6. Niemy krzyk rozkoszy.
Wykonała jeszcze kilka, takich półkolistych, ruchów. Za każdym razem były coraz mocniejsze. W końcu, nawet nie wiem jak to się stało, stwierdziłem, że nie mam już na sobie ręcznika, a ona klęczy przy leżance, trzymając w dwóch dłoniach mojego kutasa i, z wielką pieczołowitością, wciera w niego żel.
Z mojego gardła wyrwało się ciche i przeciągłe:
-Oooooohhhhh…
Naprężyłem się i jeszcze mocniej zacząłem dygotać. Podziałało to na nią jak zachęta do bardziej zdecydowanego zachowania. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się tak ciepło, tak rozbrajająco, że poczułem się tak, jakby przy tym łóżku klęczał anioł.
Bawiła się moim ptakiem. Jej tłuste wilgotne dłonie przesuwały się od góry do dołu i odwrotnie. Raz się mocno zaciskały, drugi ledwie muskały napletek. Co chwilę któreś palce wsuwały się pod jądra, chwytały je, delikatnie ściskały, przybierały kuleczki i puszczały. To było tak cudowne, tak niesamowicie przejmujące całe moje ciało i duszę, że nie pozostawało mi nic innego, jak tylko ciężko dyszeć. Miałem tylko cichą nadzieję, że ona wie w jakim jestem stanie.
Po kolejnych kilku minutach przeszła do bardziej zdecydowanej pracy na moim ptaszku. Jedną dłonią ściągała skórę do dołu, przyciskając ją do jąder, a drugą bardziej naoliwioną i mokrą, przyjeżdżała po odkrytej, niesamowicie podnieconej, głowicy.
Starannie zajmowała się moim przyrodzeniem. Bez przerwy powtarzała ten sam zestaw ćwiczeń, który błyskawicznie doprowadzał mnie na sam szczyt.
Góra-dół, góra-dół… kółeczka w lewo i w prawo, zabawa z jajkami i znów góra-dół, góra-dół… Mogłem tylko mieć nadzieję, że wytrzymam jak najdłużej, bo to było cudowne. Pragnąłem tego doświadczać cały czas, tak długo, jak tylko się da.
Każda kolejna minuta była coraz trudniejsza do wytrzymania. Jej ruchy stawały się coraz bardziej zdecydowane, coraz bardziej precyzyjne i mocne. Rozpędzała machinę mojego pożądania do niebezpiecznej prędkości, ale chciałem tego. Niczego nie żałowałem i wiedziałem, że w przyszłości także nie będę żałował. Zajmowała się moim maluchem najdoskonalej, jak tylko można sobie to wyobrazić. Byłem szczęśliwy, że razem z nią mogę kroczyć do orgazmu, że to ona będzie mnie do niego doprowadzała.
Po jakimś czasie, całkowicie zrezygnowała z pozostałych ruchów i skupiła się tylko na tych posuwisto-zwrotnych. Ściska mnie za jądra ściągając napletek do dołu, a drugą dłoń przesuwała wzdłuż trzonu i żołędzi. Cały czas klęczała przy łóżku, mając twarz na wysokości mojego przyrodzenia. Patrzyła i obserwowała. Kontrolowała moje podniecenie.
Później było to już istne szaleństwo. Wciąż delikatne, wciąż niesamowicie subtelne, a jednak tak bardzo intensywne i mocne, że, krok po kroku, wyrywało moją świadomość z posad rzeczywistości. Oddychając coraz ciężej, odpływałem słodki niebyt orgazmu.
Raz, raz, raz, raz… - poruszała się jej zwinna rączka na moim fiucie. Pochyliła się do przodu, prawie opierając się na moim podbrzuszu, odwróciła głowę w moją stronę i spojrzała mi w twarz.
Bardzo chciałem na nią patrzeć uśmiechać się, ale moje źrenice uciekały gdzieś we wszystkie strony. Za żadne skarby świata nie mogłem się skupić na jednej rzeczy. Myślałem tylko o tym, co się ze mną dzieje, czego doświadczam i były to myśli mocno chaotyczne. Było tak cudownie, Tak bosko i słodko. Rozpływałem się pod jej gorącymi dotknięciami.
Uśmiechała się, co chwilę na mnie spoglądała i uśmiechała się. Był to słodki, grzeszny i trochę przewrotny uśmiech. Wiedziała, że leżę na łopatkach, dosłownie i w przenośni, leżę i piszczę ze szczęścia, które ona mi daje. Jej palce tak mocno się zaciskały, że przez całe moje ciało, od czubka głowy, po koniuszki palców u nóg, przebiegały gorące i zimne dreszcze. “Boże, Boże, Boże, co za uczucie! Och oooch!!! Nie wytrzymam! Jak mi dobrze!” - moją głowę rozsadzał niemy krzyk rozkoszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz