58. Była w jaskini lwa.
W końcu usłyszałem ciche pukanie w szybę. Było już grubo po kolacji. Stukała cichutko, ledwie słyszalnie. Drżącymi rękami otworzyłem drzwi. Więc była tu, była w jaskini lwa. Stała z opuszczonymi ramionami i uśmiechała się. Jej usta delikatnie drżały.
W końcu stwierdziłem, że zrobiło się już zbyt późno, że pewnie za chwilę wrócą jej koleżanki, z trudem oderwałem się od niej i powiedziałem:
-Słuchaj… muszę już wracać do siebie. Zaraz zaczną mnie szukać.
Westchnęła cicho. Widziałem, że jest jej trudno. Popatrzyła na mnie ze smutkiem.
-Ale wiesz, - dodałem z nadzieją w głosie, - jutro, jak będziesz tylko chciała, możesz przyjść do mnie.
Widziałem, jak na mnie spogląda. Jej oczy, same oczy, się uśmiechały. To było cudowne.
-Chcesz, żebym do ciebie przyszła? - zapytała.
Uśmiechnąłem się jeszcze cieplej.
-Och, przecież…
-Naprawdę?
-Jak najbardziej, - powiedziałem, wyciągając do niej dłoń.
Zapadła chwila ciszy.
Tu trzeba było pewne rzeczy jej wyjaśnić.
-Tylko… wiesz… widziałaś te schody… tam z tyłu? - zacząłem niepewnie.
Czułem że powoli wciągam ją w moją niecną intrygę.
-No, widziałam, - powiedziała.
Zdaje się, że wiedziała, o co chodzi. Nie była jednak pewna. Przez chwilę milczałem jeszcze, budując napięcie.
-Są tam zapasowe drzwi, - odezwała się jeszcze raz.
-No, wiesz… - puściłem do jej oczko.
-Co?
-Jakbyś chciała do mnie przyjść… no, jakbyś wyszła już z internatu… wiesz… to nie idź korytarzem.
-Aha… i co?
-No wiesz… chciałbym, żebyś obeszła skrzydło męskie i zapukała w okno.
-Aha… rozumiem.
-Chodzi o to, żebyś nie przechodziła obok portierni…
-Rozumiem… żeby nie wiedzieli, że u ciebie jestem, - podchwyciła.
-Brawo. O to chodzi. Zuch dziewczyna.
Uśmiechnęła się słodko. Musiała wiedzieć, co mam na myśli. No i stało się. Dalsza część planu miała dopiero nastąpić. Tak zakończył się ten wieczór, a ja już nie mogłem się doczekać kolejnego.
Kiedy przyszedłem do pokoju, cały drżałem. Z niecierpliwością oczekiwałem tej chwili, kiedy znowu będziemy razem. Chciałem, by wszystko wypadło jak najlepiej. Całe mieszkanie idealnie wysprzątałem i spryskałem jakimś odświeżaczem powietrza, który kupiłem na mieście. Pościeliłem też moje łóżko. Wyglądało jak w hotelu, z delikatnie wywiniętą kołdrą.
W końcu usłyszałem ciche pukanie w szybę. Było już grubo po kolacji. Stukała cichutko, ledwie słyszalnie. Drżącymi rękami otworzyłem drzwi. Więc była tu, była w jaskini lwa. Stała z opuszczonymi ramionami i uśmiechała się. Jej usta delikatnie drżały.
-Jestem, - powiedziała.
Chwyciłem ją za ramię i wciągnąłem do środka.
-Chodź. Szybko, żeby cię nikt nie zobaczył.
Zamknąłem za nią. Oczywiście drzwi na korytarz także były zaryglowane. Zasłoniłem też okno i zgasiłem górne światło. Palił się kinkiet zawieszony na ścianie, zrobiony przez mojego brata i rzucający różnobarwne cienie po całym pomieszczeniu. Miałem wrażenie, że wyciągnąłem ją w pułapkę, pułapkę, która jej odpowiadała.
Siedzieliśmy tak długą chwilę, nie odzywając się do siebie.
-Zrobiłem herbatę, - powiedziałem w końcu, - owocową. Kupiłem specjalnie dla ciebie, bo wiem, że lubisz.
Uśmiechnęła się i pokiwała głową. Niemal słyszałem, jak zegar wybija kolejne minuty. Wieczór, już sam w sobie, wydawał się być magiczny. Wydaje mi się, że gdyby tylko zaszła taka konieczność, seks moglibyśmy już sobie odpuścić. No, ale nie po to przecież tutaj przyszła.
Zaczęliśmy rozmawiać. Opowiadaliśmy różne ciekawe historie, cieszyliśmy się jak dzieci. Po prostu, było to coś naprawdę bardzo wyjątkowego. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że tak może być z dziewczyną. I powiem szczerze, że w tej chwili mam na myśli, zarówno swoje młodsze ja, jak to starsze, dojrzałe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz