Szukaj na tym blogu

12 kwietnia 2021

Planeta rozkoszy.

20. Efekty przerosły ich najśmielsze oczekiwania.


-Krzyżowali je? - odezwał się tak, jakby nic do mnie nie docierało.

-Część przywieźli z Ziemi, a część  stworzyli na miejscu. W tamtych czasach nie mieli odpowiedniego doświadczenia a efekty przerosły ich najśmielsze oczekiwania. Tu niedaleko powinny być jeszcze resztki ich osady. Wszyscy zginęli zabici przez te istoty. 


Zawsze sądziłem, że mój kutas jest wielki, ale kiedy zobaczyłem drągala Morgana musiałem zdjąć przysłowiową czapkę z głowy. Należał się szacunek. Poza tym to, co się działo przechodziło ludzkie pojęcie. Fiona nie przyjęła postawy obronnej, zamiast tego chwyciła się za pośladki i rozwarła je, dając mu przyzwolenie na wszystko, co tylko mogło mu przyjść do głowy. 

Wykorzystał okazję najlepiej jak tylko mógł. Wpieprzył się w nią bez ceregieli po same jaja i zaczął walić, jak w kawał drewna. Uginała się wraz z posłaniem, a całe łóżko skrzypiało. Miałem wrażenie, że za chwilę rozpadnie się na drobne kawałeczki. 

Po kilkunastu sekundach, błyskawicznie, przeskoczył nad jej twarz i wpakował banana w jej słodką buzię. Nim zdążyłem, ze zdziwienia, mrugnąć powiekami, już łykała. 

-Cholera, co to za choroba! - mruknąłem trochę wystraszony.

-Jebacznica pospolita, przenoszona przez ekstremusa, - wyjaśniła cicho Cristi.

To rzeczywiście wyglądało bardzo poważnie. Fiona ciężko dyszała, trzymała Morgana za jaja, a ten z zadowoleniem ochlapał jej całą twarz. 

-Czy to uleczalne? - rzuciłem patrząc na kopulującą bez pamięci parę.

-Owszem, - pokiwała głową, - jednak potrzeba do tego bardzo spermy.

W tym samym momencie drzwi do pokoju otworzyły się i stanęło w nich dwóch rosłych mężczyzn.

-Wzywała nas, pani? - zapytał Hans, mechanik pokładowy. Ten to miał klasę. 

-Tak oczywiście, wchodźcie, - uśmiechnęła się na powitanie.

-Czy dobrze usłyszałem, mówiła coś pani o dużej ilości spermy? - dorzucił jego kolega, Egon. Jeszcze lepszy od kolegi. 

-Wchodźcie, wchodźcie, panowie, - zaprosiła ich serdecznym, ciepłym głosem.

-No, bo widzi pani… my mamy duży zapas…

“No tak, kurwa, wy zawsze macie duży zapas”, - pomyślałem. Patrzyła jakby za ich plecy. Nie wiedziałem co się dzieje, ale pod skórą czułem, ze coś się święci. 

-Właśnie na to liczę, - powiedziała tajemniczo.

Spoglądając na siebie, trochę niepewnie przekroczyli próg. Teraz dopiero spostrzegłem, że każdy z nich trzymał w ręku jeden z końców grubego łańcucha. W momencie, kiedy zacząłem zastanawiać się, co jest z drugiej strony, w otworze drzwiowym pojawiło się to “coś”. Co to było?! Nagie, czarne, jak smoła, wysokie na dwa metry, potężnie umięśnione cielsko. Nie mogłem uwierzyć, że to widzę. 

-Jasna cholera - zakląłem z wrażenia. 

By nie uderzyć czołem o górną część framugi, olbrzym musiał mocno pochylić głowę. Jedyne co przychodziło mi do głowy to buchaj rozpłodowy. 

-No chodź, chodź bydlaku! - pokrzykiwał nerwowo Egon.

Tuż za nim, ciągnięty przez Hansa pojawił się drugi, nieco jaśniejszy gigant. Ten, chodź wzrostem nie ustępował pierwszemu, był nieco słabiej zbudowany i tęższy. No tak, przecież oni też tu są, - przemknęło mi przez myśl. Poczułem się trochę głupio. Myślałem, że to oni we dwóch będą zabierać się do roboty. 

-Co to?! - krzyknął Morgan z niedowierzaniem patrząc na Cristinę. 

Ta spoważniała i spokojnym głosem zaczęła tłumaczyć:

-To potrójna krzyżówka: homo sapiens, miejscowego homo erectus i pochodzącego z także stąd homo bugalaris. 

-To jeszcze zwierzęta, czy już ludzie? - wtrąciłem czując, że skóra mi cierpnie.

-Trudno powiedzieć, - westchnęła jakby się zastanawiała.

-Mają jakieś imiona? - spytał Morgan, wycierając fiuta o policzek Fiony.

-Owszem, mają. Czarniejszy to Herkules, a ten grubszy to Charon. Prawda, że ładnie? 

Wciąż nie mógł uwierzyć w to, co widzi.

-Poczekaj… Myśmy nie mieli ich ze sobą. Skąd więc?

Cristi głęboko zaczerpnęła powietrza, najwyraźniej męczyły ją już pytania mojego kolegi, mimo to dość spokojnie, wyjaśniła:

-To spadek po jednej z pierwszych ekspedycji. 

-Krzyżowali je? - odezwał się tak, jakby nic do mnie nie docierało.

-Część przywieźli z Ziemi, a część  stworzyli na miejscu. W tamtych czasach nie mieli odpowiedniego doświadczenia a efekty przerosły ich najśmielsze oczekiwania. Tu niedaleko powinny być jeszcze resztki ich osady. Wszyscy zginęli zabici przez te istoty. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...