85. Jej fotel.
Prowadziła mnie na zaplecze jak gąska Balbinka. W końcu, nie wiem jak to się stało, jej dłoń odnalazła moją rękę. W pierwszym momencie przejechała po niej palcami bardzo delikatnie. Pomyślałem sobie, że to zbieg okoliczności, ale zaraz później ten gest się powtórzył. Jeszcze później, dosłownie na sekundę, ścisnęła moje palce. To też miało być niby takie bardzo przypadkowe i niechcący. Było to trochę dziwne, ale przyznam, że bardzo przyjemne. Szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę nudną pracę w tym sklepie.
Gdzieś z tyłu głowy zaczęła kołatać się myśl, że coś się święci. Podświadomie czułem, że to będzie coś zupełnie innego, niż do tej pory, coś nad czym chyba nie będę miał całkowitej kontroli. Po moich plecach przebiegł chłodny dreszcz. Zacząłem obawiać się tego, co może za chwilę się stać.
Kiedy wreszcie dotarliśmy na zaplecze, poprosiła mnie, bym sprawdził, kto miał służbę dokładnie dwa tygodnie temu. Uzasadniła to tym, że coś nieoczekiwanego wydarzyło się w sklepie i ona chciałaby wiedzieć kto pracował.
W tym czasie ochrona nie miała osobnej portierni. Serwer monitoringu, jak również dokumenty służbowe znajdowały się na jednej z półek w biurze kierowniczki. Były to dosyć spartańskie warunki. Niemniej, zważywszy na rodzaj pracy, nie miało to większego znaczenia.
Stanąłem obok regału i zacząłem kartkować książkę służby. Zaszła mnie od tyłu. W pierwszej chwili odniosłem wrażenie, że razem ze mną będzie szukać odpowiedniej daty. Rzeczywiście, pozornie, mogło to tak wyglądać. Jednak szybko zorientowałem się, że skupiona jest zupełnie na czymś innym.
Stała zbyt blisko. Czułem, że granica komfortu dawno już została przekroczona. Mimo to, ona wciąż, bardzo powoli, ale jednak, przysuwała się jeszcze bardziej. Zrozumiałem, że tak blisko siebie stoją tylko ludzie, którzy są w jakiś sposób ze sobą związani. Narzeczeni, rodzice i dzieci, rodzeństwo, ale nie obce sobie osoby.
Swoim zachowaniem, w ogóle, nie ułatwiała mi zadania. Coraz bardziej mnie rozpraszała. W końcu, nie byłbym w stanie znaleźć tam, nawet, swojego nazwiska. Byłem coraz bardziej zdezorientowany, zmieszany, a nawet trochę zawstydzony. Doskonale zdawałem sobie sprawę, jak jest ubrana. To działało na mnie jak płachta na byka.
Na stopach miała czerwone lśniące szpilki, a jej jędrne zgrabne uda były całkowicie odkryte. Odczuwałem, zwierzęcy wręcz przymus, aby na nie spojrzeć. Wiedziałem też, że przez ten dekolt mogę zobaczyć jej cycki. Nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Wystarczyło tylko delikatnie odwrócić głowę. Zresztą, kątem oka i tak je lustrowałem już od kilkunastu sekund.
Na dodatek czułem jej zapach. Był delikatny, ale doskonale rozpoznawalny. Z tej odległości czułem niemal, jak paruje jej skóra. Wzbudzała moje, szczególnie silne, pożądanie, jak żadna inna kobieta do tej pory.
Byłem geniuszem. Mimo tych wszystkich problemów, w końcu, dotarłem do taty przez nią wskazanej.
-O tutaj, - powiedziałem kładąc palec.
Próbowałem coś jej jeszcze tłumaczyć, ale każde kolejne słowo wydawało mi się coraz mniej zrozumiałe, coraz bardziej odległe w czasie i przestrzeni. Wszystkie moje myśli, cała moja uwaga skupiona była już tylko na niej. Bardzo trudno było mi udawać, że jest inaczej.
W końcu zrobiło mi się tak gorąco i duszno, że zapytałem, czy mogę na chwilę usiąść. To był akurat jej fotel. Usprawiedliwiłem się tym, że bardzo bolą mnie nogi. Jednak zamiast zareagować tak jak powinna, czyli pozwolić mi posadzić moje cztery litery, odezwała się:
-No nie wiem… wydaje mi się, że powinien być pan już na sklepie.
Wszystko to sprawiało, że właściwie nie wiedziałem jak się mam zachować. Czułem się coraz bardziej niekomfortowo, a jednocześnie moje podniecenie szybowało w kosmos.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz