Szukaj na tym blogu

10 maja 2020

Projekt: "Przyszłość".


66. Zgwałcić ją tutaj.

Miałem ochotę rzucić się na nią, zgwałcić ją tutaj, w tej wannie. To byłoby najlepsze rozwiązanie, jakie mogłoby się mi przytrafić. 


Jeżeli myślałem, że pełna piany wanna, pachnąca lasem spowoduje, iż moje napięcie seksualne się zmniejszy, chociaż o jakiś ułamek procenta, to się myliłem. Tak mi się zdawało. Widocznie miałem zbyt dobre przekonanie o sobie. Na jakimś poziomie swojej świadomości miałem nadzieję, że będę mógł teraz wkroczyć w świat igraszek miłosnych jak stary Casanova.  Już wkrótce miałem się przekonać, jak bardzo się myliłem. Tak naprawdę, nie znałem reakcji mojego ciała. Nie miałem pojęcia, co się ze mną stanie. Nie wiedziało tego ani to młode ja, ani starsze. 
Byłem na siebie trochę zły, bo, ta starsza część osobowości powinna wiedzieć, co wyniknie z takiego zdarzenia. Przecież swoje doświadczenia zbierałem przez tyle lat. Jednak, jak to mówią, człowiek uczy się całe życie i całe życie pozostaje głupi. 
Z każdą kolejną minutą, kiedy byłem w tej wodzie razem z nią, moje podniecenie rosło coraz bardziej. Coraz trudniej było mi powstrzymać napięcie, tworzące się w moim ciele. W pewnym momencie czułem, że przestaję nad sobą panować. Doznawałem coraz większego szoku. Miałem ochotę rzucić się na nią, zgwałcić ją tutaj, w tej wannie. To byłoby najlepsze rozwiązanie, jakie mogłoby się mi przytrafić. Chociaż, przyznam się bez bicia, doskonale zdawałem sobie sprawę, że było to bardzo niebezpieczne i trudne zarazem. Na dodatek, bałem się, że zanim dojdzie do czegokolwiek, będzie po wszystkim. 
Nie mogłem pogodzić się z tym, że moje młode ciało reaguje w tak intensywny i gwałtowny sposób. Każda, najdrobniejsza rzecz związana z seksem, wzbudzała burzę w umyśle i każdej komórce. Zachowywałem się tak, jakby kopulacja była sprawą życia i śmierci, jakby nic innego poza nią nie istniało. Testosteron zdawał się wypływać mi uszami. No cóż, takie były realia. Młodość ma swoje prawa i trzeba było to zaakceptować. 
Po jakimś czasie postanowiliśmy się podnieść. Jeszcze raz mogłem zobaczyć całe jej piękne, cudowne ciało w pełnej okazałości i ze wszystkimi szczegółami. Zgrabna talia i płaski brzuszek, wzbudzały mój niebotyczny zachwyt. Nie powiem, może nie była bardzo szczupła, to nie był typ modelki, nie miała talii osy, jednak nie o to, przecież, chodziło. Ja takiej nie szukałem. 
Wzbudzała moje zainteresowanie dlatego, że zdawała się być prawdziwą, pełną kształtów i zaokrągleń kobietą. Tak, przy okazji, przy jej wadze, krągłość jej pośladków, szerokość bioder i biustu sprawiały, że proporcje ciała zdawały się być wręcz idealne. No cóż, tak czy siak, byłem w nieustającym szoku.
Bardzo jej pragnąłem. W tej chwili była dla mnie wszystkim. Potrzebowałem jej każdą komórką mojego młodego ciała. Potrzebowałem jej każdą myślą mojego dojrzałego ja. Potrzebowałem doświadczeń właśnie z nią. Potrzebowałem być teraz, w tej chwili najbliżej, jak tylko się da. Mój kutas sterczał już jak głupi i wcale nie miał zamiaru opaść. Był gruby, siny, pokryty siecią fioletowych napęczniałych żył. 
 Właściwie, nie wiedziałem, czego więcej mógłbym w tej chwili pragnąć. Chciałem jednego: zaspokojenia, takiego pełnego, dokładnego, dogłębnego, a jednocześnie, marzyłem, aby ten wieczór zapamiętała jak najdłużej, by to nasze konspiracyjne, nielegalne spotkanie nie było klapą. 
W momencie, kiedy zastanawiałem się, jak pogodzić te dwie rzeczy, odezwała się: 
-Umyjesz mnie?  
-No jasne, - odpowiedziałem.
-Ale… no trochę niżej? 
Przełknąłem ślinę.
-Pewnie… Czy coś jeszcze?
Pokręciła głową. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...