Szukaj na tym blogu

3 kwietnia 2019

Przygód kilka ochroniarza Mirka.

86. Miejsce na moich udach.


W końcu, uśmiechając się jedną stroną ust, dodała:
-No, ale jeżeli pan jest tak bardzo zmęczony, to mogę dla pana zrobić wyjątek.
Myślałem, że w tej chwili urwę jej ten mały łeb. Co ona sobie, kurwa, myślała, że może traktować ludzi jak przedmioty?!
Usiadłem, a raczej popadłem ciężko jak kloc. To było wyściełane krzesło biurowe, ale w tej chwili było dla mnie szczytem wygody.
No dobra siedziałem i co dalej? Odwróciłem się tyłem do komputera. Nie wiem dlaczego tak zrobiłem. Chyba dlatego, że chciałem mieć ją zasięgu swojego wzroku. Mimo wszystko, starałem się nie gapić tak bardzo ostentacyjnie, jak chciałem w pierwszej chwili. Zadanie było bardzo trudne, a w pewnym momencie, wręcz niemożliwe, do osiągnięcia.
Miała to co chciała. Sprawdziła zapis w książce. Dlaczego, po prostu, nie wyszła? Dlaczego nie zostawiła mnie na tym zapleczu samego? Przecież zawsze o tej porze miała tyle pracy:  przyjęcia towaru, robienie zamówień i tak dalej. Nie wiem.
Wiem tylko jedno: to było jakieś fatum. W pewnym momencie (może stało się to zupełnie przypadkiem) przestępując z nogi na nogę w tych swoich jaskrawo czerwonych szpilkach, na moment straciła równowagę, zachwiała się i odpadła w moją stronę. Przewróciła się tak niefortunnie (dobre słowo, może o to właśnie chodziło) że wpadła wprost w moje ramiona. W ostatniej chwili zupełnie odruchowo, (no tak, kolejne rewelacyjne określenie), uchroniłem ją przed wyrżnięciem w biurko. Kurde, bodyguard się ze mnie zrobił. Jak to jest, przecież podobno tak bardzo miałem jej dosyć i tak bardzo mnie wkurwiała?
W ciągu tej jednej krótkiej chwili stwierdziłem, że ze wszystkiego jestem niesamowicie zadowolony. To było bardzo, ale to bardzo, przyjemne. Dopiero teraz, tak naprawdę, zdałem sobie sprawę z faktu, jak bardzo miękkie, pełne kształtów i atrakcyjne jest jej ciało. No cóż, to była bardzo krótka chwila, lecz dla mnie wtedy zdawała się być całą wiecznością.
Miałem ją, posiadałem najbardziej, jak to jest możliwe, ale w taki bardzo dziwny, niekonwencjonalny sposób. Trzymałem ją w swoich ramionach mocno i pewnie. Prawie siedziała na moich kolanach. Piszę “prawie” bo wtedy chyba jeszcze chciała  zachować pozory dobrego wychowania. Może brakowało śmiałości, a może delektowała się moim z mieszaniem.
No cóż, zmieszamy na pewno byłem, ale, co tu dużo ukrywać, miałem niesamowitą ochotę przekroczyć ten kolejny próg. Sytuacja wydawała się wręcz idealna.
-O Boże, Panie Mirku, przepraszam! Przepraszam bardzo. Nie chciałam. Naprawdę, - próbowała tłumaczyć się w sposób bardzo infantylny i naiwny.
Dziwne, bo każde kolejne słowo, które wypowiadała, coraz bardziej przekonywało mnie, że nie mówi prawdy. Poza tym, zamiast natychmiast się podnieść, wciąż zajmowała miejsce na moich udach. Czyżby nagle zabrakło jej sił? Może to tylko moje prywatne odczucia, że trwało to tak długo? Może. Nie wiem. Czas wtedy ciągnął się w nieskończoność. Jednak, wydawało mi się, że w przeciągu kilkunastu sekund powinna, przynajmniej zacząć, się unosić do pionu. Nic takiego jednak nie nastąpiło.
-W porządku, pani Wiesiu. Nic się nie stało, - odpowiedziałem grzecznie i już trochę bardziej pewnym głosem.
Mimowolnie, a może właśnie celowo, moja dłoń ogarnęła jej talię w połowie i mocniej przycisnęła do siebie.
Zdaje mi się, że od razu spostrzegła ten drobny gest.
-Hmm… tak pan mówi, panie Mirku? - odezwała się, udając niepewność i zmieszanie.
Usłyszałem w jej głosie dziwne wibracje i drżenie. Spojrzałem na jej twarz. Uśmiechała się, ale jej usta poruszały się nerwowo.

business women undressing

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...