Szukaj na tym blogu

14 kwietnia 2019

Przygód kilka ochroniarza Mirka.

97. Osłupiała z wrażenia.

KIedy ona coraz bardziej się denerwowała, ja byłem spokojny i opanowany.
-We czwartek. Razem z twoją najlepszą przyjaciółką, Beatą, nie pamiętasz, po dwudziestej drugiej? Sama poprosiłaś, abym jeszcze przez dziesięć minut nie uruchamiał alarmu. Razem weszłyście na magazyn, - wyjaśniłem spokojnie i rzeczowo.
Jej głos coraz mocniej się łamał.
-Że jak, że co?!
-No dokładnie to, co słyszałaś. Zastanawiam się tylko, co mogło znajdować się w tych dwóch wypchanych torbach? Jak myślisz? Twoje osobiste rzeczy? Hmm.. a może dwadzieścia kilogramów schabu, co?
Zatrzymała się bardzo blisko mnie. Miałem wrażenie, że próbuje wspiąć się na palce. Tak jakby chciała wydawać się większa, niż jest w rzeczywistości.
-Jak śmiesz?! Jak śmiesz mnie oskarżać o coś takiego?! - uważasz, że jestem złodziejką?!
Nie dałem się zbić z tropu. Dalej bardzo spokojnie tłumaczyłem:
-Ja nic nie uważam. Ja tylko stwierdzam fakty, a fakty są takie, że w magazynie brakuje kilkadziesiąt kilogramów mięsa. Fakty są takie, że próbujecie zwalić to na ochronę. Powiedz mi, jak złodzieje mogli ukraść tyle w ciągu jednego miesiąca?
-Nie masz dowodów! To to jest to jest bezpodstawne oskarżanie.
-Taa… oczywiście.
Teraz była już naprawdę wnerwiona.
-Poza tym, napadłeś mnie! Chciałeś mnie zgwałcić, łobuzie jeden, bandyto!!!
-Ha, ha, ha… ale pojechałaś po bandzie, śliczna pani.
Przyznam szczerze, że troszkę mnie rozbawiła. Pomimo zdenerwowania, bo przecież wywaliła z grubej rury, traktowałem tą sytuację, jako jako coś niedorzecznego. Mimo to, nie odpuszczała.
-Takich napalonych zboczeńców jak ty, powinno się zamykać! - wykrzykiwała.
Nie wytrzymałem.
-Ha, ha, ha, ha…  taa… jasne, - zaśmiałem się jej w twarz.
Jej argumentacja była coraz bardziej groteskowa.
-Molestowałeś mnie! Odpowiesz za to!
-Oczywiście, tylko powiedz, do którego sądu złożysz wniosek. Aha, wtedy w tym magazynie to też był gwałt, tak? Kurwa, taki gwałt, że darłaś się na całe gardło. “Och tak, tak! Mirek, głębiej! Jeszcze! Tak mi dobrze!.” Pamiętasz to? Pamiętasz, że piętami o mały włos palety z pomarańczami nie rozwaliłaś?
Dosłownie w tym samym momencie wymierzyła mi solidny policzek. Poczułem jej wilgotną, spoconą dłoń na swojej twarzy. Uderzenie było stosunkowo mocne. Poczułem silne pieczenie. Poniosły mnie jeszcze większe emocje.
Zdaje się, że nie było to zdenerwowanie. Największa złość już mi przeszła. W tym momencie promieniowała ze mnie wszechogarniająca pasja. Wszystko to związane było z tą bezsensowną sytuacją. Chciałem wygrać ten pojedynek. Chciałem jej pokazać, że wcale nie jest taka ważna, jak jej się wydaje i że się jej nie boję.
Pewnym, gwałtownym ruchem chwyciłem jej twarz z dwóch stron. Zrobiłem to w taki sposób, że nie miała szans się wyrwać. Zbliżyłem swoje usta i znów gorąco i namiętnie pocałowałem.
Mimo powtórnej sytuacji jej zdziwienie nie wcale nie było mniejsze. Wciąż patrzyła na mnie wielkimi jak złotówki oczyma. Osłupiała z wrażenia. Szczerze przyznam, że ja sam byłem zaskoczony w swoim zachowaniem. Niestety, tak się stało. Obydwoje przekroczyliśmy granicę dobrego wychowania. W każdym naszym słowie, w każdym geście było tyle energii i impulsywności, że sytuacja zdawała się gotować.
Niepokojące było to, że napięcie między nami wciąż rosło. Trudno było przewidzieć, do czego to wszystko może doprowadzić. To nie było już tylko zwykłe zdenerwowanie. Między nami iskrzyło tak bardzo, że gdyby obok znajdowało się coś łatwopalnego, to pewnie by był już pożar.
Uderzyła mnie jeszcze raz. Teraz z drugiej strony.
-Jak śmiesz! - zaczęła ale przerwała w pół słowa.


Tracey Sweet gets magnificent bush satisfied.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...