9. Jesteś szczęśliwa?
Powoli rozpięła guzik jego spodenek, rozsunęła połówki na boki, a później pociągnęła materiał do dołu. Przed jej oczami zawisło prawdziwe monstrum długości dochodzącej do pół metra i grubości jej przedramienia. Pochylony lekko do dołu kutas wielkim łbem w kształcie grzyba, wskazywał dokładnie czubek jej nosa. Olbrzymie jaja, niczym worek pełen piasku, wisiały po środku. Dziewczyna wciąż trzymając jego spodenki w garści, nie mogła złapać tchu. Patrzyła na ogromną rakietę z otwartymi ustami i nie mogła wydobyć z siebie ani słowa.
-To… o-on… twój… on jest twój, - dukała jak pierwszoklasista przy tablicy.
-No mój, hmm… spodziewałaś się, że będzie jakiś inny? - mruknął, pełnym satysfakcji i zadowolenia, głosem.
-Ach, podejrzewałem, że będzie wielki, ale to… - westchnęła lekko wystraszona.
-Nie podoba ci się? - zapytał.
Zrobiła głęboki wdech i odezwała się cicho:
-Och nie… tak, bardzo. Bardzo mi się podoba. Czy mogę…?
-Słucham.
-Czy mogę go dotknąć? - rzuciła nieśmiało.
-Hahaha… - roześmiał się w głos.
-No… dotykaj, jest twój.
Pękaty długi kutas był lekko pochylony w jedną stronę i lśnił naprężoną skórą oraz tkankami.
-Boże, nie… och tak! Ojejku, czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Prawdziwy okaz, - nie mogła powstrzymać potoku słów.
W jej oczach był podziw, uwielbienie, zachwyt i pożądanie. Znów szeroko otworzyła usta. Zrobiła to całkowicie bezwiednie. Patrzyła na wielki, żylasty stwór, który znajdował się tuż przed jej twarzą i był całkowicie do jej dyspozycji. Czuła, że robi się mokra. Oh, to podniecenie, tak wielkie! Wiedziała, na co się decyduje, ale, mimo wszystko, obawa, zachwyt podniecenie i wstyd mieszały się z lękiem, niepewnością, tworząc trudny do opanowania koktajl.
-No, dotykaj, śmiało! Jest twój. Rozumiesz? Jest twój. Nie bój się, to tylko fiut, - zachęcał chcąc, żeby ostra gra rozpoczęła się wreszcie.
Patrzyła i uśmiechała się.
-Ojej, nie mogę! Jest jak magiczny totem.
-Śmiało, kobieto! Bierz go swoje drobne rączki.
-Och, naprawdę?! To jest… chcesz powiedzieć, że on jest prawdziwy, że twój?!
Z zachwytem przyłożyła dłoń do ust, czując, jak drży i pulsuje jej cipka. Napięte żyły na jego powierzchni, rozciągały się wzdłuż i w poprzek falując we wszystkie strony przeróżnymi zygzakami. Pomarszczone potężne jaja, wiszące pod spodem, dopełniały wrażenia.
-No tak, wiem… och zaraz, zaraz… - nie mogła się zdecydować.
-No dawaj, dawaj cipo głupia, - irytował się trochę, - jest twój, rozumiesz?! Masz się nim zająć odpowiednio! Czemu jesteś taka zaskoczona, przecież sama tego chciałaś? Podobno sama mnie wybrałaś do tej roboty. Ja niczego nie narzucałem. Nagle stałaś się niewinna jak dziewica orleańska?! - prowokował coraz ostrzej.
Trudno było jej się przekonać. To była jej gra, jej polowanie zakończone sukcesem. Mimo wszystko, zdawała się stać przed jakąś barierą, szybą czy ścianą. Kutas był jak olbrzymi posąg. Bardziej nadawał się do podziwiania, niż do konkretnej roboty. Sam widok, sama jego obecność sprawiała, że po jej nogach płynął już słodki nektar podniecenia.
Po chwili Andrzej leżał na wznak podparty na łokciach. Jego spodenki znajdowały się w okolicy kolan. Uniosł się nieco wyżej, zbliżył swoje usta do jej ucha i szepnął:
-Wiedziałem, że się jednak przekonasz. Wiedziałem, że spodoba ci się moje przyrodzenie. Wiesz co, to jest dar, którym mam uszczęśliwiać kobiety. Jesteś szczęśliwa?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz