25. Jak morskie fale.
Rozsiadła się wygodnie pomiędzy moimi udami i włożyła kutasa w sam środek cipeczki. Jęknąłem, kiedy wciskał się w jej ciasne, gorące wnętrze. Odchyliła się do tyłu i oparła dłońmi o mój tors. Chwyciłem ją za biodra, a ona zaczęła unosić się i opadać, unosić się i opadać, płynnie, łagodnie, jak morskie fale.
Palec wskazujący wcisnąłem głęboko w jej wilgotną szparkę, a kciukiem masakrowałem twardą, sterczącą łechtaczkę.
-Och dziewczyno… ty rzeczywiście potrzebujesz porządnego rżnięcia! - westchnąłem czując, jak bardzo jest podniecona.
-Och masz rację Jazonie, - mruczała, jak kociak.
Pracowałem wytrwale. Jej kobiecość należała teraz do mnie. Wsuwałem i wysuwałem palce tak głęboko jak tylko się dało. Nie oszczędzałem ani siebie, ani jej. Robiłem kółeczka na jej wisience tak, że urosła jeszcze bardziej. Dodatkowo ściskałem cycki. Sprawiało mi to niesamowitą frajdę. Po chwili brodawki zrobiły się fioletowo purpurowe.
Tymczasem na łóżku obok akcja rozwijała się coraz bardziej intensywnie. Dzikus półleżał wsparty o poduchy, a biedna Fiona, stojąc na czworakach, pochylała się nad jego kroczem. Po sekundzie ujęła jego dyszel oburącz i, jakby wbrew sobie siłą wepchnęła do własnych ust. Samiec jęknął, jak a jego podbrzusze uniosło się do góry. Patrzyliśmy na to z zachwytem i podziwem. Dobre zabezpieczenie przed niebezpiecznym jadem musiało kosztować.
-Widzisz, - westchnęła Kiristi, - jemu też może być dobrze.
-O tak, - mruknąłem pochylając się i czubkiem języka dotykając jej chropowatego sutka.
W chwilę później uniosłem głowę, by móc obserwować to, co się działo przede mną. Miszę powiedzieć, że działo się coraz więcej.
Kwiaciarka, nie patrząc co się za chwilę z nim stanie wypięła swój tyłek do góry. Nie zdawała sobie sprawy, że tuż za nią odpowiednią pozycję zajął już Charon. Ten także chciał zrobić swoje. Ujął w dłonie ogromną rakietę, pochylił się, by lepiej widzieć, przymierzył i mocnym pchnięciem wpakował się w jej pizdę. Oj, musiała to poczuć.
-Iiiiiiiiihhhhhhaaaaa!!! - zarżała jak stara kobyła, odwracając głowę w jego stronę.
Jej dupa zaczęła mocno drżeć a później kołysać się w lewo i w prawo. Wszystko było takie podniecające. Zawiedziony Herkules raz po raz uderzał ją swoim ogonem po policzku. W ten sposób chciał wymierzyć jej karę.
Moja kochanka poruszyła się.
-Ja też tak chcę, - powiedziała cicho.
Nie czekała na to jak ja się zachowam. Uniosła się na kolana, odwróciła tyłem i pochyliła.
-Pakuj się kapitanie! - jęknęła opierając się dłońmi o podłogę.
Nie było, na co czekać. Wszedłem w nią bez problemu i od razu zacząłem walić jak opętany. To była jazda bez trzymanki. Bawiła się swoimi wielkimi cyckami. Spoglądając raz na nią, raz na trójkąt po drugiej stronie posuwałem ją coraz szybciej i szybciej.
-Och, oooch, oooooch!!! - wzdychała coraz bardziej rozpalona.
Nagle wyzwoliła się z moich objęć, odwróciła przodem i spojrzała na mnie tak słodko, tak gorąco tymi swoimi podnieconymi oczami, iż miałem wrażenie, że jestem z masła, że rozpuszczam się pod jej ognistym wzrokiem.
-Jaaaazoooonie! - wyszeptała, przeciągając każdą sylabę. Przeszywała mnie swoim ognistym spojrzeniem. Po moich plecach przeszedł dreszcz.
-Co się stało?!
-Och Jazonoe! - powtórzyła.
-Słodka moja, co ci jest?
-Och, Jazonie, ruchaj mnie. Ruchaj tak mocno jak tylko potrafisz.
Moje podniecenie sięgało zenitu. Nie wiedziałem ile jeszcze zdołam wytrzymać.
-Dobrze, - powiedziałem chwytając ją za piersi i zagarniając je do środka.
Nagle pchnęła mnie na dywan.
-Połóż się. Natychmiast! - rozkazała.
Zanosiło się na to, że wyjdę stąd na czworakach, ale byłem zadowolony. Dawno nie miałem porządnego seksu. Nie protestowałem. Rozsiadła się wygodnie pomiędzy moimi udami i włożyła kutasa w sam środek cipeczki. Jęknąłem, kiedy wciskał się w jej ciasne, gorące wnętrze. Odchyliła się do tyłu i oparła dłońmi o mój tors. Chwyciłem ją za biodra, a ona zaczęła unosić się i opadać, unosić się i opadać, płynnie, łagodnie, jak morskie fale.
-Oooooch, oooooch, ooooch! - wzdychała.
To było bardzo przyjemne i trwało dość długo, aż tu nagle z drugiego końca pokoju dobiegł do mnie ten dźwięk:
-Khyk, khyk, khyk!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz