14. Grupa prostytutek.
Chociaż interesowały mnie te najbardziej atrakcyjne, najmłodsze, dopiero zaczynające okres reprodukcyjny, przeleciał bym każdą, która wpadłaby w moje ręce. Nie miałem wyboru, musiałem zaspokoić swój, palący żywym ogniem, przeraźliwy głód kopulacji.
Podniosłem się i, ze zdziwieniem, stwierdziłem, że, po wcześniejszych, poparzeniach nie ma już nawet śladu. Strzepałem z siebie kurz i wyszedłem na ulicę. Była noc.
Rozejrzałem się uważnie po okolicy. Przechodniów było bardzo mało. Nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Postawiłem kołnierz, poprawiłem poły płaszcza, zawiązałem mocniej pasek i ruszyłem przed siebie.
Na swoją kolejną zdobycz nie musiałem długo czekać. Za rogiem, pod jedną z latarni, wolno przechadzała się grupa prostytutek.
Kiedy, niespodziewanie, pojawiłem się między nimi, od razu, zaczęły oferować swoje usługi.
-Hej kowboju, masz ochotę na gorącą zabawę w miłym towarzystwie? - usłyszałem miękki, aksamitny głos tuż za swoimi plecami.
W pierwszym momencie, nieco speszony, nie wiedziałem, co odpowiedzieć.
Zaszła mnie od przodu, chwyciła za klapy płaszcza i, bardzo starannie, zaczęła je układać.
-Lodzik na miejscu pięć dych, seks z gumką dwie stówy, albo, jak wolisz bez, trzy. Co ty na to, przystojniaku?! - powiedziała, przesuwając się tak blisko, że czułem zapach z ust.
Nie była brzydka, miała ceglaste, krótko obcięte włosy, duży, skromnie zapakowany biust i ładną figurę.
Zadrżałem. W pierwszym momencie miałem ochotę się na nią rzucić, porwać ze sobą, zaciągnąć w jakieś ciemne, ustronne miejsce i zrobić to, co do mnie należało. Teoretycznie, nie byłem niczym, kompletnie, ograniczony. Z każdą z nich, mogłem zrobić to, co mi się żywnie podobało. Były prostytutkami, robiły to zawodowo, zapewne, codziennie miały dziesiątki takich klientów. Niczego nie podejrzewały, same się o to prosiły, nawet moje wyrzuty sumienia były dużo mniejsze.
Jednak coś mnie powstrzymywało. Być może, tego nie byłem pewny, był to zbyt duży wybór. Czułem je. Czułem je wszystkie. Każdą z osobna i wszystkie na raz. Czułem ich cipki i nie mogłem się zdecydować.
Ta, która trzymała mnie za poły płaszcza, nie była wcale najmłodsza. Zapewne zbliżała się już do czterdziestki. W pobliżu było kilka młodszych, szczuplejszych i zgrabniejszych dziewczyn.
Widząc moje niezdecydowanie, dodała:
-Za całą noc, full service biorę tylko pięć stów.
Spojrzałem na nią, a ona pociągnęła mnie za rękę.
-No chodź, zobaczysz, na pewno nie będziesz żałował, - odezwała się jeszcze bardziej miękko, niż poprzednio.
W pewnym momencie, nie widząc mojej, zdecydowanej reakcji, jeszcze raz zmierzyła mnie wzrokiem i dodała:
-Słuchaj, a może ty jesteś… hm… no z tych innych… no wiesz, co lubią pokazywać?
Słysząc to, jej koleżanki ożywiły się. Zaszły mnie z obydwu stron i, uważnie, zaczęły mi się przyglądać.
-Ty, no rzeczywiście, popatrz tylko na niego, - odezwała się drobna blondynka, która znajdowała się po mojej lewej stronie, - taki płaszcz, o tej porze roku? Coś mi się wydaje, że koleś nic pod spodem nie ma.
Ruda, od razu, podchwyciła temat.
-No tak. Rzeczywiście. Ale mi się ciekawy gość trafił.
Chwyciła za wąski kawałek materiału, którym byłem przepasany i, powoli, metodycznie zaczęła go rozwiązywać.
Kiedy zrobiła swoje, a połówki mojego odzienia rozjechały się na boki, stanęła jak wryta. Jej oczy zrobiły się duże, a usta rozjechały w szczerym, serdecznym uśmiechu.
-O mamusiu, jakiś ty piękny i… jaką masz fujarę! - usłyszałem jej, uradowany, głos.
Zaintrygowane panienki przesunęły się do przodu.
-Wiesz co stary, - odezwała się jeszcze raz, - zwykle nie robię wyjątków, ale z tobą… jestem gotowa zrobić to za darmo.
-Zośka, nie mów, że zgarniasz go dla siebie?! Tak dobrze to nie będzie! My też chcemy się z nim zabawić,- odezwała się, z zacięciem, drobna blondynka.
Sytuacja rozwijała się w lepszym, niż mogłem przypuszczać, kierunku. Szybko policzyłem. Mogłem upiec, nie jedną, nie dwie, nawet nie trzy, ale siedem pieczeni na raz. To mogło zaspokoić, nawet najsilniejszy, głód seksu. Przynajmniej na jakiś czas.
Teraz już wiedziałem, czego chcę. Nie zastanawiałem się. Pewnym siebie głosem powiedziałem:
-No dobrze, moje, piękne panie, nie kłóćcie się. Jestem gotowy zaspokoić was wszystkie. Macie jakieś przytulne, zaciszne miejsce?
Słysząc moje słowa, wszystkie naraz, wybuchły gromkim, głośnym śmiechem.
-Jasne, że mamy, - odezwała się ruda. - Idziemy do mnie.
Po tych słowach, ruszyliśmy wąskimi, ciemnymi uliczkami miasta. Byłem, jak rodzynek, otoczony wianuszkiem zgrabnych, kuso ubranych dziewczyn. Wraz z przebytym dystansem, moja ekscytacja rosła. Tak samo rosło narzędzie skryte pod materiałem płaszcza.
Panienki były coraz bliżej, ocierały się o mnie, tuliły, co chwilę, któraś z nich brała mnie pod rękę. Działałem na nie, w jakiś dziwny, pociągający sposób.
W pewnym momencie, któraś z nich, najwidoczniej, nie mogąc się powstrzymać, wsunęła rękę pod ciemny materiał mojego ubrania i chwyciła mnie za stojącego, grubego, twardego gorącego kutasa.
-Oooooch! - westchnąłem głęboko, czując jej delikatną dłoń.
Ogarnąłem ją ramieniem, przyciągnąłem do siebie i, odwracając jej głowę w swoim kierunku, złożyłem na jej ustach głęboki pocałunek. Widziałem, jak jej źrenice uciekają pod powieki. Wstrzymała oddech i dygotała, jak galareta.
Kiedy skończyłem, długo nie mogła dojść do siebie. W końcu odezwała się drżącym głosem:
-Jezu, facet, jak ty całujesz! Nie mogę, dziewczyny, dostałam orgazmu!
Zaczęły się śmiać, ale nie wzięły tego na poważnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz