96. Agresja.
No i zdałem sobie sprawę z tego, że, tak naprawdę, jestem niesamowicie podniecony. Trzymałem ją za bluzkę, która ściągnęła się od dołu i od góry odsłaniając dużą część jej powabnego działa. Zdaje się, że chyba nawet rozpiął się jej stanik. Pokazała się część dużych, jędrnych piersi.
Była się mnie naprawdę. Nie wiedziała, na co mnie stać. Prawdopodobnie była przekonana, że jednak dostanie ode mnie wpierdol. Powiem szczerze, że to było nietypowe i (może to dziwnie zabrzmi) dosyć przyjemne uczucie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem i nie pochwalam samego zachowania, ale fajnie jest poczuć przewagę nad drugą osobą. Taką całkowitą kontrolę nad czyimś życiem, chociaż przez krótką chwilę, przez kilka sekund. Poczuć to, że ktoś się ciebie boi. To była mieszanina bardzo silnych uczuć.
Wiecie co zrobiłem? No, co mogłem zrobić? Przecież jej nie pobiłem. Jeszcze całkowicie mi na mózg nie padło.
Bardzo mocno przycisnąłem ją do siebie i pocałowałem. To był długi, namiętny i gorący pocałunek. Nie miał on jednak nic wspólnego z obopólną zgodą. Po prostu, zatopiłem swoje wargi w jej ustach i pocałowałem z wyższością, a później odepchnąłem od siebie jednym, gwałtownym ruchem.
-Jeżeli jeszcze raz to zrobisz, to nie ręczę za siebie! - warknąłem przez zęby.
Jej zaskoczenie było jeszcze większe. Przez moment patrzyła na mnie wielkimi oczami. Zmierzyłem ją tylko swoim spojrzeniem od góry do dołu. Jej ubranie było zmierzwione guziki od bluzki poodrywane, stanik rozpięty. Jestem przekonany, że w tym momencie liczyła na coś więcej. Ona także była bardzo podniecona. Tymczasem ja, powoli odwróciłem się i skierowałem w stronę drzwi.
Prawdopodobnie w tym momencie w jej głowie zapaliły się wszystkie czerwone, żółte i, nie wiem jakie jeszcze, światła, które tylko mogły się zapalić.
-Kto ci pozwolił wyjść?! - usłyszałem za swoimi plecami.
“Ha, takie klocki”, - pomyślałem.
Miałem to gdzieś. Miałem gdzieś, czy będę tutaj pracował, czy nie. W tej chwili byłem tak wkurwiony, że nie chciałem mieć z nią i nic wspólnego. Przynajmniej tego dnia. Starczy.
-Spierdalaj! - rzuciłem przez plecy.
Czułem się wyśmienicie. Czułem się jak Aleksander zdobywający nowe terytoria dla Rzymu.
Była wściekła. Widocznie takie rozwiązanie nie mieściło się w jej małym rozumku.
-Natychmiast wracaj! - rzuciła z jeszcze większą złością.
Naprawdę, było mi już wszystko jedno. Tuż za drzwiami zatrzymałem się, aby otrzepać spodnie i obejrzeć stłuczone kolano. Siniec był niewielki, ale bolesny.
-Teraz to już naprawdę przegiąłeś! - odezwała się.
-Aha, okej.
-Od poniedziałku tutaj nie pracujesz!
Odwróciłem głowę i spojrzałem w jej stronę. Chciałem zobaczyć w jej oczach chociaż odrobinę współczucia.
-Dobrze, - rzuciłem pewnym siebie głosem.
Przez kilka miesięcy zdążyłem ją już dosyć dobrze poznać. Była osobą, która nie znosiła sprzeciwu. Takie uwagi doprowadzały ją do białej gorączki.
Jeszcze dwa kroki, a już na dobre opuścił bym zaplecze. W ostatnim momencie coś mnie tknęło i postanowiłem jeszcze raz na nią spojrzeć. Stała już obok mnie. Nie wyglądała już na wystraszoną. W jej spojrzeniu była tylko agresja.
-Mam wezwać policję?! - powiedziała twardo.
Próbowała mnie zastraszyć, ale wystarczyło tylko kilka sekund, by uświadomić sobie, że nie mam się czego bać.
-Policję? Aha… no dobra. Jak chcesz, to wzywaj, tylko powiedz mi, kiedy przyjadą, bo też mam im parę rzeczy do przekazania.
-Co?!
-Nooo… i możesz też wezwać jeszcze właściciela sklepu.
Była coraz bardziej zaintrygowana.
-Właściciela sklepu???
-Ostatnio widziałem, jak wynosiłaś towar już po zamknięciu. Pewnie go to zainteresuje.
Teraz zrobiła się już nie tylko czerwona, ale wręcz sina ze złości.
-Co?!! Jaki towar?! Gdzie?! Kiedy mnie widziałeś? - wyrzucała z siebie jak automat.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz