18. Ekstremus nie przypomina pająka.
-Niech pani doktor nie będzie taka tajemnicza i przybliży nam obraz tego pajączka.
Niczym niezrażona stanęła za jego plecami, złapała za sztywną fujarę i wepchnęła do ust Fiony.
-No dobrze, - zaczęła, - ekstremus nie przypomina pająka…
W tej samej chwili nasza kwiaciarka namiętnie zaczęła ciągnąć druta.
-O widzę, że zająłeś się Fioną, - odezwała się Cristi, stając na progu sypialni.
Przez ramię pani doktor zaglądał mój kolega i wieloletni towarzysz podróży międzygwiezdnych Morgan Chaterson.
-No, co tak stoisz, - szturchnęła go lekarka, - pomóż mu, przecież widzisz, że nie daje rady!
Chciałem zaprotestować, ale nim zdążyłem zebrać myśli, Morgan był już bez ubrania. Usiadł w rozkroku i, jednym gwałtownym gestem, przygarnął rozpaloną Fionę do siebie. Opadła głową na jego podbrzusze i, od razu, chwyciła sztywną lagę w swoją drobną rączkę, a po chwili wsunęła do ust. Złapał ją za pierś i zaczął ugniatać.
Przysunąłem się, rozłożyłem jej uda i zacząłem bawić się jej myszką. Przesuwałem palce, poczynając od kakaowego oczka, a kończąc na łechtaczce. Nie miałem pojęcia, czy wywarło to na niej jakieś wrażenie, bo była bardzo zajęta przyrodzeniem mojego kolegi. Lizała sam łeb, a dłonią ściągała i naciągała skórę. Patrzyłem więc podziwiałem i podniecałem się. Oto okrętowa florystyka była w naszym wspólnym posiadaniu i to wszystko odbywało się w imieniu jej dobra. Niezła jazda.
Spojrzałem na twarz Morgana.
-No, to razem, - kiwnął porozumiewawczo.
-Razem, - odpowiedziałem w mig pojmując, o co chodzi.
Wstaliśmy i, ujmując naprężone fujary, skierowaliśmy się w stronę jej słodkiego buziaczka koleżanki. Usta znajdowały się w samym środku, jak pomiędzy dwoma wielkimi mikrofonami. Zaczepiła rączkami o obydwa drągi i, zamknąwszy oczy, obrabiała raz jeden, raz drugi. Przy każdym chapnięciu jej pyszczka cicho pojękiwaliśmy. Robiło się mi coraz goręcej i coraz bardziej przyjemnie.
-Jest niesamowita! - westchnął Morgan.
Byłem ciekaw, więc rzuciłem w stronę Cristi:
-Co to był za pająk?
-Ekstazus ekstremus, - wyrecytowała łacińską nazwę.
-Co to za cholerstwo?! - skrzywiłem się.
Podeszła bliżej, patrzyła raz na mnie, raz na Fionę.
-Uwierz mi Jazonie, nic, z czym chciałbyś się zetknąć.
Zdawało mi się, że trochę jednak przesadza, więc uśmiechnąłem się.
-Cristi, stykałem się już z różnymi stworzeniami i, naprawdę, trudno mnie zaskoczyć.
Położyła dłoń na moim ramieniu i poklepała.
-Jeszcze wielu rzeczy nie widziałeś, kapitanie.
Jedno spojrzenie w jej oczy starczyło, bym zaczął jej wierzyć. Tymczasem Morgan wciąż nie był do końca przekonany.
-Niech pani doktor nie będzie taka tajemnicza i przybliży nam obraz tego pajączka.
Niczym niezrażona stanęła za jego plecami, złapała za sztywną fujarę i wepchnęła do ust Fiony.
-No dobrze, - zaczęła, - ekstremus nie przypomina pająka…
W tej samej chwili nasza kwiaciarka namiętnie zaczęła ciągnąć druta.
-Ooooooch, a co to! - westchnął głęboko, starając się utrzymać równowagę.
Cristi spoważniała.
-Wiecie, jakby to wam wytłumaczyć. To jakby skrzyżowanie ziemskiego kraba, świerszcza i skorpiona. Jedyne, co można porównać z pająkiem to odnóża.
-No, a duży jest? - spytałem ostrożnie.
Lekarka przymknęła powieki próbując wydobyć z pamięci jakiś nieprzyjemny obraz.
-Kiedy stanie na dłuższych kończynach jest nieco niższy do dorosłego mężczyzny, ale jego masa, niejednokrotnie, dochodzi do pół tony.
-O w mordę! - jęknąłem nie dlatego, że się wystraszyłem, ale dlatego, że mój kutas właśnie w tej samej chwili wjechał w gorącą czeluść gardła Fiony.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz