie, że zapada w głęboki sen. Wiedziałem, jednak, że, najprawdopodobniej, już nigdy się z niego nie obudzi.
W końcu wydostałem się spod niej, złożyłem jej drobną dostać się na podłodze, obok fotela. Lekko oszołomiony, usiadłem na łóżku. Uniosłem głowę i rozejrzałem się dookoła. Pokój wyglądał, jak po bitwie. Wokół walały się porozrzucane, podarte na strzępy ubrania, poprzewracane meble i, dosłownie, zwłoki.
O dziwo, jakoś w ogóle, nie przerażał mnie ten widok.
-No dziewczyny, na mnie już czas, - powiedziałem spokojnie, tak jakby nigdy nic się nie stało.
Byłem nagi. Mój taran wciąż był gruby i twardy jak dyszel od wozu. Zaspokojenie, którego doznałem, ruchając je po kolei, było bardzo krótkotrwałe. W tej chwili, nie czułem już go zupełnie. Wiedziałem, że ta noc, niezależnie od tego, jak bardzo było przyjemne, nie skończy się tylko na tym spotkaniu. Musiałem szukać kolejnej ofiary.
Wstałem, podniosłem z podłogi mój czarny płaszcz, otrzepałem go i zarzuciłem na plecy. Stojąc przy drzwiach, odwróciłem się i, jeszcze raz, przeczesałem pomieszczenie wzrokiem.
Dziewczyny leżały na podłodze i łóżku. Na pierwszy rzut oka, trudno było ocenić, co, tak naprawdę, się stało. Wszystkie wyglądały tak, jakby, najnormalniej w świecie, spały. Gdyby nie to, że były pozbawione ubrań i ułożone w tak dziwnych w pozycjach, można byłoby ulec złudzeniu, że wszystko jest w porządku.
Otworzyłem drzwi i znalazłem się na klatce schodowej. Bez pośpiechu, starając się nie zwracać na siebie uwagi, ruszyłem do dołu. Nim zniknąłem za zakrętem, zorientowałem się, że drzwi sąsiedniego mieszkania otwierają się. Nie odwróciłem się, żeby nikt nie widział mojej twarzy.
-Kraina rozpusty! Diabelski pomiot! - usłyszałem za swoimi plecami głos jakiejś starszej, zbulwersowanej pani.
Wiedziałem, że będą mnie szukać. Miałem świadomość tego, że po tym zdarzeniu, rozpocznie się na mnie regularne polowanie.
Wbrew pozorom, wszystkie prostytutki, które pozbawiłem życia tej nocy, miały rodziny, bliskich i przyjaciół. Każda z nich w ciągu najbliższych kolejnych dni, była z kimś umówiona. Na każdą z nich ktoś czekał. Trudno było wymagać, aby coś takiego, przeszło niezauważone.
Mimo to, nie bałem się. Mój poziom lęku znacznie się zmniejszył. Zacząłem nabierać pewności siebie. Nie byłem już człowiekiem, a ludzie byli dla mnie tylko ofiarami. Miałem na nich polować, wysysać energię, pozbawiać życia. Z każdym kolejnym doświadczeniem, miałem być w tym coraz lepszy.
Wyszedłem na ulicę. Noc ścieliła się równo nad całym miastem. Panował kompletny spokój, tak jakby, ta wielka metropolia, przeszła do porządku dziennego nad tym, co się stało. To jeszcze bardziej umocniło moje przekonanie, że jestem bezkarny i mogę wszystko.
Postawiłem kołnierz, zawiązałem mocniej pasek i ruszyłem przed siebie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...