Szukaj na tym blogu

11 kwietnia 2019

Przygód kilka ochroniarza Mirka.

94. Rozpakować ręcznie.

Jakiś czas już pracowałem w tym sklepie i wiedziałem, że aby dotrwać do końca służby, we w miarę dobrej formie, trzeba równomiernie rozkładać siły. Jeżeli ktoś w przeciągu pierwszych kilku godzin chodzi zbyt dużo i niepotrzebnie, wiadomo, że pod koniec padnie jak mucha. Zatrzymałem się więc w drugim końcu, dyskretnie wyjąłem telefon i zacząłem przeglądać jakieś strony internetowe. Oczywiście ustawiłem się tak, by żadna z kamer nie miała mnie w polu swojego widzenia.
Nie mam pojęcia jak ona to zrobiła. Nigdy nikt nie robił jej żadnych testów, ale przypuszczam, że gdyby do takich doszło, to prawdopodobnie nadawałaby się dużo lepiej na ochroniarza niż ja, czy inni koledzy. Nie mam pojęcia. Wypatrzyła mnie jakoś, czy też specjalnie szukała między półkami?
Wiem tylko, że, na krótki moment, całą swoją uwagę skupiłem na ekranie telefonu. To była naprawdę krótka chwila. No nie wiem: kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund. Przez ten czas nie kontrolowałem tego, co się wokół mnie dzieje.
Nagle odniosłem wrażenie, że ktoś na mnie patrzy. Uniosłem wzrok i zesztywniałem  z wrażenia. Stała jakieś dwa metry dalej. Pojawiła się jak cień: cicho, bezszelestnie, prawie niezauważalnie. Nie zrobiła awantury od razu. Spokojnie czekała, aż skończę i wrócę do rzeczywistości. Mimo, że z jej ust nie wydobyło się żadne słowo, jej wzrok mówił wszystko. Myślałem, że mnie rozerwie na strzępy.
Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, jakie są konsekwencje takiego zachowania: telefon do firmy, przyjazd koordynatora, uwaga w książce służby i reprymenda. Pieniędzy mi zabrać nie mogli, bo to zbyt duża instytucja. Jednak miało to przełożenie na dalszy przebieg mojej kariery w tym sklepie.
Była niedziela,  więc do firmy nie mogła zadzwonić. To dawało jakąś nadzieję. Jednak mogła to zrobić następnego dnia. Na swoim koncie miałem już kilka wpadek więc nie chciałem kolejnych problemów.
-Z drugiej strony marketu podjechał samochód z owocami. Trzeba pomóc go rozładować, - odezwała się chłodnym głosem.
Zacząłem szybko kalkulować. Takich rzeczy, jak rozładunek towaru, absolutnie nie wolno było nam robić. Było to zakazane przez firmę ochroniarską. Przepisy mówiły jasno: byliśmy pracownikami ochrony i obsługa sklepu mogła mieć uwagi co do naszej pracy związanej tylko z pilnowaniem mienia. Nie mogli nam i niczego nakazywać, co wykracza poza nasze obowiązki.
Z drugiej strony wiedziałem, że w tej sytuacji postawienie wszystkiego na ostrzu noża, pogorszy tylko  sprawę. Bardziej opłacało się ugryźć w język i zrobić to, co chciała. Istniała nadzieja, że ta złość jej przejdzie i nic więcej nie będzie się działo.
-Dobrze, pani Wiesiu, już idę, - odezwałem się drżącym głosem i schowałem telefon do kieszeni.
Towaru nie było dużo, ale trzeba było go ustawić w kilku różnych miejscach. Szybko doszedłem do wniosku, że nie jest to dla mnie aż tak wielki problem i odrobinę “rozrywki” dobrze mi zrobi. Szczególnie, że pogoda tego dnia była przepiękna: niebo bezchmurne, a temperatura w okolicach dwudziestu stopni celsjusza.
Okazało się, że jedna z palet na samochodzie dostawczym przechyliła się na prawy bok a folia, która którą była okręcona rozerwała się do połowy. Aby nie dopuścić do całkowitego rozsypania się owoców, trzeba było wszystko bardzo ostrożnie rozpakować ręcznie. Facet podał mi skrzynki, jedna po drugiej, a ja nosiłem je na zaplecze. Kierowniczka stała w drzwiach i pokazywała palcem, gdzie mam to wszystko ustawić.
Na samym końcu zostało i już kilka małych opakowań. Nie chciałem brać ich na dwa razy. Stosik, który niosłem był trochę wyższy niż wcześniej. Pudełka nie były ciężkie, ale sięgały ponad moją głowę i przesłaniały widok.
sex

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...