31. Przysysają się do narządów płciowych.
-Spermopilis Lagunas, jest ich tutaj kilkadziesiąt gatunków. Czekają zaczajone na liściach drzew, krzewów i pędach roślin wzdłuż ścieżek wydeptanych przez zwierzęta. Ludzi atakują zazwyczaj w ten sposób, że wchodzą przez nogawkę spodni i przysysają się do narządów płciowych.
Wyruszyliśmy zaraz po wschodzie Nixona, większego słońca. Wtedy było jeszcze znośnie chłodno. Mieliśmy dotrzeć do opuszczonej osady górniczej, oddalonej od naszej bazy o, zaledwie, piętnaście kilometrów. Niemniej w tych warunkach, bez dobrej znajomości topografii terenu i specjalistycznego przygotowania taka wędrówka mogła skończyć się tragicznie. System nawigacji satelitarnej już dawno przestał działać. Trudno było o dobre szczegółowe mapy. Na dodatek w lesie tym, oprócz dużej zwierzyny, aż roiło się od różnego typu robactwa, poczynając od zupełnie niepozornych karaluchów, a kończąc na gigantycznych monstrach, które nie śniły się nawet najodważniejszym podróżnikom.
-Daleko, jeszcze?! - krzyknąłem do Natana, który szedł na czele.
Odwrócił się i zawołał w naszą stronę:
-Nie. Miniemy to wzniesienie i powinniśmy zobaczyć ruiny.
Ruszyliśmy jego śladem. Nagle nasz przewodnik chwycił się za krocze. Byliśmy przekonani, że się wygłupia, ale on opadł plecami na pień drzewa i osunął się na kolana. Patrzył przed siebie nieobecnymi oczami i zaczął się trząść, jakby miał gorączkę. Po chwili padł twarzą na miękki wilgotny mech.
-Aaaaaaach, aaaaaach, aaaaaach!!! - wzdychał wijąc się, jak piskorz.
-Chodźcie, szybko! Coś mu się stało! - zawołała Cristi.
Podbiegła do niego, przykucnęła i bez ceregieli rozpięła mu rozporek. Prawdę powiedziawszy w tym wypadku nie było co się zastanawiać. Podejrzewaliśmy, że coś go ukąsiło. Nie mieliśmy pojęcia co to może być.
Już na pierwszy rzut oka widać było, że coś jest nie tak. Pod elastycznymi slipami kłębiło się coś ciemnego. Staliśmy i patrzyliśmy, jak zahipnotyzowani.
-Jasna cholera, co to?! - jęknąłem chwytając się za głowę.
Eryk odsunął się odruchowo.
-O kurwa! - wyrwało się z jego ust.
Pani doktor ostrożnie podwinęła dzianinę gatek. Na prąciu Natana spoczywał wielki, brązowo-czarny ślimak. Kolega zbladł, a później zzieleniał.
-Ja pierdolę, Morgan, to coś pożera mu fiuta! - wzdrygnął się do drugiego.
Wszyscy z pytaniem w oczach spojrzeliśmy na naszą koleżankę. Powinna wiedzieć coś więcej, ale czy na pewno?
-To lądowa spermopijka, - odpowiedziała dziwnie spokojnym głosem.
Nie miałem pojęcia, dlaczego się nie przejęła.
-Co? - spytałem nic nie rozumiejąc.
-Spermopilis Lagunas, jest ich tutaj kilkadziesiąt gatunków. Czekają zaczajone na liściach drzew, krzewów i pędach roślin wzdłuż ścieżek wydeptanych przez zwierzęta. Ludzi atakują zazwyczaj w ten sposób, że wchodzą przez nogawkę spodni i przysysają się do narządów płciowych.
Zacząłem klepać się po udach a na plecach poczułem zimny dreszcz. Byłem przekonany, że i mnie dopadło to cholerstwo.
-Ale wielkie! - mruknąłem.
-Ależ skąd. Ta jest stosunkowo mała, - wyjaśniła uprzejmie Cristi.
Stworzenie miało jakieś trzydzieści centymetrów.
-Co ty gadasz. Mała?!
-Spokojnie Jazonie. To nie jest żaden olbrzym. Spermopijki mają różne rozmiary, największe osiągają długość jednego metra.
-Boże Kochany, - wzdrygnąłem się.
Morgan cofnął się na bezpieczną, jego zdaniem odległość i stanął na udeptanej ścieżce.
-Czemu on ma taką głupią minę? - spytałem zerkając na zaatakowanego przez pasożyta kolegę.
-No wiesz… - zaczęła Cirsti uśmiechając się kokieteryjnie.
-Co? - dopytywałem, jakbym wciąż nie pojmował.
Popatrzyła na mnie gorącym wzrokiem i dokończyła:
-Ukąszenie spermopijki jest niesłychanie przyjemne.
-Przyjemnie? Chcesz powiedzieć, że on doświadcza orgazmu?
-Może to śmieszne, ale tak. Być może najlepszego w swoim życiu.
-Czy możemy mu to zdjąć?
-Owszem, Jazonie, ale dopiero po wszystkim.
-Jak to?
-Dopiero gdy napije się jego nasienia.
Podszedłem, by lepiej się przyjrzeć i nagle Natan oprzytomniał. Spojrzał między nogi i wrzasnął:
-Matko święta, co to?!!!
Szarpiąc się chaotycznie próbował chwycić za członka. Doktorka powstrzymała jego zamiary szybko ujmując jego nadgarstek.
-Zabierzcie to! Zabierzcie to ze mnie!!! - krzyczał rzucając się w coraz większej panice.
-Jazonie, pomóż mi! - zawołała próbując utrzymać jego ręce.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz