Szukaj na tym blogu

8 stycznia 2018

Wampir.


17. Słodka pizdeczka.

Chwyciłem ją mocno za pośladki i, teraz już sam, zacząłem unosić i opuszczać. Jej słodka pizdeczka poruszała się na moim korzeniu powolnym, ciężkim ślizgiem, jakby, jej mięśnie miały tysiące kilogramów nacisku.
-Już dobrze, już dobrze. Wszystko w porządku. Jesteś moja. Rozluźnij się, - szeptałem, czując, jak pochłaniam jej wspomnienia.
Widziałem kolejnych mężczyzn, przewijających się przez jej sypialnię. Mimo jej młodego wieku, było ich zadziwiająco dużo. Jako prostytutka była bardzo aktywna. Robiła to często, w wielu różnych miejscach, nie tylko w sypialni, na różne sposoby. Nawet nie wiedziałem, że pozycje, w których się kochała, były możliwe do zrealizowania.
Opadła na mnie całym swoim ciałem i zastygła w bezruchu. Czułem, jak jej serce bije coraz wolniej i wolniej. Jej ciało było wilgotne, gorące i zdawało mi się, że jeszcze wciąż drży.
Zobaczyłem ją z jakimś przystojnym chłopakiem. Była dużo młodsza niż w tej chwili. Wyglądało na to że nie miała jeszcze osiemnastu lat. To był wieczór lub noc. Spacerowali jakimiś wąskimi uliczkami miasta. W pewnym momencie zaciągnął ją w ciemną bramę i zgwałcił. Słyszałem jej szloch, głuchy płacz, odbijający się od zimnych murów.
Ocknąłem się na chwilę. Zewsząd dobiegał wrzask podekscytowanych dziewczyn.
-Bierz ją! Ruchaj ją! Jolka, podnieś się! Do roboty! Nie leń się!
Kręciły się wokół mnie. Próbowały ją ze mnie zrzucić. Objąłem ją za plecy ramionami i mocno trzymałem. Znów zapadłem w trans.
Zobaczyłem ją w pomieszczeniu przypominającym gabinet lekarski. Jakiś mężczyzna w białym fartuchu grzebał między jej udami. Później krwawiła. W następnych obrazach widziałem ją już tylko na ulicy, albo w, różnego typu lokalach.
Kiedy, kolejny raz, doszedłem do siebie, leżała na drugim końcu łóżka. Nie wyglądała na martwą. Zdawało się, że śpi smacznie. Dodatkowo, wrażenia dopełniał fakt, że pozostałe laski, w ogóle, nie zwracały na nią uwagi.
Usłyszałem tylko, jak któraś z nich rezolutnie komentuje całe zajście:
-Ale dałeś jej czadu, chłopie. Ja też tak chcę!
Nim zdążyłem to przetworzyć w swojej głowie, ruda już siedziała na mnie okrakiem. Z dużą pewnością siebie, w szybkim tempie, zaczęła unosić się i opadać. Już po pierwszych ruchach można było dostrzec działanie mojego kutasa na jej ciało. Tak jak u czarnowłosej, jej źrenice zaczęły chować się bezwiednie pod powiekami. Jej twarz zaczęła wyrażać idiotyczne, głupkowate zadowolenie.
-Uuuuaaahhhh… ale frajda, - westchnęła, chwytając się za czoło.
Znów byłem w swoim żywiole, czerpałem z nowego kielicha. Jednocześnie, Dawałem jej z siebie tyle, ile tylko mogłem. Wiedziałem już, że moje ciało, w trudny do zrozumienia sposób, wydziela z siebie jakieś fluidy, czy feromony o silnym, narkotycznym, uzależniającym działaniu. Najprawdopodobniej, całe pomieszczenie było nimi wypełnione. Tylko w ten sposób można było wyjaśnić ich nietypowe zachowanie. Dodatkowo, jeśli tylko któraś z nich, w jakikolwiek sposób, miała kontakt z moim fallusem, otrzymywała dodatkową, potężną porcję substancji, które pozbawiały ją jakiegokolwiek oporu i czyniły bezwolną, bierną ofiarą.
Pochyliła się nieco do przodu i podparła dłońmi na mojej klatce piersiowej. Kiedy na mnie wchodziła, była bez majtek. Miała na sobie, jedynie, krótką, zwiewną spódniczkę i bluzkę, pod którą nie było biustonosza.
Teraz śmiało unosiła się i opadała. Poruszała się na mnie, niczym zawodowa tancerka: sprawnie, precyzyjnie, dokładnie. Tak, jakby każdy ruch miała dokładnie przemyślany i wyćwiczony.
Góra-dół, góra-dół…
Patrzyła na mnie i uśmiechała się. Widać było, że jest jej dobrze. Jej twarz wyrażała opętańcze zadowolenie.  Wchodziłem w nią mocno i zdecydowanie. Wilgotne płatki jej różyczki za każdym razem rozgniatały się w zaroście u podstawy mojego korzenia.
Góra-dół, góra-dół…
Było słodko, upojnie i bardzo przyjemnie. Uniosła się z kolan i ułożyła swój ciężar na stopach. Przy okazji, szerzej rozsunęła uda, przez co, wchodziłem w nią jeszcze głębiej. Jej biodra były szersze, a tyłeczek bardziej obfity, niż u poprzedniczki. Zacisnęła zęby, a jej źrenice uniosły się do góry i spojrzały w sufit.
Wsunąłem dłonie pod jej luźną bluzkę i chwyciłem za duże, lekko obwisłe, piersi.
-Uuuuhhh, - westchnęła zadowolona i odchyliła się do tyłu.
Wciąż poruszała się w tym samym tempie. Mój penis, odgięty w drugą stronę, ze wszystkich sił, próbował powrócić do poprzedniej pozycji. Sprawiało mi to jeszcze większą rozkosz.
Góra-dół, góra-dół, góra -dół…
Nie wytrzymała i zdjęła siebie górną część garderoby. Uwolnione z uwięzi duże cycki, swobodnie i radośnie rozlały się na boki, ukazując całe swoje piękno i powab.
-Uh, uh ah… - wzdychała.
Głaskałem jej brzuch w okolicy pępka. Wcale nie była taka szczupła, jakby mogło się wydawać, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Miękkość i, wypełniona licznymi zakamarkami obfitość jej ciała, pobudzała moje zmysły jeszcze bardziej.
Zwinąłem, jej delikatną spódniczkę, w rulon i odsłoniłem, dokładnie wydepilowaną, wypielęgnowaną jaskinię miłości.
Dopiero teraz, tak naprawdę, poczułem, że przez moje ciało płynie potężny strumień energii. Ruda, mimo, że starsza, miała jej dużo więcej, niż młoda, ciemnowłosa laska. Była, wręcz, nią nabuzowana. Skryta pod pięknym, dorodnym ciałem, kipiała z niej każdym otworem, wypukłością, czy zagłębieniem.
Chciałem pochłonąć wszystko w jak najkrótszym czasie. Tak, jak bym się obawiał, że mi jej nie starczy.
Jeśli tak to można określić, miała inny smak, niż poprzednio, bardziej pełny i subtelny bukiet. Uśmiechnąłem się do siebie w myślach, ponieważ właśnie zdałem sobie sprawę, że powoli staję się koneserem.
Spojrzała na mnie.
-Chcesz mnie? O tak… chcesz mnie. Wiem, że mnie chcesz, - odezwała się, szczerząc do mnie zęby serdecznym uśmiechu.
Patrzyła z ufnością, z jakimś takim, pełnym upojenia, uśmiechem.
Unosiła się i opadała, udusiła się i opadała…
Tonąłem we własnych doznaniach, jak w wannie wypełnionej wodą. Znów miałem wrażenie, że unoszę się nad powierzchnią łóżka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...