31. Aktorka porno.
Oczywiście, mój fiut wciąż był sztywny i twardy, jak trzonek od szpadla. Nadziała się na niego jednym, zdecydowanym pchnięciem. Ze zdziwienia szeroko otworzyłem usta.
-Oooooch! - westchnąłem głęboko.
Od razu zdecydowanie zaczęła unosić się i opadać. Góra-dół, góra-dół, góra-dół... podskakiwała na mnie, niczym aktorka porno. Pomyślałem sobie, że jest najbardziej szaloną kobietą, jaką kiedykolwiek poznałem.
-I po co to było? Myślałeś, że cię tak po prostu wypuszczę?! - odezwała się.
Czułem, że przegrywam. Tą walkę toczyłem nie z nią, ale z sobą samym.
-Poczekaj! Przestań! Nie... nie możesz… - próbowałem jeszcze coś wyjaśnić.
-Nie żartuj. Nie sądzę żebyś tego nie chciał. Tylko popatrz, twój zabijaka ma inne zdanie! - żartowała.
Jeszcze bardziej przyspieszyło rytm swoich ruchów.
-Przestań, proszę cię. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, co robisz.
-Tak myślisz?
Jeszcze głębiej na mnie opadła.
-Oooooch! - westchnąłem.
Mój umysł mówił jedno, a ciało drugie. W końcu poddałem się. Chwyciłem ją za biodra i zacząłem pomagać w falistych ruchach.
Tak naprawdę, ona miała rację. Chciałem, by to się stało, chciałem się z nią kochać do samego końca, do utraty tchu, nawet, jeśli miałoby to pozbawić ją życia. W pewnym sensie byłem tylko dzikim zwierzęciem, zaspokajającym swój niebotyczny głód.
Wygięła ciało do tyłu i wplotła dłonie w swoje włosy. Unosiła się i opadała, unosiła się i opadała…
-Och tak, tak… wreszcie mam to, co chciałam! Oooooo tak, tak… o to chodziło! - wołała.
-Och kobieto, nie zdajesz sobie sprawy z tego, co za chwilę się stanie, - wrzucałem z siebie kolejne prośby.
Była taka słodka, jej i cipka kurczyła się jak szalona. Kolejny orgazm czaił się za progiem świadomości. Znów czułem, że się rozpływam, że unoszę się nad łóżkiem. Z jej ciała płynął do mnie potężny strumień energii.
Była kolejną moją ofiarą. Jej los zdawał się być już przesądzony. W tej chwili nie potrafiłem już tego powstrzymać. Mogłem tylko porównywać.
Za każdym razem czułem, że jest to coś więcej, niż tylko zwykły seks, ale teraz docierało to do mnie szczególnie wyraźnie. Byłem zachłanny, jak nigdy wcześniej. Ssałem, brałem całymi garściami. Ładowałem swój akumulator, którego pojemność zdawała się być nieograniczona. Czułem się coraz bardziej szczęśliwy, usatysfakcjonowany.
-Ach Basiu, Basiu, oooooch… - wzdychałem, coraz bardziej pogrążając się w ekstazie.
Nie wyglądała na skrzywdzoną, a raczej na szczęśliwą zadowoloną z życia kobietę.
Unosiła się i opadała, unosiła się i opadała… Moje ciało ogarniało słodkie uczucie relaksu i rozluźnienia, wymieszane z, co chwilę napływającymi, falami przejmującego orgazmu.
-No i co kotku, po co to było? Po co ten opór? Widzę, że jest ci dobrze. Lubisz to? O tak… lubisz to! Jesteś taki gorący, taki napalony… - mówiła do mnie.
Jej ciepły, pełen buńczucznej zaciętości, głos, jeszcze bardziej wzmagał moje doznania. Był jak przyprawa dodana podczas ostatniej fazy gotowania.
Góra-dół, góra-dół…
-Oooooch Basiu… oooooch, uuuuaaahhhh!!!
Góra-dół, góra-dół…
Czułem jak włosy na mojej głowie unoszą się.
-No, chłopie… dajesz popalić mojej myszce! Śmiało, nie krępuj się! Daj jej porządny wycisk!
Góra-dół, góra-dół, góra-dół…
Mój penis obejmowany był boskim, sprężystym, wilgotnym i gorącym uściskiem.
-Ach Basiu, Basiu… dochodzę ooooopch!!!
Nawet na chwilę nie przerwała, mnie zwolniła. Unosiła się rytmicznie i płynnie.
-Ogierze ty mój, gdzieś ty się chował przed tym światem?! Nawet nie wiesz, jaki masz potencjał!
Góra-dół, góra-dół, góra-dół…
Było mi coraz przyjemniej, coraz bardziej błogo.
W końcu spadłem na podłogę. Mój tyłek spoczywał na miękkim dywanie, a plecy opierały się o krawędź łóżka. Nie przejęła się tym zbytnio, robiła to co wcześniej, w takim samym rytmie. Po chwili poprawiła tylko pozycję.
Góra-dół, góra-dół…
Wchodziłem w nią swoim twardym, sztywnym kutasem do samego końca. Coraz bardziej wirowało mi w głowie. Chciałem się z nią zjednoczyć, stworzyć jedną całość, być nią. Oferowała mi nowe doznania, nowe doświadczenia.
Nagle nastąpiło uderzenie, które prawie całkowicie pozbawiło mnie świadomości. To było jak wybuch bomby atomowej. Poczułem, że podłoga pod moimi ciałem znika, a ja spadam w przepaść bez końca. Mimo wszystko, to było bardzo przyjemne uczucie, którego nie chciałem przerywać.
Zapadałem mi się w sobie, czując, jak moim podbrzuszem szarpią gigantyczne, niekontrolowane skurcze.
Kiedy nieco oprzytomniałem i otworzyłem oczy, ona wciąż na mnie siedziała. Przechylając głowę na jedną stronę, patrzyła ze słodkim uśmiechem na twarzy.
-No widzisz, dobrze ci było? Po co tak się opierałeś? - powiedziała cicho.
Wciąż trząsłem się jak galareta, a moje serce waliło jak oszalałe. Z trudem się uniosłem, chwyciłem ją za szyję, przyciągnąłem do siebie i gorąco pocałowałem.
Moje zachowanie zaskoczyło mnie samego. Było nietypowe. W pierwszym momencie nawet nie zastanawiałem się, dlaczego ona wciąż jest tak dobrej formie. Powinna być, przynajmniej, tak osłabiona, że nie miałaby siły wstać. Nic takiego jednak nie obserwowałem. Jej osoba emanowała, pełnym energii, wigorem. Nic z tego nie rozumiałem. Czyżbym znowu trafił na jakiegoś wampira?
-Och skarbie, jesteś darem z nieba, - powiedziała, patrząc mi w oczy.
Próbowałem się jakoś pozbierać. Wciąż byłem rozkojarzony.
-Basiu… ja nie wiem… to nie powinno się stać…
Przyglądała mi się uważnie.
-Daj spokój. Jesteśmy dorośli. Przecież było nam tak dobrze. Dlaczego chcesz to popsuć?
-Ja… nie… nie wiem… nie chcę…
Uśmiechnęła się ciepło.
-Powiedz mi tylko jedno?
-Tak?
-Nie mogę tego pojąć. Dlaczego twój rumak wciąż stoi?
-Och, nie pytaj, bo ja sam nie potrafię tego wytłumaczyć? - westchnąłem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz