57. Obok tej ślicznej panny.
Teraz, siedząc obok tej ślicznej panny, obok tej młodziutkiej, delikatnej, pachnącej świeżością laski, pieściłem jej plecy i całowałem. Nie spieszyłem się. Nie było takiej potrzeby.
Ja i on, jeżeli tak to można ująć, stopniowo coraz bardziej zrastaliśmy się ze sobą. Coraz trudniej było nas od siebie odróżnić. Nawet mnie samemu. Choć byliśmy tak bardzo inni, zważywszy nawet na różnicę wieku, powoli stawaliśmy się jednym człowiekiem. Jednym istnieniem.
Nie powiem, mnie - starszemu było to na rękę. Byłem wręcz zachwycony. Mając ponad pięćdziesiąt lat i wiedząc, że pewne rzeczy, kulturowo i obyczajowo, już mi nie przystoją, mogłem znów poczuć się jak nastolatek: napalony, lubieżny i bezwstydny. Powiem nawet więcej. W tym momencie nie ma co nawet oszukiwać. Przecież to ja byłem tym nastolatkiem. Byłem nim w każdym szczególe, z krwi i kości.
Zaczynałem nabierać wiatru w żagle. Znów wróciłem do swojego ciała sprzed trzydziestu lat. To ja byłem w tym ciele, w moim ciele. Cały czas byłem sobą, tym młodym szczupłym, zwinnym chłopakiem, który interesował się astronomią i dużo czytał. Mimo to, wciąż miałem jakieś skrupuły.
Kiedy patrzyłem na tą dziewczynę, taką delikatną i kruchą, zdała mi się być bardziej moją córką, niż kochanką i życiową partnerką. To była ta sprzeczność wewnętrzna, z którą, mnie dorosłemu, było się najtrudniej sobie poradzić. Ta dziewczyna, w pewnych momentach, wzbudzała we mnie raczej pragnienie opieki i troski, niż prawdziwe pożądanie cielesne. Wyglądała jak śliczna laleczka z wystawy, która lada moment może upaść i rozbić się na drobne kawałeczki.
Oczywiście, nie działo się to cały czas. To były tylko chwile, jakieś przelotne, toporne wyrzuty sumienia, których jak najszybciej trzeba było się pozbyć. Nie po to tutaj przybyłem, żeby zastanawiać się, czy powinienem uprawiać z nią seks, czy jest to właściwe, czy nie.
Nie wiadomo dlaczego, nachodziły mnie takie myśli, że nie mogę tego z nią robić, że jestem zbyt stary, że ona jest zbyt młoda na takie rzeczy. Chociaż, z drugiej strony doskonale zdawałem sobie sprawę z faktu, że to nieprawda.
To było oczywiste. Przecież byłem dziewiętnastolatkiem, chłopakiem z młodym, sprawnym ciałem, w którym kipiały hormony, w którym krew się burzyła jak zupa w garnku. Byłem nim. Nie mogłem temu zaprzeczyć, chociaż nie wiem jakbym się starał. Byłem tym chłopakiem z bogatą wyobraźnią, totalnie niezaspokojonym seksualnie. Byłem nim. Wiedziałem o tym doskonale. Jednocześnie byłem też dojrzałym mężczyzną, po przejściach życiowych, z bogatymi doświadczeniami, także tymi seksualnymi. No i to było trudne, trudne i fascynujące. Połączenie tych dwóch jednostek, tych dwóch osób, tworzyło coś wyjątkowego.
Teraz, siedząc obok tej ślicznej panny, obok tej młodziutkiej, delikatnej, pachnącej świeżością laski, pieściłem jej plecy i całowałem. Nie spieszyłem się. Nie było takiej potrzeby. Starałem się być cierpliwy i, choć bardzo tego pragnąłem nie nakłaniałem jej do niczego. Nie doprowadzałem do pospiesznego i nachalnego zbliżenia. To jeszcze nie był ta chwila. Miałem plan. Chciałem tylko pokazać, na co może z mojej strony liczyć.
Tak, czy inaczej, wszystko toczyło się dalej, niejako własnym rytmem. Po chwili obydwie dłonie trzymałem już pod jej ubraniem, pod tą bluzką. To było bardzo miłe. Nie pchałem się dalej, nie starałem się odpiąć jej stanika. Nie starałem się wepchać swoich łap w jej majtki. Chociaż, być może, w tej chwili, by mi się to nawet udało. Delikatnie gładziłem jej plecy i brzuch. Dotykałem. Ona to akceptowała i było wszystko w porządku. Ja liczyłem na dużo większą nagrodę w nieco późniejszym czasie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz