60. Jeszcze podkoszulek.
Zrzuciłem z siebie sweter, szybko i gwałtownie rozpiąłem koszulę. Byłem zły, że założyłem na siebie tyle ciuchów. Jeszcze podkoszulek. Nie wytrzymała, zbliżyła się i zaplotła swoje delikatne ramiona na moich plecach.
Patrzyłem na nią i nagle pojawiła się panika. Moje młode ja nie wiedziało, jak to się robi. Nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkało. No ale, przecież nie było samo. Od czego ma się starszego sobowtóra, anioła stróża, który w każdej chwili jest dostępny? Dojrzały facet doskonale wiedział, jak rozbiera się kobietę. Wiedział, jak rozpina się stanik, jak ściąga majtki i o wiele więcej. Miał okazję wielokrotnie to przetestować i to w bardzo różnych okolicznościach. Tak więc, dla niego nie było to absolutnie żadnym problemem.
-Tylko spokojnie. Przecież to żadna sztuka, - odezwał się do małolata.
Młodemu trzęsły się ręce.
-Daj. Może ja to zrobię, - powiedziałem, przejmując nad nim kontrolę.
Poddał się bez problemu.
Objąłem ją w pół i, sprawnymi ruchami palców, odpiąłem cztery delikatne, metalowe wsuwki. Elastyczny, naszpikowany gumkami, stanik, zjechał z jej obfitego ciała do przodu i zawisł na mojej klatce piersiowej. Więc była już bez niego.
Jej piersi były jak dwa dojrzałe, dobrze wyrośnięte, grejpfruty: okrągłe, napęczniałe, z ciemnymi chropowatymi brodawkami i sterczącymi do góry grubymi sutkami. To był najpiękniejszy dar, jakim mogła mnie obdarzyć ta młoda, niedoświadczona dziewczyna.
Odwróciła się tyłem i stała nieruchomo.
W pewnym momencie, czując zapach skóry, wymieszany z perfumami, czy jakimś delikatnym dezodorantem, pochyliłem się i pocałowałem ją w kark tuż nad obojczykiem. Westchnęła cicho, a ja zachęcony, złożyłem drugi pocałunek. Dokładnie po przeciwległej stronie. Później pocałowałem jeszcze, raz na samym środku.
Znów westchnęła, przeciągnęła się. Być może miała ochotę na więcej, być może zdawało się jej, że dojdzie do tego już teraz, tutaj, ale ja, nie wiedzieć czemu, powstrzymałem się przed tym. Delikatnie chwyciłem ją za ramiona i odwróciłem w swoją stronę.
Patrzyła na mnie. Boże jak ona patrzyła! Jej oczy płonęły, jej policzki pokryły się rumieńcami, a delikatnie uchylone usta, drżały. Pochyliła się i ostrożnie zdjęła z siebie majteczki. Po tym wszystkim, co mogłem zrobić, a nie zrobiłem, myślałem, że odwróci się i pójdzie do łazienki. Stało się jednak inaczej.
Sny się spełniają i to bardzo szybko. Wystarczy tylko tego bardzo chcieć. W tym samym momencie odezwała się cicho:
-A ty… nie wykąpiesz się ze mną?
No, oczywiście, jakżeby inaczej. Przecież od początku taki był plan, ale nie chciałem jej do niczego nakłaniać. To ona sama miała o tym zdecydować. Tak, czy inaczej, w tym momencie wiedziałem, że spełniło się jedno z moich największych marzeń.
Miałem wrażenie, że coś utkwiło w moim gardle, że nie wypowiem już żadnego słowa, że nie będę w stanie, ale udało się nad tym zapanować. Głęboko wciągąłem powietrze do płuc, zatrzymałem je na chwilę, a później wypuściłem.
-Tak. Wykąpię się z tobą, - powiedziałem równie cicho, jak ona.
Znów patrzyła. Patrzyła, a ja czekałem. Czekałem nie wiem na co. To było głupie i nie niedorzeczne, chociaż może po prostu było było częścią mnie, częścią tej gry.
-No więc… - zaczęła niepewnie.
-Ach, przepraszam, - zreflektowałem.
Zrzuciłem z siebie sweter, szybko i gwałtownie rozpiąłem koszulę. Byłem zły, że założyłem na siebie tyle ciuchów. Jeszcze podkoszulek. Nie wytrzymała, zbliżyła się i zaplotła swoje delikatne ramiona na moich plecach. Przywarła do mnie swoimi piersiami. Drżałem na całym ciele, penis napierał na materiał spodni.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz