61. Żeby wzięła go w swoje paluszki.
Boże, jak ja w tej chwili marzyłem o tym, żeby ona go dotknęła, żeby wzięła go w swoje paluszki i zaczęła się nim bawić. Z drugiej strony, niesamowicie się bałem, że gdy tylko wykona kilka ruchów i będzie po wszystkim.
“Boże, Boże”, - myślałem, - “jak ja to wszystko przeżyję!”
W tej chwili, obydwaj byliśmy równie mocno podnieceni i równie intensywnie zaskoczeni. Przyczyny mogły być różne, ale reakcje identyczne. Nie bardzo wiedziałem, co się dzieje. Czułem tylko, jak jej dłonie wędrują coraz niżej i niżej, w stronę paska. Nie mogłem uwierzyć, że ona sama rozpina sprzączkę i rozsuwa połówki materiału na boki. Robiła to. To się działo: teraz i tutaj.
Później delikatnym, płynnym ruchem ściągnęła ze mnie dolną część garderoby. Moje dżinsy, za którymi musiałem wystać się w kolejce, by kupić je dla niej, bez trudu zjechały do samego dołu. Zostałem w samych slipach, spod których fiut, jakżeby inaczej, już wystawiał swój wielki, twardy łeb.
“Łobuz jeden, świnia... no zdrajca, jak on może się tak nachalnie pchać do dobrze wychowanej dziewczyny?!” - myślałem.
No, ale niestety, oszukać się już nie go dało. Oszukać się nie dało ani siebie, ani jej. Zresztą, po tym zdarzeniu na basenie, w szatni gdzie ona widziała mnie w całej okazałości, nie miało to już chyba większego zdarzenia. Przecież doskonale wiedziała, jak jestem obdarzony. Chyba teraz nie powinno być już efektu zaskoczenia. Zdawało mi się, że nie powinno robić to już na niej aż tak wielkiego wrażenia.
Niestety, a może stety, kiedy go zobaczyła, znów westchnęła głęboko.
-Och, - powiedziałem, - coś nie tak? Coś źle?
-Nie, nie… tylko, że …
-Słucham…
-On jest taki…
-Jaki?
-Taki duży.
Drżała. Jej głos drżał.
-Boisz się?
-Nie. Nie wiem. Może…
-Więc…
Zapadła chwila ciszy.
-Więc, co zrobisz teraz?
Zamiast odpowiedzi, poczułem jej dłonie na swoich slipach. Włożyła palce za gumkę i powoli zsunęła je z moich pośladków i ud. Kutas wyskoczył niczym sprężyna i kołysał się w jej stronę. Myślałem, że zwariuję z podniecenia. Trudno było mi wytrzymać to napięcie. Miałem wrażenie, że za chwilę się spuszczę, że się spuszczę tutaj i teraz, na jej rączki, na te cudowne, delikatne rączki.
Boże, jak ja w tej chwili marzyłem o tym, żeby ona go dotknęła, żeby wzięła go w swoje paluszki i zaczęła się nim bawić. Z drugiej strony, niesamowicie się bałem, że gdy tylko wykona kilka ruchów i będzie po wszystkim. Teraz po latach różnych doświadczeń myślę sobie, że nie miało to absolutnie żadnego znaczenia. Jednak, w tej chwili byłem jednym, wielkim podnieceniem.
Napięcie było trudne do zniesienia i wiedziałem, że tak, czy inaczej trzeba będzie go rozładować. Od tego momentu, kiedy zrobiłem sobie dobrze pod pościelą, tej nocy po jej wizycie u mnie jeszcze w starym pokoju, ulżyłem sobie może jeszcze kilka razy. A przecież przy tej ilości testosteronu, która we mnie buzowała, była to kropla w morzu potrzeb. Poza tym, takie odnosiłem wrażenie, że w żaden sposób nie dawało mi to pełnej satysfakcji.
Wiedziałem, że ona zmienia mój świat, zmienia moją osobę. Doskonale pamiętałem z mojego poprzedniego życia, z poprzedniego wcielenia, że właśnie w tym kierunku poszedłem. Nie mając partnerki, sparaliżowany kompleksami musiałem sobie radzić sam. Jej pojawienie się w moim świecie zmieniło wszystko. Teraz zdawałem sobie sprawę, że będąc naprawdę młodym, zrobiłem sobie wielką krzywdę, nie starając się zmienić swojego podejścia do wszystkiego, a przede wszystkim do siebie samego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz