30. Dzieło zniszczenia.
Usiadłem, a później wstałem razem z nią. Przywarła do mnie niczym kleszcz, oplatając mnie swymi udami i ramionami tak mocno, że ciężko było mi oddychać. W tym momencie jej słodka cipeczka zwariowała.
Raz, raz, raz, raz… zaczęła kurczyć się tak mocno i tak szybko, że nie miałem pojęcia, czy to jest całkiem normalne. Kobieta wykonywała gwałtowne, szarpanie ruchy swoimi biodrami do góry i do dołu. Jedno spojrzenie w jej oczy wystarczyło, by stwierdzić, że szczytuje.
W tym momencie nie krzyczała. Szeroko otworzyła usta i ciężko oddychała. Wyglądała tak, jakby dopiero wyszła z wody, po długim nurkowaniu.
-Jestem twoja, cała twoja, och tak, tak! - wyrwało się w końcu z jej gardła.
Delikatnie położyłem ją na sofie, rozwaliłem jej unda i, trzymając za kolana, kończyłem dzieło zniszczenia. Jej pizdeczka była tak ciasna, jak diabelski otwór.
W ostatnim momencie chwyciłem palcami prawej dłoni jej wisienkę i, delikatnie ściskając, poruszałem nią na wszystkie strony.
Reakcja jej ciała była jeszcze bardziej piorunująca. Nie była w stanie już zapanować nad niczym.
-Uuuuaaahhhh, aaaaaaa!!! - zaczęła drzeć się na całe gardło.
W końcu poczułem, że i ja odpływam. Przestałem walczyć i poddałem się błogiej, słodkiej przyjemności. Z chwilą, kiedy to zrobiłem poczułem, że strzelam w nią potężną ilością gorącego nasienia. Pochłonęło mnie wszechogarniające, cudowne, boskie uczucie.
W błyskawicznym tempie wypełniłem jej cipeczkę. Sperma zaczęła wylewać się obfitym strumieniem ze wszystkich stron mojego fiuta. Pozostało tylko jedno pytanie, czy ona to przeżyje?
Wykonałem jeszcze kilka ruchów i zatrzymałem się, czerpiąc z niej energię. Po chwili wyszedłem z jej pizdeczki i stanąłem obok łóżka.
Byłem przekonany, że po takiej jeździe nie będzie w stanie się podnieść.
Rzeczywiście w pierwszej chwili miała z tym problemy, jednak już po drugiej próbie usiadła i spojrzała na mnie dzikim wzrokiem.
-To było odlotowe. Czy możemy to powtórzyć? - odezwała się do drżącym głosem.
Wyglądała na lekko rozchwianą, ale nic nie wskazywało na to, że dzieje się coś złego.
-Na dzisiaj starczy. Odpocznij, - odezwałem się krótko.
Zmrużyła powieki i zrobiła taki wyraz twarzy, że wiedziałem, iż jakakolwiek dyskusja na ten temat będzie bardzo utrudniona.
-Nie. Nie chcę. Połóż się, to jeszcze raz na ciebie wejdę, - protestowała, sugerując inną wersję wydarzeń.
-Nie wiesz co mówisz. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, w co się wpakowałaś. Nie możemy zrobić tego jeszcze raz, - starałem się przemówić jej do rozsądku.
Sprawiała wrażenie, jakby się obraziła.
-Żartujesz?! Wreszcie spotkałam faceta swojego życia, a ty mi mówisz, że nie możemy tego zrobić dwa razy?!
Nie widziałem, jak jej to wytłumaczyć.
-Posłuchaj, to nie tak. Jesteś pod działaniem substancji, które odbierają ci zdolność racjonalnego myślenia. Ja naprawdę jestem kimś złym, - zacząłem.
Chyba nie zrozumiała.
-Co?! Naszprycowałeś mnie narkotykami?
-Nie, a właściwie tak… w jakimś sensie. Ja to z siebie uwalniam. Jestem wampirem. Zabijam. Rozumiesz?
Uśmiechnęła się. Jak widać, nic nie rozumiała.
-Że co? Teraz wyciągniesz nóż i mi go wbijesz pierś?
Ująłem ją za rękę. Czułem się coraz bardziej bezradny.
-To nie tak, jak myślisz. Jestem wampirem seksualnym, - powiedziałem.
Spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Szanse przekonania jej były coraz mniejsze.
-Ta, a ja Świętym Mikołajem i rozdaję prezenty, - odezwała się ironicznie.
Pokręciłem głową.
-To nie są żarty, mówię poważnie.
Na jej twarzy pojawiało się coraz większe zacięcie.
-Daj spokój. Rozumiem, że masz jakieś humory. Może w innym miejscu? Może pozycja nie taka? Czego chcesz? Zróbmy to jeszcze raz. Po wszystkim wynagrodzę to sowicie, zobaczysz.
Pogłaskałem ją po twarzy.
-Nie o to chodzi. Lubię cię i dlatego nie chcę zrobić ci krzywdy, - powiedziałem spokojnie.
-Nie chcesz zrobić mi krzywdy?! Ja myślę, że ty już ją zrobiłeś!
Usiadła na brzegu łóżka, szeroko rozsuwając nogi. Chwyciła dłońmi za brzegi swojej słodkiej pizdeczki i rozwarła je na boki.
-Patrz, - powiedziała.
Zobaczyłem miękkie, różowe wargi, oblepione białą, gęstą substancją i zaciągnąłem się głęboko powietrzem. Mój kutas wciąż sterczał jak rakieta w pełnej gotowości. Moja ochota na seks błyskawicznie rosła i nie wiedziałem ile jeszcze uda mi się wytrzymać.
-Przestań, - odezwałem się.
Z jej oczu strzelały iskry.
-Zobacz, co z nią zrobiłeś! Nigdy nie była w takim stanie. Teraz chcesz ją tak zostawić?!
Odsunąłem się dwa metry do tyłu, zacisnąłem pięści i starałem się myśleć o czymś innym.
-Właściwie, nie wiem jak masz na imię, - odezwałem się, próbując zmienić temat.
-Barbara, - odpowiedziała automatycznie.
Zrozumiałem, że muszę zmienić taktykę. Usiadłem obok niej i czule objąłem ją ramieniem.
-Leszek, - powiedziałem, wyciągając do niej drugą rękę.
Niespodziewanie zaczęła szlochać.
-Nie wiem, co się ze mną dzieje. Nie potrafię nad tym zapanować, - usłyszałem jej przyciszony głos.
Zanurzyłem twarz w jej bujnych, jasnych włosach i pocałowałem tuż za uchem.
-Wszystko w porządku, Basiu, już dobrze, - wyszeptałem.
Trzęsła się jak zając na miedzy.
-Pragnę cię, tak bardzo cię pragnę… powiedz, dlaczego mi to robisz? - wyrzuciła z siebie drżącym, pełnym żalu, głosem.
Przytuliłem ją jeszcze mocniej i powiedziałem:
-Bo tak trzeba, Basiu.
W pewnym momencie poczułem, jak jej ciało szarpie się w silnych, niekontrolowanych skurczach, zupełnie tak, jakby dostawała paraliżu.
Następnie wyrwała się z moich czułych objęć, wykonała błyskawiczny obrót i jednym, zwinnym susem dostała się na moje kolana. Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz