9. Rasowy kochanek.
Kiedy tylko znalazła się w jego zasięgu, jak rasowy, wprawny kochanek przywarł do niej swoimi ciemnymi wargami. Odpowiedziała z gorącą namiętnością, szeroko otwierając usta i wysuwając język. Mimowolnie położyła dłonie na rozporku jego dżinsów.
-O matko, co to! - jęknęła kiedy wyczuła jego męskość.
Jonasz był mutantem, krzyżówką człowieka i jednej z miejscowych małp naczelnych. Oczywiście nie można się spodziewać, że był okazem inteligencji. Nie po to został stworzony. Jego praktyczne walory, jeśli tak to można określić, można było docenić w nieco innej dziedzinie. Szczególnie dobrze wiedziały o tym kobiety, które miały możność się z nim spotkać.
Nie, nie, nie był to ani człowiek, ani małpa. Raczej coś pośrodku. Naukowo nazywa się to hybryda. To było zwykłe zwierzę. Może nie tak prymitywne jak jego tutejsi protoplaści, ale jednak. Chociaż na pierwszy rzut oka wcale na nie nie wyglądało. Stworzenie miało ciało przystojnego, Latynosa. Wyposażone było w potężne mięśnie. Na dodatek, dzięki odpowiedniej tresurze, poruszało się z niezwykłym wdziękiem i gracją. Tu muszę przyznać z nieukrywaną satysfakcją, że na płeć piękną działało w piorunujący sposób. Tak miało właśnie być.
Tak naprawdę dalia nie była świadoma, że eksperyment już się zaczął. Chociaż wielokrotnie o nim słyszała, nigdy wcześniej, na własne oczy go nie widziała. Być może dlatego nie uciekła i, ku naszemu zadowoleniu, sprytnie dała się wciągnąć w kolejne etapy, tej niezwykłej, próby.
-Oooo! - wyrwało się z jej ust.
On, jak zwykle, milczał. Tak był nauczony.
-Skąd się tutaj wziąłeś… ogierze! - dorzuciła siadając obok niego na kanapie i uśmiechając się kokieteryjnie.
Nic nie mówił, nie umiał przecież wypowiadać się składnie, ale ona o tym nie wiedziała. Ku naszemu zadowoleniu jego milczenie brała za element gry wstępnej.
-No, muszę powiedzieć, że niezły jesteś.
Wykonał gest, który zapewne był efektem treningu, a ona odczytała to jako przyzwolenie na dalszy, jak jej się zdawało, ciekawy flirt. Oboje znajdowali się w specjalnie do tego celu przygotowanym pomieszczeniu. W ścianach umieszczone były weneckie lustra a pod sufitem ukryto kilka kamer.
-Morgan, czy ten podgląd jest konieczny? - spytałem patrząc krytycznie na kolegę.
-Tak Jazonie, musimy być pewni, że wszystko przebiega zgodnie z planem.
-No tak, - mruknąłem, chociaż nie do końca się z tym zgadzałem.
Chociaż ostrożności nigdy nie za wiele. To był jednak dzikus o ogromnej sile fizycznej. Jednym uderzeniem swojej potężnej łapy mógł skręcić jej kark. Za specjalnymi drzwiami, w ciągłym pogotowiu czekało kilku techników z paralizatorami elektrycznymi i inną bronią defensywną. Jak do tej pory takie ataki zdarzały się niezwykle rzadko, ale lepiej dmuchać na zimne.
-Nie możemy pozwolić, by coś się jej stało, kapitanie, - usłyszałem za sobą jego spokojny, pewny siebie głos.
Czekali na moją decyzję.
-Oczywiście, - zgodziłem się, - w takim razie kontynuujmy.
Dalia była drobną, delikatną blondynką, miała na sobie zielony dres i seledynową koszulkę na ramiączkach, natomiast jej pośladki skryte były pod obcisłymi szortami w kolorze morskiej wody.
Kiedy tylko znalazła się w jego zasięgu, jak rasowy, wprawny kochanek przywarł do niej swoimi ciemnymi wargami. Odpowiedziała z gorącą namiętnością, szeroko otwierając usta i wysuwając język. Mimowolnie położyła dłonie na rozporku jego dżinsów.
-O matko, co to! - jęknęła kiedy wyczuła jego męskość.
Przysunął się jeszcze bliżej. Chwyciła go za fiuta przez materiał spodni. Mruknął coś niezrozumiale, wiedzieliśmy, że już mu się nie oprze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz