10. Prawdziwy gigant.
Patrzyła, nie wierząc, że jest aż tak duży. Odwróciła wzrok i spojrzała prosto w oczy swojego partnera. Uśmiechała się z głębi serca. Już wyobrażała sobie spermę, która wytryśnie z tej ogromnej fontanny i zaleje jej twarz.
-O tak, jestem szczęśliwa, - westchnęła z przejęciem.
-No to zaraz będziesz go miała w swojej cipie, kurwo jedna, - warknął cichym, ale bardzo pewnym siebie głosem.
Spodziewała się bardziej stonowanej odpowiedzi z jego strony. Tymczasem, wyposzczony chłop już nie mógł doczekać się ostrego rżnięcia. Ona, zresztą, chyba też, lecz obydwoje pojmowali to trochę inaczej.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej jeszcze serdeczniej. Andrzej, z bezbarwnego, nieco wystraszonego, przeciętnego faceta przerodził się w prawdziwego buhaja, tytana seksu.
-Wyruchasz mnie? - spytała nieśmiało.
-Wyrucham, - odpowiedział stanowczo, ale spokojnie.
-Och! - zadrżała, - to ja poproszę dwa… nie… trzy razy.
Bardzo jej się to podobało. Chciała być wyruchana we wszystkie możliwe dziurki: w dupkę, w cipkę, w usta. Chciała go poczuć głęboko w sobie. Chciała bawić się nim, obejmować ściskać, poruszać jego skórą. Chciała wdychać jego woń. Chciała być blisko i pieścić jak maskotkę.
-A teraz zabieraj się do roboty, dziwko! - rozkazał, wyrywając ją z zamyślenia.
Spojrzała na niego maślanymi oczami. Nie podejrzewała, że to wszystko potoczy się w tym kierunku. Ona też stała się trochę inna. Z pewnej siebie kobiety, przerodziła się w małą dziewczynkę. Była trochę nieśmiała, jakby niepewna, ale mimo wszystko bardzo zepsuta. Jej wyobraźnia szalała, tworząc przeróżne, niestworzone historie.
Wstał i zatrzymał się obok łóżka. Patrzyła. To był trochę, dziwny, trochę groteskowy, trochę przerażający widok. Dość wydatny, miękki brzuszek blokował dostęp do ogromnego, wręcz potwornego, kutasa. Kutasa, którym za chwilę miała się odpowiednio zająć, który, mimo wszystko, budził w niej respekt, którego tak bardzo pragnęła.
Mimo niepewności zbliżyła się do niego. Jej oczy pozbawione były już tej pierwotnej drapieżności. Jednak, stopniowo opanowując, emocje, uspokoiła się. Przecież chciała tego. Nie zamierzała się teraz wycofywać. Czuła się, jak wąż boa, który zdecydował się na połknięcie zbyt dużej ofiary, ale odwrotu już nie było.
“Trudno, raz kozie śmierć. Trzeba skoczyć na głęboką wodę”, - pomyślała.
Chwyciła wielki trzon jego fujary, ledwie obejmując go w dłoniach i skierowała prosto do swojej buzi. Otworzyła ją szeroko, jak u dentysty, najszerzej jak tylko mogła.
“Boże, nie dam rady. Jest za wielki. Jezu kochany, jaki jest twardy i jest sprężysty. Skąd on ma w sobie tyle energii? Och, jak bardzo mnie podnieca. Cała drżę, jestem taka mokra.” - kołatało się w jej głowie.
W ostatniej chwili spojrzała na Romana, który także się temu wszystkiemu, z zaciekawieniem, przyglądał. Zadowolił ją tak dokładnie, a teraz czekał, aż jego siły powrócą i będzie znów mógł zerżnąć ją na wszystkie możliwe sposoby.
Jak mały kociak, przechyliła głowę na bok i zbliżyła się.
“Toż to prawdziwy gigant! Jak ja mam się nim zająć?” - panikowała.
Po chwili pochłonęła samą żołądź. Weszła w jej usta i zatrzymała się, blokując grupą żyłą oplatającą łeb tuż za krawędzią zębów. Jej buzia całkowicie wypełniła się wielką kaszanką.
“Ha… niemożliwe! Ojej, nie! Po prostu niemożliwe! Udało się! Sama nie wiem, jak ja to zrobiłem.” - myślała, czując się coraz bardziej rewelacyjnie.
Wyglądała jakby połknęła wąż strażacki. Takie też w odnosiła wrażenie. Jasne włosy delikatnie opadały na jej twarz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz